Spokój mimo trudnego początku finału
Ostatni mecz sezonu z Gnieznem mógł być stresujący, ale Herlander Silva podchodzi do niego z olimpijskim spokojem. Mimo kiepskiego startu jego podopieczne zachowały zimną krew i konsekwentnie realizowały ustalony plan. Portugaljczykowi ani przez moment nie zakradły się wątpliwości co do końcowego rezultatu.
Gdy zwycięstwo stało się faktem, przed oczami szkoleniowca przebiegł cały sezon niczym taśma filmowa - przyjazd do Polski, trudne chwile drużyny, seria kontuzji, wirusy i mnóstwo nieprzewidywalnych sytuacji. W pewnym momencie trener po prostu usiadł na ławce i delektował się tym, co widzi na parkiecie.
„Ostatnie pięć minut oglądałem jako kibic. To było wspaniałe doświadczenie, żeby spojrzeć na mecz z tej perspektywy" - wspomina Silva.
Wzruszające pożegnanie z kibicami
W końcówce spotkania Silva poprosił o czas - nie po to, by dawać drużynie instrukcje, ale żeby zawodniczki opuszczające klub mogły godnie pożegnać się z fanami. Wcześniej skonsultował to z trenerem Gniezna, Peterem Kostką, wyjaśniając swoje intencje. Gest został odebrany ze zrozumieniem.
„Dziewczyny na to zasłużyły. Miały wzloty i upadki, zmagały się z urazami. Powinny dostać swoją chwilę" - podkreśla trener.
Czwarte miejsce to za mało
Wprawdzie zarząd klubu nie stawiał przed Portugalczykiem wymogu zdobycia medalu - chodziło o ulepszenie zespołu - ale sam Silva nie potrafi ukryć rozczarowania brakiem krążka. KPR wcale nie był tak daleko od podium, jak mogłoby się wydawać.
„Łatwo przypominam sobie trzy, może cztery mecze przegrane jedną bramką. Gdybyśmy je wygrali, sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej" - analizuje szkoleniowiec.
Runda mistrzowska dała mu jednak cenny sygnał: drużyna potrafi grać na znacznie wyższym poziomie. Fundamenty pod kolejny sezon zostały już położone, a Silva ma nadzieję, że będzie on zdecydowanie lepszy.
Lekcje z wymagającego sezonu
Najważniejszy wniosek? Trzeba planować z większym wyprzedzeniem i zapewnić, by wszyscy wiedzieli, co się dzieje. W minionym sezonie zbyt wiele spraw rozwijało się nie po myśli trenera, burząc drużynową energię.
„Musimy mocniej wybiegać w przyszłość, przewidywać nieprzewidywalne i przede wszystkim nie dać się zaskakiwać" - zapowiada Silva, który mimo zakończenia rozgrywek już intensywnie przygotowuje się do kolejnych.
Dla drużyny był to sezon niezwykle trudny. Zespół przyzwyczajony do podium i szczęścia w końcówkach meczów musiał zmierzyć się z nową, niewygodną rzeczywistością. Zaakceptowanie tej sytuacji i dalsze pchanie się do przodu okazało się sporym wyzwaniem.
Dobry sezon dla trenera, pomimo wszystko
Sam Silva ocenia swój sezon pozytywnie. Poznanie nowej kultury, środowiska i drużyny zmusiło go do dania z siebie jeszcze więcej. Bycie z dala od rodziny - zwłaszcza z Portugalii - stanowiło ogromne wyzwanie osobiste.
„Widziałem rozwój drużyny, wzloty i upadki, które momentami były naprawdę bolesne. To zmusiło nas do szukania przyczyn i wspólnego rozwoju" - podsumowuje trener, który łączy pracę w Kobierzycach z prowadzeniem reprezentacji Litwy.
Mecz do wymazania z pamięci
Gdyby Silva miał wskazać jedno spotkanie, które chciałby wymazać z pamięci, byłby to rewanż z Elche w Pucharze Europy EHF. Wtedy wszystko się posypało - braki kadrowe, wirusy, kontuzje. Zespół świetnie rozpoczął i prowadził, ale nie miał sił na pełne sześćdziesiąt minut.
Paradoksalnie właśnie domowy mecz z tym rywalem Silva chciałby rozegrać ponownie, mając drugą szansę na lepszy rezultat.
Szalony sezon - dosłownie
Kontuzje stanowiły główny problem zespołu, ale to były w większości urazy niemożliwe do przewidzenia - lądowanie na cudzej stopie, złamanie ręki przy uderzeniu piłki. Do tego dochodziły wirusy, które co tydzień wykładały kolejne zawodniczki, niektóre traciły przez chorobę nawet pięć kilogramów.
Ale prawdziwy absurd zaczął się poza parkietem. Któregoś dnia Silva obudził się i odkrył, że jego auto zniknęło - zabrała je policja. Zawodniczki zatrzasnęły się w windzie. Podczas integracji jedna z piłkarek rozcięła sobie wargę i wymagała założenia szwów.
„Nie przesadzam, kiedy mówię, że to był szalony sezon" - śmieje się dziś trener.
Podziękowania dla żony
Pytany o osobę godną szczególnego wyróżnienia, Silva bez wahania wymienia swoją żonę Susanę. To ona, pozostając w Portugalii, zajmuje się ich synem, jest jednocześnie mamą i tatą, dba o wszystkie domowe sprawy.
„Gdyby nie jej poświęcenie, nie mógłbym być tutaj i spełniać swoich marzeń. Dziękuję, Susana!" - mówi wzruszony trener.
Pozytywne zaskoczenie
To, co najbardziej zaskoczyło Portugalczyka w Kobierzycach, to wsparcie kibiców i całej gminy - nie tylko w dobrych, ale przede wszystkim w złych momentach. Fani zawsze dopingowali, starali się pomagać i sprawiali, że zespół chciał być lepszy.
„Większość ludzi nie widzi, ile pracy włożyliśmy w codzienność - widzą tylko weekendowe mecze. Ale część kibiców odwiedza nas na treningach i wie, ile poświęceń one wymagają" - docenia Silva.
Polska liga rośnie w siłę
Po ponad pół roku pracy w Polsce trener ma jednoznaczną opinię: polska liga jest naprawdę ciekawa i w ciągu ostatnich pięciu lat przeszła ogromny rozwój. Nawet zespoły z dołu tabeli dysponują bardzo dobrymi zawodniczkami - doświadczonymi, szybkimi, dobrze zbudowanymi.
„Liga ma wszystko, czego potrzeba do dalszego rozwoju. Zagraniczne zawodniczki to widzą i chcą tu grać, a to tylko podnosi poziom rywalizacji. To dobre dla polskiego szczypiorniaka" - ocenia Silva.
Życie w Polsce
Sam trener odnalazł się w naszym kraju całkiem dobrze. Polska okazała się czystym, zorganizowanym krajem, a ludzie mają do siebie wzajemny szacunek. Kultura nie różni się zbytnio od portugalskiej - również opiera się na szacunku, rodzinie i wartościach.
Największym wyzwaniem pozostaje język, którego Silva cierpliwie się uczy. A że teraz jest ciepło, podoba mu się znacznie bardziej niż w styczniu!
Krótki urlop na plaży
Przed Silvą krótka przerwa - maksymalnie dwa tygodnie, gdy laptop zostanie zamknięty, a telefon pozostanie w domu. Plany? Plaża, surfing, wędrówki i czas z rodziną w Portugalii.
„Muszę zresetować głowę, bo kolejny sezon będzie niezwykle wymagający" - zapowiada trener, który już teraz intensywnie przygotowuje się do nowych wyzwań w Kobierzycach.
Źródło: superligakobiet.pl





