Gdy w środę 25 marca Arne Senstad ogłosił kadrę na kwietniowe mecze z Rumunią i Słowacją w eliminacjach Euro 2026, jedno nazwisko przykuło uwagę bardziej niż inne. Joanna Gadzina – zawodniczka, która w seniorskiej reprezentacji nie pojawiła się od czasów mundialu w Danii w 2015 roku – wraca do gry o narodowe barwy.
Dla 33-latki to niemal bajkowy zwrot akcji. Jej ostatni mecz w kadrze to starcie o trzecie miejsce na mistrzostwach świata – paradoksalnie przeciwko Rumunii, z którą zmierzy się 12 kwietnia w Radomiu. Wtedy była jedną z najmłodszych w zespole walczącym o medale, teraz ma być głosem doświadczenia.
Kontuzje zatrzymały karierę reprezentacyjną
Dlaczego tak długa przerwa? Gadzina nie ukrywa, że winowajcą był łańcuch urazów, który brutalnie zahamował jej rozwój. "Zaraz po powrocie z mundialu przyszła pierwsza kontuzja, potem rehabilitacja, a zaraz kolejna. W pewnym momencie po prostu przestałam myśleć o kadrze" – wspomina skrzydłowa.
Skupiła się na klubowej grze, starając się odbudować formę i zdrowie. A że robiła to skutecznie, pokazują liczby z obecnego sezonu – 78 goli w 20 meczach Orlen Superligi przy fenomenalnej skuteczności 74 procent. W środowym ćwierćfinale Pucharu Polski dołożyła siedem trafień. To właśnie ta dyspozycja zwróciła uwagę norweskiego szkoleniowca.
Senstad: "Żadna sensacja"
"Powołanie Joanny to dla mnie żadna niespodzianka" – tłumaczył selekcjoner, gdy dziennikarze dopytywali o zaskakujący wybór. Norweg podkreślał, że przy Darii Michalak jako liderki pozycji i młodej Wiktorii Kostuch, potrzebował właśnie kogoś z bagażem doświadczenia. "Choć będzie nowa w naszym zespole, wiem, że będzie gotowa na sto procent" – zapewniał.
Sama zainteresowana przyznaje szczerze: "To ogromne wyróżnienie. Naprawdę nie przypuszczałam, że znów dostanę taką okazję. Myśli o reprezentacji odłożyłam na daleki plan". Teraz jednak emocje biorą górę. "Cieszę się chyba jeszcze bardziej niż dziesięć lat temu!" – wyznaje.
Doświadczenie i waleczność
Co Gadzina może wnieść do kadry budowanej pod grudniowe Euro w Polsce? Przede wszystkim rutynę obronną – sama mówi, że lata gry nauczyły ją czytania sytuacji, wiedzy, kiedy wybiec, a kiedy poczekać. W ataku stawia na szybkość i kontry, ale najważniejsze jest coś innego.
"Mam charakter, który nie pozwala mi odpuszczać. Chcę pokazać waleczność i serce do gry" – zaznacza skrzydłowa Piotrcovii. I dodaje, że aklimatyzacja nie będzie problemem – w kadrze spotka nie tylko trzy koleżanki klubowe (Pankowską, Nogę, Domagalską), ale też wiele zawodniczek, z którymi grała wcześniej w innych zespołach.
Sen o Spodku
Czy wyobraża sobie siebie na parkiecie katowickiego Spodka podczas grudniowego Euro? "To byłoby wielkie wyróżnienie, ale jeszcze o tym nie myślę" – hamuje emocje. "Skupiam się na nadchodzącym zgrupowaniu. Chcę dać z siebie maksimum, reszta zależy od selekcjonera".
Jednocześnie nie ukrywa ambicji: "Z tyłu głowy mam oczywiście nadzieję, że ta przygoda potrwa dłużej. Ale droga do tego wiedzie przez ciężką pracę teraz".
Reprezentacja czeka ją w zupełnie innym wydaniu niż ta sprzed dekady. "Wtedy grałam ze śmietanką polskiej piłki ręcznej, z zawodniczkami, które zapisały się w historii. Teraz to młode pokolenie z dużym potencjałem" – porównuje. I zapewnia: przez cały czas przerwy śledziła losy kadry, kibicowała przed telewizorem. "Nie obraziłam się, że mnie nie ma. A teraz znów będę w środku akcji – z orzełkiem na piersi. To zawsze radość i duma".
Pierwsze sprawdzenie – 8 kwietnia w Słowacji, potem mecz w Radomiu z Rumunią 12 kwietnia. Bilet do kadry ma, teraz czas udowodnić, że ta dekadowa przerwa to tylko długa, nieplanowana pauza w reprezentacyjnej karierze.
Źródło: zprp.pl
