Jesienią 2021 roku zawodniczka Bietigheim otrzymała telefon od selekcjonera Arne Senstada z wiadomością kończącą jej reprezentacyjną przygodę. Miała wówczas 36 lat – dokładnie tyle, ile półtora roku temu skończył Robert Lewandowski. Trudno sobie wyobrazić reprezentację Polski bez kapitana Barcelony. Podobnie niemożliwe wydawało się wystawienie kadry szczypiornistek bez wychowanki klubu z Wąbrzeźna, tym bardziej że nadal prezentowała najwyższy poziom w jednym z czołowych zespołów globu.
Przez 17 lat gry w biało-czerwonych barwach rozegrała blisko 200 meczów, zdobywając prawie tysiąc bramek. Za kadencji Kima Rasmussena pełniła funkcję liderki zespołu, który dwukrotnie kolejno – w 2013 oraz 2015 roku – awansował do półfinałów mistrzostw świata. W kontekście poziomu kobiecej piłki ręcznej w Polsce były to rezultaty zdecydowanie przewyższające możliwości.
Decyzja Norwega miała na celu rozbudzenie większej odpowiedzialności za wyniki w pozostałych zawodniczkach drużyny. Dotychczas bowiem główny ciężar spoczywał na barkach Kudłacz-Gloc. Dla niej samej była to bardzo bolesna sytuacja. Jak wspominała w wywiadzie z Sylwią Michałowską z TVP Sport, pierwszy tydzień po otrzymaniu wiadomości był dramatyczny – nie mogła spać ani jeść, nie trenowała. Spodziewała się, że zgodnie z powiedzeniem o leczącym działaniu czasu będzie z każdym tygodniem łatwiej, jednak tak się nie stało. Nadal nie potrafiła znaleźć sensu w tej decyzji i czuła, że część jej samej umarła.
Po dwóch latach Senstad wciąż musiał tłumaczyć brak powołań dla gwiazdy mistrza Niemiec. W rozmowie opublikowanej przez ZPRP wyjaśniał, że mimo statusu gwiazdy i potencjalnie najlepszej polskiej piłkarki ręcznej jej nieobecność w kadrze jest warunkiem uwolnienia potencjału innych zawodniczek. Według selekcjonera hierarchiczny model drużyny z dominacją starszych zawodniczek hamował rozwój młodszych. Diagnoza wskazywała, że rozwiązaniem będzie zaangażowanie szerszej grupy w życie zespołu. Brak Karoliny otworzył innym możliwość szybszego rozwoju, co – jak podkreślał – nie było jej winą, lecz efektem uwolnienia nowych sił w pozostałych dziewczynach.
Od momentu zakończenia kadry Kudłacz-Gloc skupiła się na Bundeslidze i Lidze Mistrzyń. W tym czasie czterokrotnie sięgnęła po mistrzostwo Niemiec (2022-25), trzykrotnie po puchar kraju (2022-23, 2025) oraz Superpuchar (2022-24), wygrała Ligę Europejską (2022) i zagrała w finale Ligi Mistrzyń przeciwko Gyorowi (2024). W tym samym okresie reprezentacja Polski ani razu nie zakwalifikowała się do ósemki najlepszych zespołów dużego turnieju.
Niemieccy mistrzowie i bankructwa klubów
Swoją profesjonalną karierę związała z niemieckimi rozgrywkami, przenosząc się w 2006 roku z AZS AWFiS Gdańsk do Lipska. Powód był podwójny – studia oraz gra w HC Lipsk. Przez 19 lat pozostawała gwiazdą tamtejszej ligi. Bilans siedmiu tytułów mistrzowskich i ośmiu krajowych pucharów stanowi tego potwierdzenie.
W 2017 roku klub z Lipska zbankrutował, co skłoniło ją do przejścia do Bietigheim. Finał Ligi Mistrzyń 2024 w Budapeszcie pokazał jej niezmiennie wysoką formę – występowała u boku Veroniki Kristiansen i Jenny Behrend. Pod koniec kariery klub został przeniesiony do położonego w pobliżu Ludwigsburga, po czym spotkał go identyczny los jak HC Lipsk – bankructwo. Stało się to latem zeszłego roku, gdy miała rozpocząć swój ostatni profesjonalny sezon i zakończyć karierę zarówno w Bundeslidze, jak i w rozgrywkach Ligi Mistrzyń.
Specjalne wyróżnienie w historii ligi
Karolina Kudłacz-Gloc otrzymała specjalne wyróżnienie, stając się trzecią zawodniczką w historii Bundesligi uhonorowaną w ten sposób.
Źródło: sport.interia.pl

