Trzeci mecz eliminacyjny do EHF EURO Cup 2026 nie przyniósł polskim szczypiornistkom upragnionego sukcesu. W czwartkowy wieczór w Hali Widowiskowo-Sportowej RCS w Lubinie Norweżki okazały się od nas wyraźnie lepsze, choć Biało-Czerwone pokazały fragmenty dobrej gry.
Debiuty w kadrowicza atmosferze
Dla czterech zawodniczek był to historyczny moment – pierwszy mecz w narodowych barwach. Wśród nich znalazła się Marcelina Polańska, która nie tylko zaliczyła debiut, ale także trafiła dwukrotnie do siatki rywala. Rozgrywająca nie kryła emocji po spotkaniu.
– Powołanie zaskoczyło mnie ogromnie. Telefon przyszedł zaledwie kilka dni przed zgrupowaniem – opowiadała Polańska. – Starałam się wykorzystać każdą minutę na parkiecie i zaprezentować swoje umiejętności. W pierwszej części meczu nagromadziłyśmy za dużo strat i nietrafionych rzutów, ale po przerwie wyglądało to już solidniej.
Taktyczna niespodzianka w defensywie
Natalia Janas, występująca przed własną publicznością w Lubinie, zwróciła uwagę na elementy, które funkcjonowały w wykonaniu Polek przyzwoicie. Skrzydłowa podkreśliła znaczenie systemu obronnego 5-1, który zaskoczył faworytki.
– Początek mieliśmy nerwowy, ale później złapałyśmy właściwy rytm – analizowała zawodniczka. – Obrona 5-1 sprawdziła się, Norweżki nie mogły rozegrać tylu łatwych akcji, co zapewne planowały. Lubelska publiczność? Wiedziałam, że będzie gorąco, to moje rodzinne miasto. Kibice stworzyli niesamowitą atmosferę i naprawdę nam pomogli.
Co wymaga poprawy?
Wszystkie pytane zawodniczki zgodnie wskazywały główny problem – straty piłki prowadzące do norweskich kontrataków. Paulina Uścinowicz, najskuteczniejsza z Polek w pierwszej połowie, nie ukrywała niedosytu.
– Wiele elementów układało się naprawdę dobrze, realizowałyśmy to, co ustaliliśmy przed meczem – mówiła rozgrywająca. – Problem w tym, że błędy w ataku rywalki bezlitośnie karały szybkimi kontrami. W drugiej części wróciliśmy do walki, teraz czas na wyciągnięcie wniosków.
Szybka okazja do rewanżu
Kadra Arne Sentada nie będzie długo rozmyślać nad czwartkową porażką. Już w sobotę 7 marca o godzinie 18:15 obie drużyny zmierzą się ponownie, tym razem w norweskim Steinkjer. To doskonała okazja, by pokazać postęp i wykorzystać doświadczenia z meczu w Lubinie.
– Mam nadzieję, że w Norwegii poprawimy już pierwsze rzeczy – zapowiadała Janas. – Dla debiutantek pierwszy stres już za nami. Kolejne spotkania będą wyglądać coraz lepiej – dodawała optymistycznie Polańska.
Czy Biało-Czerwone zdołają zaskoczyć mistrzynie świata na ich terenie? Odpowiedź już za kilka dni.
Źródło: zprp.pl

