Industria Kielce – One Veszprém HC | Grupa A | godz. 18:45
Industria wznawia rywalizację w Champions League od meczu, który od lat rozpala wyobraźnię kibiców. Do Hali Legionów przyjeżdża rywal, z którym kielczanie napisali jedne z najważniejszych rozdziałów w swojej historii – łącznie z tym najważniejszym, czyli finałem sprzed dekady.
Ponad dwie dekady rywalizacji
Chyba żadna inna zagraniczna drużyna nie zapisała się w historii kieleckiego klubu tak bardzo jak Veszprém. Rywalizacja trwa ponad 20 lat i obfituje w ćwierćfinały, mecze o Final Four i spotkania decydujące o losach całych sezonów. Pamiętny finał Ligi Mistrzów sprzed 10 lat – uznawany za jeden z najbardziej dramatycznych w historii rozgrywek – wciąż żyje w pamięci kibiców. Trzy lata temu kielczanie wyeliminowali Węgrów w ćwierćfinale, po czym dotarli do Final Four, kończąc sezon na drugim miejscu po starciu z SC Magdeburg. To właśnie do Veszprém trafił też genialny Nedim Remili, a środki z jego transferu były istotne dla funkcjonowania klubu.
Bilans dotychczasowych starć w Lidze Mistrzów to aż 20 meczów – 12 zwycięstw Veszprém, sześć wygranych Industrii i dwa remisy. Statystyka jest po stronie Węgrów, ale kielczanie nie raz udowadniali, że potrafią ją przełamać.
Sytuacja w tabeli i stawka meczu
Veszprém prowadzone przez Xaviera Pascuala zajmuje trzecie miejsce w grupie A z dorobkiem 12 punktów (6 zwycięstw, 4 porażki w 10 meczach). Industria jest piąta z 9 punktami, tracąc do rywala trzy „oczka". Nawet zwycięstwo nie pozwoli kielczanom wyprzedzić czwartkowego przeciwnika, ale może dać potężny impuls mentalny przed decydującą fazą sezonu.
– Poznamy odpowiedź na pytanie, w którym miejscu jesteśmy. Bo wiemy, w którym chcemy być – powiedział przed meczem trener Tałant Dujszebajew.
Z kolei drugi szkoleniowiec Industrii, Krzysztof Lijewski, podkreślał w rozmowie na klubowym kanale YouTube, że historia tej rywalizacji budzi dumę, lecz dziś najważniejsza jest teraźniejszość.
Terminarz sprzyja ambicjom Industrii – po Veszprém czekają mecze z Füchse Berlin (wyjazd), Sportingiem (dom) i Kolstad (wyjazd). Przy optymistycznym splocie wydarzeń kielczanie mogą zająć trzecie lub czwarte miejsce na koniec fazy grupowej, co ma duże znaczenie – drużyna z wyższego miejsca zagra rewanż w fazie play-off we własnej hali.
Pierwszy mecz: lekcja i nadzieja
W październikowym starciu na Węgrzech Veszprém wygrało 35:33. Do przerwy gospodarze prowadzili 21:15 i w zasadzie kontrolowali pierwszą połowę. Odmienną twarz pokazali jednak kielczanie po zmianie stron – mogli nawet doprowadzić do remisu, ale źle przeprowadzony kontratak zamknął im drogę do wyrównania. Wtedy na boisku zabrakło np. Luki Cindricia, ale za to w świetnej formie był Remili, autor dziewięciu bramek.
Na kogo uważać u gości?
Pod znakiem zapytania stoi właśnie występ Nedima Remilego – Francuz leczył kontuzję łydki, która wykluczyła go z udziału w mistrzostwach Europy. Na początku lutego klub informował o jego powrocie do treningów, ale decyzja o występie zapadnie w dniu meczu. Niezależnie od tego, czy Remili zagra, Veszprém to absolutna czołówka – w składzie są Ivan Martinović (brązowy medalista niedawnych ME), Hugo Descat, Yannis Lenne, Ali Zein czy Ahmed Mesilhi, który w pierwszym meczu z koła zdobył aż pięć bramek.
Kadra Industrii
Kielczanie przystąpią do meczu w niemal pełnym składzie. Arciom Karalek, który z powodu infekcji nie pojechał na sobotni mecz do Kwidzyna, powinien być do dyspozycji. Piotr Jarosiewicz, który na treningu złamał nos, znajdzie się w składzie, ale trener będzie korzystał z niego głównie przy rzutach karnych. Zabraknie natomiast Łukasza Rogulskiego i Piotra Jędraszczyka, zmagających się z urazami mięśniowymi.
Jedno jest pewne – w Kielcach zapowiada się fantastyczne handballowe widowisko i najlepsze z możliwych inauguracyjne spotkanie w europejskich pucharach w nowym roku kalendarzowym.
HC Eurofarm Pelister – Orlen Wisła Płock | Grupa B | godz. 20:45
Dwie godziny po kieleckim hicie na parkiet w macedońskiej Bitoli wyjdą mistrzowie Polski. To mecz z innej półki – Wisła jest zdecydowanym faworytem, ale kto pamięta grudniową lekcję sprzed roku, ten wie, że w hali Boro Čurlevski łatwo nie będzie.
Historyczny sezon Nafciarzy
Płocczanie po 10 kolejkach zajmują trzecie miejsce w grupie B z dorobkiem 12 punktów. To najlepszy start w historii ich występów w Lidze Mistrzów – nigdy po pierwszej dziesiątce meczów nie zgromadzili tylu punktów. Do rozegrania zostały cztery kolejki, a zwycięstwo w Bitoli da Nafciarzom stuprocentową pewność gry w Top 12, czyli w fazie pucharowej.
Rywal groźny u siebie
Eurofarm Pelister – duma Bitoli i aktualny mistrz Macedonii Północnej – zajmuje siódme miejsce z zaledwie czterema punktami i wciąż walczy o wyjście z grupy. Na pierwszy rzut oka przepaść jest ogromna, ale Macedończycy udowodnili już, że na własnym parkiecie potrafią sprawiać niespodzianki. W tym sezonie u siebie pokonali HC Zagreb (25:23) i Pick Szeged (25:24), a rok temu w grudniu ograli właśnie Wisłę 21:18. To bolesne wspomnienie, którego w Płocku nikt nie zapomniał.
Największym zagrożeniem w szeregach Pelisteru jest skrzydłowy Dejan Manaskov – autor 54 bramek w tej edycji Champions League. Przy rzutach karnych ze skutecznością blisko 80% jest jednym z najlepszych egzekutorów w rozgrywkach. Ciekawostka – w składzie macedońskiej drużyny występuje również reprezentant Polski, Andrzej Widomski.
Na krajowym podwórku Pelister radzi sobie znakomicie – jako wicelider macedońskiej Superleague z dorobkiem 36 punktów potwierdza, że należy do tamtejszej elity.
Głosy z szatni Wisły
– Wiemy, że wchodzimy w najtrudniejszą i jednocześnie najważniejszą część sezonu. Teraz każdy mecz i każdy punkt mają jeszcze większe znaczenie niż wcześniej – podkreślił najbardziej doświadczony zawodnik Orlen Wisły, bramkarz Mirko Alilović. – W Bitoli zawsze panuje niesamowita atmosfera, bo tamtejsi kibice bardzo mocno wspierają swoją drużynę. Potrzebujemy tych punktów, aby utrzymać trzecie miejsce w tabeli. Z zeszłego roku wiemy, że to bardzo wymagający teren, ale wierzę, że wyciągnęliśmy odpowiednie wnioski i będziemy gotowi, by powalczyć o zwycięstwo.
Trener Xavi Sabate również nie ukrywa, że zdaje sobie sprawę z trudności tego wyjazdu:
– Rozpoczynamy drugą część sezonu. Wiemy, czego spodziewać się w Pelisterze – fantastycznej atmosfery stworzonej przez tamtejszych kibiców. W poprzednim sezonie przegraliśmy. To są dla nas bardzo ważne dwa punkty.
Bilans starć i kontekst
Historia bezpośrednich spotkań jest krótka, ale wymowna – i wyraźnie dzieli się na dwa oblicza. W Płocku Nafciarze są bezkonkurencyjni (26:18, 36:25), ale wyjazd do Bitoli to zupełnie inna historia (porażka 18:21 w grudniu 2024). Po lekcji sprzed roku płocczanie pokazali jednak w dalszej części sezonu, że wyciągnęli wnioski. W czwartek czas na kolejny egzamin.
Czwartkowy rozkład jazdy
Transmisje: Eurosport / platforma Max

