Finał był starcie dwóch potęg francuskiej piłki ręcznej kobiet, ale trudno było mówić o wyrównanej rywalizacji. Dijon przystępowało do meczu jako świeżo upieczona triumfatorka Ligi Europejskiej - tytuł zdobyty tydzień wcześniej we własnej hali podczas szalonego finału dodawał ekipie z Burgundii skrzydeł. Metz miało jednak własną motywację - przed zbliżającym się Final Four Ligi Mistrzów w Budapeszcie (5-6 czerwca) chciało potwierdzić dyspozycję i dodać kolejne trofeum do gabloty.
Bouktit rozkłada Dijon
Od pierwszych minut nie było wątpliwości, kto rozdaje karty. Metz błyskawicznie objęło prowadzenie, a Sarah Bouktit już w 8. minucie miała na koncie trzy trafienia (4:1). Dijon od początku zmagało się z problemami w ataku - nieobecność Claire Vautier wyraźnie dawała się we znaki. Manuelle Dos Reis broniła dzielnie, starając się ograniczyć straty (4/8 w 10. minucie), ale defensywa Metz była niemal szczelna.
Do przerwy wynik 13:7 mówił sam za siebie. Bouktit zakończyła pierwszą połowę z ośmioma golami przy dziewięciu próbach - imponująca skuteczność na tak dużej scenie. Dijon walczyło, ale rytm narzucony przez Metz był zbyt wysoki.
Druga połowa - jednostronne widowisko
Po zmianie stron Dijon momentalnie wpadło w tarapaty - dwa nieudane rzuty z siedmiu metrów i straty piłki pozwoliły rywalkom natychmiast odskoczyć (14:7 w 33. minucie). W bramce Metz popisywała się Johanna Bundsen, która zakończyła mecz ze zdumiewającą skutecznością obrony na poziomie 63 procent (12 obronionych na 19 strzałów).
Podopieczne Clémenta Alcacera nie potrafiły znaleźć sposobu na rozkręconą machinę ze wschodniej Francji. Dziesięć bramek różnicy zostało przekroczone już w 38. minucie (18:8), a kwadrans przed końcem wynik 22:12 praktycznie zamykał wszelką dyskusję o wyniku.
W ostatnich minutach trener Emmanuel Mayonnade pozwolił odpocząć swoim podstawowym zawodniczkom, oszczędzając je przed europejską przygodą w Budapeszcie. Metz mogło celebrować kolejny triumf - 33:21 i czternasty Puchar Francji w historii klubu.
Źródło: handnews.fr





