Do rywalizacji w EHF EURO Cup Polki przystąpiły w nietypowej sytuacji. Jako współgospodynie grudniowego EHF EURO 2026 mają już pewny udział w głównym turnieju, więc rozgrywki te stanowiły dla nich doskonałą okazję do sprawdzenia formy i przetestowania szerokiego składu. Po środowym triumfie nad Słowacją (34:21) nadzieje na awans do Final4 wciąż tliły się, ale wymarzony scenariusz wymagał pokonania Rumunii co najmniej pięcioma trafieniami.
Fatalny początek zadecydował o losach meczu
Niestety, od pierwszych minut było widać, że nie będzie to łatwy wieczór dla biało-czerwonych. Rumunki wyszły niezwykle zmotywowane – chciały zatrzeć złe wrażenie po druzgocącej porażce 25:45 z Norwegią. Pierwsze pięć bramek padło łupem przyjezdnych, a ich gwiazda Elena Roșu oraz świetnie dysponowana bramkarka Diana Ciucă sprawiały polskiej ofensywie ogromne problemy. Ciucă zatrzymała nawet rzut karny Magdy Balsam, co jeszcze bardziej sfrustrowało gospodyń.
Dopiero w szóstej minucie Katarzyna Cygan przełamała impas, lecz to była tylko chwilowa ulga. Rumunki konsekwentnie budowały przewagę, a w 15. minucie prowadziły już 13:5. Sonia Seraficeanu rozgrywała naszą obronę z chirurgiczną precyzją, wykorzystując każdy błąd w szeregach kadry Senstada.
Rosiak dała nadzieję, ale to było za mało
Z czasem polska drużyna zaczęła znajdować sposób na rumuńską defensywę. Kluczową postacią okazała się Aleksandra Rosiak, która wraz z Darią Michalak i Katarzyną Cygan zaczęła regularnie trafiać do siatki. Dystans stopniał do pięciu-sześciu bramek, ale goście nie pozwolili na więcej. Końcówka pierwszej połowy znów należała do zespołu z Bukaresztu – seria strat w polskim ataku przełożyła się na łatwe kontry rywalek. Do przerwy świeciło 21:15 dla gości.
Historyczny moment Kobylińskiej
Po zmianie stron Biało-Czerwone desperacko próbowały odrobić straty. W 40. minucie po trafieniu Michalak było 23:26, ale kwadrans przed końcem tablica wyników wskazywała już 30:25 dla Rumunii. W tym trudnym meczu zabłysł jednak wyjątkowy moment – Monika Kobylińska zaliczyła swoje 500. trafienie w reprezentacyjnym dreś! To ogromne osiągnięcie naszej kapitan, choć w kontekście niedzielnego spotkania było to jedynie symboliczne światełko.
Arne Senstad w końcówce rotował składem, szukając świeżych rozwiązań. Dobre fragmenty zaliczyły Joanna Granicka i Adrianna Górna, ale wynik 38:34 dla Rumunii był już przesądzony. Tytułem MVP pojedynku wyróżniono Dianę Ciucă – rumuńską bramkarkę, która była nie do przejścia.
Co dalej dla kadry Senstada?
Brak awansu do Final4 oznacza, że we wrześniu Polki zamiast rywalizacji o trofeum rozegrają najprawdopodobniej serie meczów kontrolnych. To będzie kolejna szansa na szlifowanie formy przed grudniowym turniejem głównym EHF EURO 2026, który odbędzie się częściowo na naszych parkietach. Stawka tamtych rozgrywek będzie nieporównywalnie wyższa, dlatego norweskiego trenera czeka jeszcze mnóstwo pracy.
Polska – Rumunia 34:38 (15:21)
Najskuteczniejsze: Rosiak 8, Michalak 7 – Rosu 7, Boiciuc 6, Ostase 6, Seraficeanu 6
Źródło: zprp.pl
