Hala Kalisz Arena w sobotnie popołudnie zamieniła się w prawdziwą arenę gladiatorów. Final Four Pucharu Polski rozpoczął się od pojedynku, na który czekali wszyscy fani polskiej piłki ręcznej - powtórki zeszłorocznego finału. Wtedy lepsi okazali się Kielczanie, wygrywając 27:24. Tym razem los uśmiechnął się do drużyny z Płocka.
Nafciarze zdominowali początek
Obie ekipy podchodziły do spotkania po nieudanych kampaniach w Lidze Mistrzów - Wisła odpadła ze Sportingiem, Industria z węgierskim Szeged. Dla płocczan był to jednak dodatkowy argument, by skoncentrować się na krajowych rozgrywkach i powalczyć o trofeum, które zdobywali przez trzy lata z rzędu w latach 2022-2024.
Początek meczu nie zapowiadał jednostronnego przebiegu. Obie drużyny miały problemy z wykończeniem akcji - najpierw Nahi przechwycił piłkę dla Kielc, potem świetną paradą popisał się Bergerud w bramce Wisły. Dopiero w trzeciej minucie lody przełamał Fazekas, a tuż po nim trafił Sroczyk.
Dla Industrii to była zła wróżba. Podopieczni Talanta Dujshebaeva mieli gigantyczne kłopoty z pokonaniem defensywy rywali. Pierwszy raz piłka wpadła do siatki Wisły dopiero w piątej minucie po rzucie karnym Jarosiewicza. Wyrównanie Monara przetrwało zaledwie chwilę - Nafciarze błyskawicznie odskoczyli na 6:2 w dziesiątej minucie.
Kosorotow pięknym akcentem na przerwę
Przez większość pierwszej połowy przewaga gospodarzy finałowego turnieju oscylowała wokół czterech-pięciu bramek. Kielczanie wprawdzie próbowali zbliżyć się na dystans trzech trafień (7:10), ale Płocczanie konsekwentnie pilnowali komfortowej różnicy. Fazekas wraz z Kosorotowem świetnie czuli się na parkiecie, natomiast po stronie Industrii brakowało skuteczności - kilka świetnych okazji zmarnowali doświadczeni zawodnicy.
Kapitan Alex Dujshebaev wziął odpowiedzialność na siebie i swoimi trafieniami w dwudziestej ósmej minucie ściągnął zespół na odległość dwóch goli (12:14). Kielczanie musieli jednak szybko ochłonąć - końcówka połowy przyniosła ponowne błędy w ich szeregach, które bezlitośnie wykorzystali rywale. Na przerwę zespoły zeszły przy wyniku 16:12 po fantastycznym trafieniu Kosorotowa tuż przed syreną.
Richardson przypieczętował awans
Druga odsłona zaczęła się podobnie jak pierwsza - Wisła kontrolowała wydarzenia na parkiecie. Industria wprawdzie potrafiła zbliżyć się na 16:18, ale to był jedynie chwilowy zryw. Prawdziwą różnicę zrobił Melvyn Richardson, który czternaście minut przed końcem serią trafień ustalił przewagę na pięć bramek (25:20).
Dziesięć minut przed końcowym gwizdkiem dystans urósł do rekordowych sześciu "oczek" (28:22) i stało się jasne - Nafciarze zagrają w niedzielnym finale. Morawski w bramce Kielc bronił co mógł, Talant Dujshebaev próbował grać siedmioma zawodnikami w ataku, ale to wszystko nie wystarczyło. Podopieczni Xaviera Sabate kontrolowali wydarzenia do samego końca, triumfując różnicą pięciu bramek - 30:25.
Teraz czas na drugi półfinał
Po zakończeniu spotkania wyróżniono dwóch zawodników - Alexa Dujshebaeva, który mimo porażki walczył do końca, oraz Gergo Fazekasa, jednego z architektów płockiego zwycięstwa.
Wisła w niedzielę o godzinie 15:00 pozna swojego finałowego przeciwnika. Dziś wieczorem o drugą lokatę walczą NETLAND MKS Kalisz oraz PGE Wybrzeże Gdańsk. Początek meczu o 18:00, transmisja na żywo w Polsat Sport 2. Dla gospodarzy turnieju będzie to szansa na zagranie przed własną publicznością w wielkim finale. Niedzielne rozstrzygnięcie również będzie można oglądać na antenie Polsatu Sport 2.
ORLEN Wisła Płock – Industria Kielce 30:25 (16:12)
Źródło: zprp.pl
