Praca skautów zaczyna się długo przed turniejem
Na boiskach w Heden i innych obiektach Partille World Cup roi się od zawodników z całego świata. Obok bliskich i kolegów z drużyn stoją też przedstawiciele czołowych szwedzkich klubów, którzy traktują ten tydzień jako okazję do obserwacji zarówno szwedzkich, jak i zagranicznych talentów. Jednak mało kto szuka tu materiału na natychmiastowe transfery.
- Oczywiście przyglądamy się zawodnikom, ale research zaczynamy znacznie wcześniej. Rozmawiamy z agentami z Islandii, Danii i Norwegii, którzy mają dobrą orientację i mogą nam polecić konkretne nazwiska. Wiemy też, które kluby regularnie produkują utalentowanych graczy - jak islandzkie FH czy Valur - i tam patrzymy szczególnie uważnie - mówi Linus Ekman.
W IK Sävehof praca nad pozyskaniem zawodnika rozpoczyna się na długo przed tym, zanim w ogóle myśli się o seniorskim handballu.
- Często obserwujemy graczy młodszych niż kategoria U18. Zaczynanie od osiemnastolatków to właściwie już trochę za późno. Jako szwedzki klub nie mamy budżetu, żeby konkurować z klubami z Niemiec, Danii czy Francji o największe talenty. Musimy je znajdować wcześniej. Ale tak naprawdę skupiamy się przede wszystkim na naszych własnych drużynach - przyznaje Ekman.
Charakter ważniejszy niż technika
Podobne podejście reprezentuje Robert Månsson z Lugi HF. Dla niego Partille World Cup to przede wszystkim szansa na budowanie długofalowej wiedzy o zawodnikach.
- Głównie śledzę nasze własne drużyny, ale też zespoły z naszego regionu i inne interesujące ekipy ze Szwecji. Dobrze jest zacząć wyrabiać sobie zdanie o zawodniku już gdy ma 14-15 lat, nawet jeśli do jakiegokolwiek kontaktu dojdzie dopiero kilka lat później - tłumaczy Månsson.
Turniej rozgrywany na otwartym powietrzu daje skautom coś, czego nie da żadna hala - możliwość obserwacji zawodnika w niesprzyjających warunkach.
- Widzisz, jak gracz zachowuje się i reaguje na boisku. Jak radzi sobie z deszczem albo gdy piłka nie odbija się tak jak zwykle? Czy zaczyna narzekać, czy szuka rozwiązania? To daje poczucie jego cech przywódczych i tego, jak znosi przeciwności losu - podkreśla Månsson.
Ekman z kolei opisuje swoją pracę skautingową jako bardziej otwartą i intuicyjną, niż mogłoby się wydawać.
- Często wchodzę na mecz bez konkretnego planu, nie wiedząc, kogo tam znajdę. Chodzi o to, żeby odkryć to, co akurat tam jest. Dopiero gdy zawodnicy wchodzą w wiek licealny, podchodzimy do sprawy konkretniej, biorąc pod uwagę nasze potrzeby kadrowe - wyjaśnia szkoleniowiec Sävehof.
Nie jarmark transferowy, lecz długoterminowa inwestycja
Mimo obecności wielu klubów ekstraklasy na trybunach, obaj rozmówcy zgodnie dystansują się od wizerunku Partille World Cup jako rynku transferowego.
- Uważam, że to w niewielkim stopniu miejsce rekrutacji. Nacisk powinien być na to, że to przeżycie i święto sportu, a nie polowanie na czternastolatków. Jednocześnie ważne jest, żeby wcześnie wyrobić sobie o nich zdanie. U nas rzadko dochodzi do rozmów przed ukończeniem przez zawodnika 19 lat - a do tego czasu zdążyłeś go obserwować już od kilku sezonów - mówi Månsson.
Ekman wtóruje mu w tej kwestii.
- Nie przychodzimy na Partille World Cup, żeby zaciągnąć kogoś do drużyny już na jesień. Zazwyczaj obserwujemy zawodnika przez co najmniej rok lub dwa. W tym czasie do gry wchodzą też inne kluby, więc cały czas trzeba być na bieżąco i wyłapywać te prawdziwe perły - mówi trener.
Sukcesy, które zaczęły się na boisku w Partille
Zdarzają się jednak przypadki, gdy właśnie ten turniej otwiera zawodnikowi drzwi do kariery na najwyższym poziomie. IK Sävehof odkrył tu między innymi Eliasa Ellefsenä a Skipagötu oraz Óliego Mittúna - obaj Farerczycy stali się jednymi z najlepszych transferów w historii klubu, choć ich wyjątkowy talent to rzadkość na skalę europejską.
Robert Månsson również przywołuje konkretne przykłady - jeden z czasów pracy w HK Malmö, drugi z Lugi.
- Malte Månsson to wyraźny przykład trafienia do HK Malmö. A Olę Petersona zobaczyłem tu po raz pierwszy, gdy miał 14-15 lat, i śledziłem go przez kolejne lata. Wyszło to doskonale - mówi dyrektor sportowy Lugi HF.
Własne talenty - najbardziej wartościowy skarb
Dla Linusa Ekmana jest jednak jeden rodzaj skautingu, który jest wart co najmniej tyle samo, co poszukiwanie zewnętrznych talentów - obserwacja własnych wychowanków.
- Najlepsza praca skautingowa to ta wewnętrzna. Wszystkie nasze młodzieżowe drużyny są przez cały tydzień zebrane w jednym miejscu i staram się obejrzeć jak najwięcej z nich. W ciągu roku to niemożliwe - każdy gra gdzie indziej i o innej porze. Tego nie można bagatelizować - podkreśla Ekman.
Źródło: handbollskanalen.se





