Klub z dalekiej północy
Trudno sobie wyobrazić trudniejsze warunki do uprawiania piłki ręcznej na najwyższym poziomie. Malmberget leży w odległości ponad 1100 kilometrów od środkowej Szwecji, a mimo to miejscowy klub zdołał wspiąć się na szczyt szwedzkiej piłki ręcznej. Był to jedyny taki przypadek w historii - i jak dotąd pozostaje niepobity.
Droga na szczyt: kluczowe postacie
Zanim Malmbergets AIF pojawił się w szwedzkiej ekstraklasie, musiał przejść przez eliminacje. W grupie kwalifikacyjnej zmierzył się z Guifem, Ludviką oraz Vikingarna. Zaczął od wyjazdowego zwycięstwa nad Ludviką, potem przyszły dwie bolesne porażki z Guifem, ale bilans mecz po meczu się poprawiał. Decydujące okazało się wyjazdowe spotkanie z Vikingarna, które zakończyło się remisem 24:24 - wystarczyło to do wywalczenia drugiego miejsca w grupie i historycznego awansu.
- To było niesamowite uczucie - wspomina Gustav Moberger.
Za sukcesem klubu stały przede wszystkim dwie osoby. Pierwszą był Enar Olovsson - urzędnik ds. sportu i działacz związkowy, który tchnął w Malmberget pasję do piłki ręcznej i potrafił zmobilizować wszystkich wokół wspólnego celu.
- Był trochę hałaśliwy, ale jednocześnie największym działaczem sportowym, jakiego w życiu spotkałem - mówi Moberger.
Drugą kluczową postacią był Sten-Åke Skoglund, który przybył do klubu z Lugi jako grający trener. Jego specjalnością były sprytne rzuty, które konsekwentnie wywoływały błędy bramkarzy przeciwników.
- Nie rzucał mocno, ale zawsze potrafił zmylić bramkarza - opowiada Moberger. - Był też doskonałym organizatorem gry drużyny.
Jeden sezon na szczycie
Sezon 1975-76 w Allsvenskan - szwedzkiej ekstraklasie - zakończył się dla Malmbergets AIF ostatnim miejscem w tabeli: jedna wygrana i dwa remisy w osiemnastu kolejkach. Statystyki nie oddają jednak prawdziwego oblicza drużyny.
- Naprawdę dawaliśmy radę w większości meczów. Problemy mieliśmy głównie z zespołami ze Skanii, które nas rozgromiły. Natomiast zremisowaliśmy z Lugi na własnym boisku i z Drottem na wyjeździe - to były wyniki, na które można być dumnym - podkreśla Moberger.
Jedna z porażek - wysoka z Lugi i Malmö - wywołała kąśliwy komentarz w lokalnej prasie, że „na dalekiej północy nie potrafią grać w piłkę ręczną, tak jak nie można uprawiać pomidorów na Kebnekaise". Jednak Malmbergets AIF szybko odpowiedział na takie opinie.
Kubeł zimnej wody dla mistrza Szwecji
Największym triumfem tamtego sezonu było zwycięstwo nad Ystads IF - 26:22 - który w tym samym roku sięgnął po tytuł mistrza Szwecji. Słynny zawodnik Basti Rasmussen miał ponoć przyznać, że ta porażka w Malmberget była największą wpadką w jego karierze.
- Pokazaliśmy w tym meczu i w wielu innych, że potrafimy grać w piłkę ręczną na najwyższym poziomie - mówi z dumą Moberger.
Cały Malmberget za swoim klubem
Niezwykłe wyniki były możliwe między innymi dzięki wsparciu lokalnej społeczności. Hala na każdy mecz była wypełniona po brzegi, a górnicy z kopalni LKAB zorganizowali specjalną akcję charytatywną na rzecz klubu, przekazując wpływy ze specjalnego biletu.
- To była prawdziwa ofiara z ich strony - przyznaje Moberger. - Dzięki temu mogliśmy latać samolotem na mecze wyjazdowe, zamiast spędzać całe doby w autobusie. Najkrótsza trasa autobusem do Sztokholmu na mecz z Hellas wynosiłaby ponad tysiąc kilometrów w jedną stronę.
Charakterystyczne dla północy Szwecji podejście do podróży robiło wrażenie na Mobergerze, który pochodzi z południa kraju.
- W Linköpingu narzekałem na 70-kilometrową podróż na mecz wyjazdowy. W Malmberget zbiórka była o 6:30 rano, żeby dojechać na mecz do Umeå - 500 kilometrów w jedną stronę - a wszyscy byli uśmiechnięci i pełni energii. To zupełnie inna mentalność.
Koniec przygody, ale nie legendy
Ostatnie miejsce w tabeli nie oznaczało automatycznej degradacji - liga miała się rozszerzyć o dwa zespoły, więc Malmbergets AIF musiał rozegrać baraże o utrzymanie. Niestety, klub nie zdołał się w nich utrzymać i pożegnał się z ekstraklasą.
- To była niesamowita przygoda - podsumowuje Gustav Moberger. - Mały Malmberget, który pokonał w eliminacjach Ludvikę, Vikingarnę i Guifa, a potem grał z najlepszymi w kraju - to jest prawdziwy wyczyn. Największy w historii tego klubu.
Sam Moberger ostatecznie osiadł w Eskilstunie, gdzie przez wiele lat był zaangażowany w szkolenie piłkarzy ręcznych. Jego syn Johan stał się z kolei jedną z czołowych postaci tamtejszego Guifa.
Źródło: handbollskanalen.se





