Gwiazdorskie wzmocnienia i ambitne cele
Poprzednie dwa sezony zapisały się złotymi zgłoskami w historii klubu z Północnego Mazowsza. Drużyna Xaviera Sabate przerwała dwunastoletnią dominację odwiecznych rywali z Kielc, a następnie - co jeszcze trudniejsze - zdołała obronić mistrzowski tytuł. Przed tym sezonem płocczanie wymierzyli jednak jeszcze wyżej: Final4 Ligi Mistrzów stało się priorytetem.
Realizację tego celu miał wspomóc transfer absolutnie najwyższej klasy. Do Płocka trafił Melvyn Richardson, prawy rozgrywający, który w barwach Montpellier i Barcelony triumfował w Lidze Mistrzów aż trzykrotnie. Francuz w 2024 roku został wybrany MVP turnieju finałowego w Kolonii. Do tego powrócili doskonale znani w klubie Siergiej Kosorotow oraz Zoran Ilić, którzy nabrali jeszcze większego doświadczenia w Veszpremie i Hamburgu.
Wszystko zapowiadało się znakomicie na papierze, choć początek sezonu przyniósł rozczarowanie - porażkę w meczu o Superpuchar Polski.
„Szkoda, że nie wygraliśmy, ale to początek sezonu. Na pewno nasza gra będzie lepsza, bo ciężko nad tym pracujemy. Ta drużyna ma wielu naprawdę dobrych zawodników, mnóstwo talentu. Przez to łatwiej mi się tutaj zaaklimatyzować" - mówił wówczas Richardson, dodając, że widzi pasję w codziennych treningach dającą nadzieję na coś wyjątkowego.
Piorunujący start w Lidze Mistrzów
Prognozy Francuza okazały się trafne. W Lidze Mistrzów "Nafciarze" zaprezentowali zupełnie inną twarz niż w poprzednich latach. Zamiast słabszej jesieni i walki do ostatniej kolejki o fazę pucharową, tym razem od startu jechali z wysokiego C. Po minimalnej porażce z Magdeburgiem efektownie pokonali Paris Saint-Germain w Płocku, a kilka tygodni później po raz pierwszy w historii wygrali na parkiecie PSG w stolicy Francji.
Fazę grupową zakończyli na rewelacyjnym trzecim miejscu, ustępując jedynie Barcelonie i Magdeburgowi. W rozgrywkach krajowych szli jak burza - w październiku urządzili sobie prawdziwe święto w Hali Legionów, wykorzystując osłabienie Industrii i triumfując aż 32:27. To był kluczowy krok w stronę zapewnienia sobie pierwszego miejsca przed play-offami.
Bolesna porażka z Lizbonę, ale szybka konsolacja
W fazie pucharowej Ligi Mistrzów przyszło zmierzyć się ze Sportingiem Lizbona, dla którego ćwierćfinał nie był nowością. Bracia Costa poprowadzili mistrzów Portugalii do czterobramkowego zwycięstwa u siebie, choć w pewnym momencie prowadzili różnicą aż dziewięciu trafień. W rewanżu płocczanie wygrali, ale tylko jednym golem - do awansu zabrakło, co boleśnie zabolało, zwłaszcza w kontekście problemów kadrowych i kontuzji.
Zespół Sabate nie miał jednak czasu na rozpamiętywanie. Kilka dni później w Kaliszu sięgnął po Puchar Polski - już 14. w historii klubu. W półfinale, mimo osłabień, zdominował Industrię Kielce wygrywając przekonująco 30:25. Finał z PGE Wybrzeżem Gdańsk momentami przysparzał większych problemów, ale faworyt dopełnił dzieła.
„Za nami dwa świetne mecze, co jest bardzo dobre dla rozwoju polskiej piłki ręcznej. Wybrzeże postawiło nam trudne warunki, ale wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo. Naszą siłą jest cierpliwość, wiara w kolegę i bycie monolitem. W końcówkach to często daje nam przewagę" - analizował po finale Michał Daszek.
Finał poniżej oczekiwań
Triumf w Pucharze Polski dał psychologiczną przewagę przed walką o mistrzostwo. W play-offach forma prezentowała się znakomicie - gładko pokonali Handball Stal Mielec, a następnie zamanifestowali siłę w dwumeczu z PGE Wybrzeżem. Sytuacja kadrowa również uległa poprawie. Płocczanie wiedzieli jednak, że finałowa batalia z Industrią będzie zupełnie inną historią niż starcie w Kaliszu, zwłaszcza że Kielce bez Tałanta Dujszebajewa były pewną niewiadomą.
„Płock i Kielce to dwie znakomite drużyny nie tylko w Polsce, ale w całej Europie i obie mają potencjał, by wygrać w każdych rozgrywkach. Właśnie ranga tych zespołów sprawia, że ta rywalizacja jest wyjątkowa" - podkreślał przed finałami Miha Zarabec.
Pierwszy mecz przyniósł rozczarowanie. "Nafciarze" zagrali zdecydowanie poniżej swoich możliwości, już po pierwszej połowie tracąc dziewięć bramek. Po zmianie stron ruszyli do odrabiania strat, zbliżyli się na pięć goli i mieli szansę na minus cztery, ale końcówka ponownie należała do rywali. W rewanżu podopieczni Krzysztofa Lijewskiego dopełnili dzieła, co na Północnym Mazowszu musi pozostawiać spory niedosyt.
Imponująca kolekcja krążków
Dla ORLEN Wisły to już 37. medal mistrzostw Polski w historii - w tym 23. srebrny. W klubowej gablocie błyszczą także dziewięć złotych i siedem brązowych krążków. Co więcej, od 1990 roku zespół nieprzerwanie plasuje się na podium krajowych rozgrywek - seria absolutnie unikalna w skali polskiej piłki ręcznej.
Źródło: orlen-superliga.pl





