Piątkowy debiut w tegorocznym czempionacie Starego Kontynentu okazał się dla Biało-Czerwonych wyjątkowo gorzki. Węgrzy nie dali naszym szans, wygrywając przekonująco 29:21. Madziarzy od początku narzucili własne tempo, błyskawicznie odskoczyli na kilka bramek i kontrolowali przebieg wydarzeń aż do końcowego gwizdka.
– Mamy jeszcze chwilę na to, aby przeżyć przegraną, ale kiedy wstaniemy w sobotę, musimy skupić się wyłącznie na kolejnym spotkaniu z Islandią, w którym musimy poprawić skuteczność. Na mistrzostwach nie ma czasu na rozpamiętywanie – podkreślał tuż po meczu Tomasz Gębala, doskonale zdając sobie sprawę z wagi nadchodzącego wyzwania.
Matematyka nie pozostawia złudzeń
Kalendarz turnieju nie rozpieszcza podopiecznych sztabu szkoleniowego. Niespełna 48 godzin po trudnym starciu z Węgrami wrócą na parkiet w konfrontacji, która ma charakter "być albo nie być". Prosta arytmetyka nie pozostawia wątpliwości – kolejna porażka w połączeniu z ewentualnym triumfem Węgrów nad Włochami definitywnie przekreśli marzenia o grze w fazie pucharowej.
Wyspiarska potęga wciąż czeka na przełom
Islandia od lat funkcjonuje w światowej czołówce, choć na wielki sukces musi cierpliwie czekać. Ostatni medal przypadł jej w udziale czternaście lat temu, podczas Euro w Austrii, gdy w meczu o brązowy krążek... pokonała właśnie Polaków (29:26). Od tamtego momentu drużyna z Wyspy Gejzerów regularnie plasuje się w dziesiątce najlepszych zespołów globu, lecz na podium stanąć jej się nie udaje.
Tegoroczne mistrzostwa nie zmieniły tego trendu w inauguracyjnej fazie. Owszem, Islandczycy rozpoczęli turniej imponująco, rozgromili Włochów aż 39:26, co pokazuje ich ogromny potencjał ofensywny. W tym spotkaniu błyszczeli Janus Smarason (8 trafień), Gisli Kristjansson (7) oraz Ómar Magnússon (6).
Gwiazdy z Bundesligi w pierwszym składzie
Choć legendarne pokolenie Ólafura Stefánssona, Guðjóna Valura Sigurðssona czy Arona Palmarssona odeszło już do historii, Islandia dysponuje kolejnymi gwiazdami światowego formatu. W kadrze dominują aktualnie triumfatorzy Ligi Mistrzów z SC Magdeburg – Ómar Magnússon (wybrany najlepszym graczem Bundesligi w 2022 roku) i Gisli Kristjansson, dwukrotny MVP finałowego turnieju Champions League.
W niemieckich klubach błyszczy także Haukur Thrastarsson z Rhein Neckar Loewen, który ma za sobą epizod w Industrię Kielce, czy Elvar Jónsson, który niedawno wzmocnił magdeburską ekipę. Na lewym skrzydle zagrożenie stanowi Bjarki Elísson z Veszprém, a między słupkami trener może wybierać między doświadczonym Björgvinem Gústavssonem, świętującym dwudziestolecie gry w reprezentacji, a Viktorem Hallgrímssonem, znanym z występów w Orlen Wiśle Płock, obecnie graczem Barcelony.
Wyrównana historia rywalizacji
Statystyki bezpośrednich pojedynków między obiema drużynami mogą zaskakiwać swoją równowagą. W 65 dotychczasowych meczach 30 razy triumfowali Polacy, trzy spotkania zakończyły się remisem, a 32 zwycięstwa zapisali na swoim koncie Islandczycy. Co ciekawe, ostatni pojedynek miał miejsce aż siedem lat temu – w 2017 roku w towarzyskim meczu rozegranym w norweskim Elverum Islandczycy wygrali 24:21.
W kadrze Polski może dojść do dwóch istotnych zmian personalnych. Do składu powinien wrócić Dawid Dawydzik po zakończeniu okresu zawieszenia. Z kolei Michał Daszek ma szansę zapisać się w historii – jeśli trafi do siatki trzy razy, jako dwudziesty polski szczypiornista przekroczy magiczną granicę 400 bramek w reprezentacyjnym dorobku.
Gdzie i kiedy oglądać
Niedzielne spotkanie Polska – Islandia rozpocznie się o godzinie 18:00. Transmisję przeprowadzą TVP Sport oraz Eurosport 1.
Faza grupowa – wszystkie mecze reprezentacji Polski:
- 16 stycznia: Polska – Węgry 21:29 (10:14)
- 18 stycznia, godz. 18:00: Polska – Islandia
- 20 stycznia, godz. 18:00: Polska – Włochy
Źródło: zprp.pl
