Saint-Raphaël bezlitosne dla Toulouse
Mecz na szczycie w walce o Europę pomiędzy Toulouse i Saint-Raphaël zapowiadał się znakomicie - i faktycznie, początkowo obie drużyny szły łeb w łeb (4:4 po 11 minutach). Goście z Var stopniowo jednak przejmowali kontrolę nad spotkaniem, bezwzględnie wykorzystując każdy błąd rywali i odskakując na bezpieczną przewagę (9:14 w 25. minucie).
Kluczową rolę odegrał bramkarz Alexandre Demaille, który zatrzymał 14 rzutów przy skuteczności 42%, skutecznie zmuszając zawodników Toulouse do forsowania coraz trudniejszych sytuacji. Do przerwy wynik brzmiał już 11:18 dla przyjezdnych, a Drevy Paschal skończył mecz z imponującą skutecznością 9 trafień na 11 prób.
Po zmianie stron Saint-Raphaël nie zwolniło tempa - przyszły lewoskrzydłowy Montpellier Paschal karał rywali za każdą stratę piłki (11:21 w 33. minucie). Po stronie Toulouse wyróżniał się jedynie Gonçalo Martins Vieira (8/11), ale to zdecydowanie za mało wobec dominacji gości. Końcowy wynik 36:27 dla Saint-Raphaël oznacza, że drużyna trenera Benjamina Braux wciąż może marzyć o europejskich pucharach. Toulouse natomiast chyba właśnie pożegnało się z tymi nadziejami.
Limoges jedzie bez przeszkód
Chartres, walczące o utrzymanie w Starligue, podejmowało u siebie Limoges goniące Montpellier w tabeli. Podopieczni trenera Alberto Entrerriosa od początku narzucili swoje warunki gry i po kwadransie prowadzili już 4:10. Do przerwy różnica wzrosła do dziewięciu bramek (11:20), a drugą połowę Limoges rozegrało równie skutecznie.
Bohaterami gości był Maxime Ogando ze znakomitą skutecznością 8 trafień na 9 prób oraz bramkarz Gauthier Ivah, który obronił 9 rzutów (36%). Limoges wygrało pewnie 39:30 i nadal wywiera silną presję na lidera - Montpellier.
Montpellier z kłopotami, ale cel osiągnięty
MHB potrzebowało zwycięstwa nad Cesson-Rennes, by utrzymać trzecią pozycję w tabeli. Goście jednak nie przyjechali na gotowe i to oni dyktowali warunki w pierwszych minutach (6:9 po 14 minutach). Dopiero interwencja trenera Éricka Mathé, który wziął czas, przyniosła efekt - napędzani przez Kylliana Villeminota (8/10 w pierwszej połowie) i Charlesa Bolzingera gospodarze odrobili straty i do szatni schodzili z prowadzeniem 17:14.
Druga połowa była równie nerwowa. Cesson-Rennes nie składało broni i przez cały czas trzymało Montpellier w napięciu - wyniki 21:20, 29:28 i 35:34 pokazują, jak zacięta była ta potyczka. Motorem napędowym gości pozostawał Michal Baran, który zakończył mecz z 8 trafieniami na 10 prób i 3 asystami. Wyrównania jednak nie było, a Montpellier ostatecznie wygrało 36:34, zachowując trzecią lokatę - choć bez powodów do zadowolenia z zaprezentowanej gry.
Źródło: handnews.fr





