📣Reklama
Reklama
Zagranica

Jak małe Eslöv podbiło szwedzką piłkę ręczną kobiet na początku wieku

Autor: Redakcja5 wyświetleń
Jak małe Eslöv podbiło szwedzką piłkę ręczną kobiet na początku wieku

Eslövs IK to klub, który na przełomie wieków zaskoczył całą Szwecję, sięgając po mistrzostwo kraju w piłce ręcznej kobiet. Trener Ola Månsson, który miał wtedy zaledwie 29 lat, wspomina tamten złoty sezon 2001/02 jako jedno z najpiękniejszych doświadczeń w swojej karierze. Historia tego sukcesu to opowieść o ciężkiej pracy, skromnych warunkach i niespodziewanym triumfie.

Reklama

Reklama

Od biedy do złota

Dziś Eslövs IK gra w szwedzkiej drugiej lidze, ale ponad dwie dekady temu ten klub z niewielkiego miasta w Skanii był najlepszą drużyną kobiecą w Szwecji. Trudno w to uwierzyć, gdy poznaje się realia, w jakich klub funkcjonował jeszcze kilka lat wcześniej.

- W moim pierwszym roku w klubie nie mieliśmy pieniędzy nawet na sędziów do meczów sparingowych. Na szczęście chłopak jednej z zawodniczek miał uprawnienia sędziowskie i pomagał nam za darmo - wspomina Ola Månsson.

Klub założono w 1961 roku jako jeden z pierwszych w Skanii z sekcją kobiecą. Przez ponad trzy dekady wegetował w niższych ligach, zmagając się z permanentnymi problemami finansowymi. Przełom nastąpił dopiero w połowie lat 90., kiedy klub awansował do najwyższej klasy rozgrywkowej.

Młody trener z ogłoszenia w gazecie

Po sezonie 1999/2000, w którym Team Skåne EIK - bo pod taką nazwą funkcjonował wówczas klub - historycznie jako pierwszy skański zespół kobiecy dotarł do play-offów, nastąpiła zmiana szkoleniowca. Legendarną Birthe „Buttan" Hansson zastąpił 27-letni Ola Månsson, który... sam szukał nowego klubu przez ogłoszenie w gazecie.

- Prowadziłem tabelę strzelców w drugiej lidze i chciałem spróbować czegoś nowego. Dałem ogłoszenie do gazety „Arbetet", że szukam klubu. Gdy zadzwonili z Eslövu, nigdy jeszcze nie widziałem na żywo meczu kobiecej Elitserien - przyznaje szczerze Månsson.

Mimo to podjął wyzwanie. I już w pierwszym sezonie doprowadził drużynę do półfinału, gdzie przegrała z IK Sävehof.

Sezon 2001/02 - po złoto z siedmioma zawodniczkami

Przed sezonem 2001/02 klub stanął przed wyborem: pozyskać Johannę Wiberg czy Therese Walter? Z powodów czysto praktycznych zdecydowano się na Wiberg - i jak się okazało, była to jedna z lepszych decyzji w historii klubu.

Drużyna była wyjątkowo skromna liczebnie. Månsson przez całe play-offy korzystał praktycznie z tych samych siedmiu zawodniczek w polu. Rezerwowe grały sporadycznie lub wcale.

- Niedawno oglądałem nagrania z tamtych meczów i rozumiem, że dziewczyny dawały radę - tempo było po prostu inne niż dziś. Ale jak na tamte czasy grałyśmy całkiem szybką piłkę ręczną - mówi Månsson z uśmiechem.

Fundamentem gry była świetna linia sześciometrowa z siostrami Liną i Alexandrą Möller oraz Sarą Eriksson. W bramce Månsson dysponował dwiema Therese - Brorsson i Bengtsson. Niespodzianką sezonu okazała się juniorka Johanna Wiberg, która zastąpiła Marinę Elenmo nieobecną na turnieju młodzieżowym i już nie oddała miejsca w składzie.

Finał w Partille i szaleństwo w Norrevångshallen

Po pokonaniu w ćwierćfinale Irsta Västerås, a w półfinale ówczesnych mistrzów kraju Skuru IK, Eslövs IK stanął przed najtrudniejszym wyzwaniem - finałem z IK Sävehof z Partille, zdecydowanym faworytem rozgrywek.

Sävehof dysponował gwiazdami pokroju Tiny Flognman, Teresy Utkovic, Marii Lindqvist czy Sary Andersson. Nikt poważnie nie brał pod uwagę, że skromny klub ze Skanii może stawić im czoła.

- Gdy przyjechaliśmy do Partillebohallen, zobaczyliśmy ponad 300 kibiców z Eslövu. Nikt nas o tym nie uprzedził. Wszyscy byliśmy zdumieni i natychmiast nakręceni do granic możliwości - mówi Månsson. - Zagrałyśmy mecz życia i wygrałyśmy wyraźnie. Poczułam wtedy, że możemy to zdobyć.

Rewanż w Norrevångshallen przeszedł najśmielsze oczekiwania organizatorów. Na halę z limitem 750 miejsc przybyło według różnych szacunków od 1200 do 1300 osób. Kolejka przed wejściem ustawiła się dwie godziny przed meczem i ciągnęła się na 150 metrów.

- Ludzie stali na zewnątrz, wiedząc, że i tak nic nie zobaczą. Ale chcieli po prostu być częścią tego momentu - wspomina wzruszony trener.

Mimo trudnego początku Eslövs IK nie dał się zaskoczyć. Na osiem minut przed końcem jeden z sędziów podszedł do Månssona i pogratulował mu mistrzostwa - drużyna prowadziła tak pewnie, że wynik był przesądzony.

Filozofia pracy, która przyniosła złoto

Co stało za tym niespodziewanym sukcesem? Månsson wskazuje przede wszystkim na etykę pracy całego zespołu.

- Nasza filozofia była prosta: nie trenujemy tyle, ile trzeba - trenujemy tyle, ile się da. To samo widziałem później w H65 Höör. Sävehof nas nie docenił w pierwszym meczu, ale bez tej mentalności nigdy byśmy tam nie dotarli.

Rok później Eslövs IK obronił tytuł - mimo odejścia sióstr Möller i Elenmo, czyli trzech reprezentantek kraju. To drugie złoto Månsson ceni sobie nawet wyżej właśnie z tego powodu.

Po dwóch mistrzostwach klub dotarł do trzeciego finału z rzędu, ale tym razem górą był Skuru IK. Månsson wrócił do Eslövu w 2011 roku, ponownie doprowadzając klub do finału mistrzostw Szwecji. Historia zatoczyła koło - choć ten rozdział nigdy nie był tak magiczny jak sezon 2001/02.

Źródło: handbollskanalen.se

Masz opinię? Podziel się nią!

Zaloguj się jednym kliknięciem i dołącz do rozmowy

Dyskusje
Zdjęcia
Reakcje
Dołącz do HydePark →

📢 Udostępnij artykuł

Dotknij aby udostępnić

Śledź nas na Facebook!

Bądź na bieżąco z najnowszymi wiadomościami ze świata piłki ręcznej. Dołącz do naszej społeczności!

Dotknij przycisk, aby przejść do naszego profilu na Facebook

Reklama

Polecane
Ładowanie...
📬

Bądź na bieżąco z piłką ręczną

Najważniejsze newsy ze świata polskiej i europejskiej piłki ręcznej, raz w tygodniu prosto na Twoją skrzynkę.

Zero spamu, możesz zrezygnować w każdej chwili.

🔥

Najpopularniejsze ostatnio

Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 3 dni