Ponad rok walki o powrót
Gdy w 2025 roku MT Melsungen po raz pierwszy w historii wystąpił w EHF Finals, Simić mógł jedynie oglądać zmagania kolegów z trybun. W kwietniu 2025 roku doznał poważnego urazu kolana - zerwaniu uległy wszystkie więzadła oraz oba łąkotki.
„Zniszczone było niemal wszystko. Operacja trwała ponad dwie godziny, przez sześć tygodni chodziłem o kulach, a łącznie wypadłem na ponad dziesięć miesięcy" - wspomina bramkarz. Tuż przed kontuzją był wybierany najlepszym bramkarzem EHF European League i miał kluczowy wkład w awans Melsungen do finałowego weekendu w Hamburgu. Bez niego drużyna zajęła czwarte miejsce - po porażkach w półfinale z SG Flensburg-Handewitt i w meczu o trzecie miejsce z THW Kiel.
Simić wrócił na boisko w lutym 2026 roku i od razu pomógł zespołowi dotrzeć do kolejnych EHF Finals. „Byliśmy niezmiernie szczęśliwi, mogąc wrócić na to wspaniałe wydarzenie. Mieliśmy za sobą niezwykle ciężki sezon, pełen wzlotów i upadków, ale teraz jesteśmy tu po to, żeby wypaść lepiej niż rok temu" - mówi zawodnik, który trafił do Melsungen dziewięć lat temu ze szwedzkiego IFK Kristianstad.
Dramatyczne play-offy: cud w rewanżu z Fredericią
Droga do Hamburga nie była prosta. W sezonie 2025/26 Melsungen wygrał grupę, lecz w rundzie głównej poniósł trzy porażki w czterech meczach. W pierwszym meczu play-offów przegrał na wyjeździe z duńskim Fredericia Håndboldklub aż 29:35.
„Byliśmy naprawdę zaskoczeni ich dyspozycją, szczególnie bramkarzy. Gdy przegrywaliśmy dziesięcioma bramkami, byliśmy w szoku - ale w ostatnich 15 minutach zaczęliśmy odrabiać straty i jakoś poczuliśmy, że możemy odwrócić wynik u siebie" - opowiada Simić.
W meczu rewanżowym Melsungen wygrał pewnie 35:26, co dało mu awans w dwumeczu 64:61. „Mieliśmy większą wolę walki w rewanżu i zasłużyliśmy na awans" - dodaje bramkarz.
Ćwierćfinał z Porto - 14 obron Simića i szczęście w Porto
W ćwierćfinale Melsungen zmierzył się z FC Porto. W meczu u siebie wygrał 28:23, a Simić popisał się 14 paradami. „Mogliśmy pokonać Porto znacznie wyżej - zasługiwaliśmy na zwycięstwo różnicą sześciu, siedmiu goli" - ocenia.
Rewanż w Portugalii był jednak znacznie trudniejszy. Po 33 minutach Porto prowadziło 15:9 i było bliskie awansu do Hamburga. Ostatecznie Melsungen przegrał 19:23, ale o utrzymaniu awansu przesądził jedyny gol Rubéna Marchána - trafiając na 19:23, zapobiegł rzutom karnym i zapewnił drużynie drugi z rzędu udział w EHF Finals.
„Nie możesz wygrać meczu, strzelając tylko 19 goli, ale taki jest handball - czasem potrzebujesz trochę szczęścia. Ten mecz był odczuwalnie dużo, dużo trudniejszy niż play-offy z Fredericią" - przyznaje Simić.
Hamburg, Flensburg i marzenie o trofeum
W Hamburgu rywalizacja ponownie ułożyła się tak samo jak rok temu - Melsungen trafia na tych samych trzech przeciwników i te same pary półfinałowe. W sobotę 30 maja Montpellier Handball zmierzy się z THW Kiel, a obrońca tytułu SG Flensburg-Handewitt - ponownie z MT Melsungen.
„Wolałbym grać z Flensburgiem w finale w niedzielę, a nie w półfinale w sobotę. Grają tak szybko i wywierają taką presję, że mecz z nimi kosztuje mnóstwo energii przed finałowym dniem. Wolałbym zmierzyć się w półfinale z Kielem - lubię grać z nimi, to zawsze jest świetna rywalizacja" - mówi Simić.
Bramkarz nie jest zaskoczony, że do Hamburga zakwalifikowały się dokładnie te same cztery drużyny co w 2025 roku. „To cztery najlepsze zespoły turnieju - trzy z najlepszej ligi świata, jedna z drugiej. Fakt, że pięć z ośmiu uczestników obu finałowych weekendów EHF gra w Bundeslidze, tylko potwierdza dominację niemieckiej ligi" - uważa.
Dla samego Simića cel jest jeden: „Gram tu od dziewięciu lat i nigdy nie zdobyłem z Melsungen żadnego tytułu. Chcę w końcu zobaczyć w gablocie naszego klubu trofeum za pierwsze miejsce - nie kolejne srebrne medale."
Źródło: eurohandball.com





