Biało-Czerwoni stoją przed ostatnim meczem mistrzostw Europy, który mimo braku szans na awans do kolejnej fazy ma ogromne znaczenie. Starcie z Włochami wyłoni nie tylko zwycięzcę grupy F, ale przede wszystkim określi, od którego etapu eliminacji mundialu rozpoczniemy walkę o udział w przyszłorocznych mistrzostwach świata.
Stawka wyższa niż mogłoby się wydawać
Trzecie miejsce w grupie oznacza pozycje 13-18 w klasyfikacji końcowej oraz rozpoczęcie kwalifikacji do MŚ 2027 dopiero w maju 2026 roku, z trzeciej rundy i większymi szansami na korzystne rozstawienie. Czwarta lokata to miejsca 19-24 i znacznie trudniejsza droga – już w marcu, od drugiej rundy, z dwumeczem przeciwko Łotwie na horyzoncie.
Remis wystarczy Polakom do zajęcia wyższej pozycji dzięki lepszemu bilansowi bramkowemu. Sytuacja jest jasna po dwóch porażkach – z Węgrami (21:29) i Islandią (23:31) – które pozbawił nas matematycznych szans na walkę o medale.
Specjalista od rzutów karnych odkrywa swój sekret
Jednym zjaśniejszych punktów starcia z Islandią był powrót do kadry Piotra Jarosiewicza, który przejął odpowiedzialność za rzuty karne po nieudanym meczu z Węgrami (0/4 dla całej drużyny) i wykorzystał wszystkie cztery próby.
– Kiedy podchodzę do "siódemki", mam w głowie mnóstwo myśli, ale przede wszystkim obserwuję bramkarza i jego reakcje. W meczu z Islandią po prostu wziąłem piłkę i podszedłem, bo czułem w środku, że chcę to zrobić i zdobyć bramkę – zdradza skrzydłowy.
Zawodnik przyznaje, że doskonale czuje się w tym elemencie gry i chce dalej pełnić tę rolę w reprezentacji.
Transfer do Kielc przełomem w karierze
Jarosiewicz szczerze opowiada o powrocie do kadry po kilkuletniej przerwie. – W ostatnich latach nie było mnie w reprezentacji, ale teraz jestem z powrotem i ogromnie się cieszę. Reprezentowanie kraju z orzełkiem na piersi to dla każdego sportowca największe wyróżnienie – podkreśla.
Kluczowy dla jego powrotu okazał się letni transfer do Industrii Kielce. – Na początku był duży stres, bo dołączyłem do klubu z wielką historią, wybitnymi zawodnikami i znakomitym trenerem. Z czasem było coraz lepiej, rosła pewność siebie, która wcześniej szwankowała – przyznaje szczerze.
Codzienne treningi z zawodnikami klasy światowej oraz rywalizacja na pozycji z Dylanem Nahi przyspieszyły jego rozwój. – Obcowanie z najlepszymi automatycznie wpływa na twoją grę. Lepiej widzę, co trzeba poprawić. Z Dylanem dobrze się uzupełniamy – on jest bardziej elastyczny w obronie, ja nadrobiłem między innymi skutecznością z karnych – tłumaczy skrzydłowy.
Recepta na Włochów: spokój i zero błędów
Pytany o receptę na pokonanie Włochów, Jarosiewicz stawia na konkret. – Przede wszystkim duży spokój i wykonywanie tego, czego wymaga od nas trener. Nie możemy popełniać tylu błędów co w poprzednich meczach. Powyżej dziesięciu strat na mistrzostwach to za dużo, żeby wygrywać. Potrzebne jest skupienie na ograniczeniu błędów oraz chęć gry i zdobywania bramek – wylicza.
Reprezentacja jest przygotowana na niecodzienny styl gry rywali. – Przeanalizowaliśmy już ich mecze, wiemy, czym dysponują w obronie i ataku. Przed nami jeszcze trening, podczas którego przećwiczymy nasze warianty. Teraz trzeba się mocno skoncentrować, żeby ich pokonać – zapowiada skrzydłowy Industrii.
Mecz Polska – Włochy rozpocznie się we wtorek 20 stycznia o godzinie 18.00. Transmisję będzie można śledzić na żywo w TVP Sport oraz na antenie Eurosport 1.
Źródło: zprp.pl
