Status współorganizatora grudniowych Mistrzostw Europy Kobiet 2026 (wraz z Czechami, Rumunią, Turcją i Słowacją) sprawia, że Biało-Czerwone po raz pierwszy w historii nie muszą martwić się o kwalifikacje, mając w kieszeni pewny bilet na turniej finałowy. Brak eliminacji oznacza walkę w prestiżowym cyklu EHF EURO Cup 2026.
Margines błędu wyczerpany
Po czterech kolejkach fazy grupowej podopieczne Arne Senstada wciąż pozostają w walce o najlepszą czwórkę, jednak ich sytuacja wymaga bezbłędnej końcówki. Dotychczas odniosły jedno cenne zwycięstwo – na inaugurację w Mielcu pewnie pokonały właśnie Słowację (28:20). W kolejnych spotkaniach poprzeczka powędrowała wyżej. Najpierw przegrałyśmy na wyjeździe z Rumunią 29:34, a następnie dwukrotnie uległyśmy absolutnym dominatorkom i mistrzyniom świata z Norwegii (24:31 i 16:32).
Obecnie reprezentacja Polski z dwoma punktami i bilansem bramkowym -20 nie ma już miejsca na najmniejszą pomyłkę (do Final4 awansują po dwa najlepsze zespoły z obu grup).
Co musi się wydarzyć, abyśmy świętowali awans? Pierwsze, kluczowe odpowiedzi poznamy już dziś (środa, 8 kwietnia). Warunki są dwa:
-
Polki muszą bezwzględnie pokonać na wyjeździe Słowację.
Jednocześnie musimy trzymać kciuki za zwycięstwo Norwegii nad Rumunią.
Oba mecze wystartują o godz. 18:00. Jeśli ten scenariusz się spełni, o wszystkim zadecyduje "mecz o życie" – niedzielne starcie z Rumunią w Radomiu (12 kwietnia, 18:00).
Osłabienie na ławce, powroty i jubileusze na parkiecie
Biało-Czerwone przygotowywały się do tego dwumeczu w Szczyrku od niedzieli. We wtorek 16-osobowa kadra wyruszyła na Słowację. Niestety, w najważniejszym momencie z przyczyn zdrowotnych zabrakło selekcjonera – Arne Senstad nie mógł wziąć udziału w pierwszej części zgrupowania.
Dla dwóch naszych zawodniczek dzisiejsze starcie może być wyjątkowe. Kapitan reprezentacji, Monika Kobylińska, potrzebuje już tylko dwóch trafień, by pęknąć barierę 500 goli w barwach narodowych. Z kolei na skrzydle szansę na powrót po ponad 10-letniej (!) przerwie ma Joanna Gadzina, co jest fantastyczną historią jej determinacji i wytrwałości.
Słowacja – wygodny rywal pod wodzą utytułowanego trenera
Historyczny bilans to balsam dla polskich serc. Obie drużyny grały ze sobą aż 37 razy – Polki triumfowały 29-krotnie, przy 2 remisach i 6 wygranych Słowaczek.
Ostatnie spotkanie obu ekip (październik 2025 r. w Mielcu) zakończyło się pewnym 28:20 dla Polski. Piekielnie mocna obrona pozwoliła na szybkie zbudowanie przewagi. W ataku brylowała nie do zatrzymania Magda Balsam (10 bramek), a między słupkami cuda wyczyniała Adrianna Płaczek (41% skutecznych obron).
Rywalek nie można jednak lekceważyć. Słowacja to zespół wciąż budujący swoją międzynarodową tożsamość. Nigdy nie zagrały na Igrzyskach Olimpijskich, mają na koncie trzy występy na mistrzostwach świata (najwyżej 26. miejsce w 2021 roku) oraz trzy na mistrzostwach Europy (24. pozycja w 2024 r.). Ich głównym atutem ma być zgranie i entuzjazm, gdyż kadra opiera się głównie na młodych zawodniczkach z rodzimej ligi, które z ławki dyryguje bardzo doświadczony Jorge Dueñas. Hiszpański szkoleniowiec stara się zaszczepić w drużynie taktyczny spokój i nowoczesne schematy rozegrania.
Jeśli na kogoś nasza defensywa musi dziś uważać w sposób szczególny, to jest to zdecydowanie Barbora Lancz. Prawa rozgrywająca węgierskiego MTK Budapest to najgroźniejsza broń rywalek w całych rozgrywkach EHF EURO Cup (21 bramek, z czego 5 w ostatnim meczu przeciwko nam). Co niezwykle istotne, dzisiejszy mecz ma dla niej gigantyczny ładunek emocjonalny – 23-letnia Lancz urodziła się właśnie w Šaľi i to tutaj w klubie HK Slovan Duslo Šaľa rozpoczynała swoją karierę. Wspierać ją będzie najbardziej doświadczona w zespole Karin Bujnochová, którą doskonale pamiętają polscy kibice z jej występów w MKS KGHM Zagłębiu Lubin.
Dziś odrzucamy kalkulacje. Cel to zgarnięcie pełnej puli i pozostanie w grze o Final4!
Słowacja – Polska (EHF EURO Cup 2026)
Środa, 8 kwietnia, godz. 18:00, Šaľa (Słowacja)
Transmisja: Eurosport 4, HBO Max
fot. Paweł Bejnarowicz / ZPRP
