Od dotacji do biznesu - zmiana modelu finansowania
Jeszcze na początku lat 2010. francuskie kluby piłki ręcznej funkcjonowały w dużej mierze dzięki wsparciu samorządów lokalnych. Według badania opublikowanego przez Banque des Territoires, poświęconego profesjonalnym sportom halowym, udział dotacji publicznych w przychodach eksploatacyjnych klubów najwyższej klasy rozgrywkowej spadł z 41% w 2011 roku do zaledwie 24% obecnie. To wyraźny sygnał, że ligowy handball zaczął budować własną siłę ekonomiczną.
Co istotne, nie oznacza to wycofania się samorządów z finansowania sportu - wręcz przeciwnie. Łączna kwota dotacji dla klubów pierwszej ligi wzrosła z 15,9 do 19,7 miliona euro. Tyle że wzrost przychodów komercyjnych był jeszcze szybszy i to właśnie on zmienił proporcje.
Przychody potrojone w ciągu 15 lat
Liczby mówią same za siebie: całkowite przychody eksploatacyjne klubów elity wzrosły z 34 milionów euro w 2011 roku do 84 milionów euro w 2024 roku. Szczególnie spektakularny był skok w obszarze sponsoringu - z 13 do 34 milionów euro - oraz przychodów z biletów, które wzrosły aż siedmiokrotnie: z 2,6 do 18 milionów euro. Efekty sukcesów reprezentacji Francji na arenie międzynarodowej przełożyły się więc na realne pieniądze w kasach klubów.
Drugi szczebel wciąż mocno zależny od publicznych pieniędzy
Proces uniezależniania się od wsparcia publicznego przebiega wolniej na poziomie Proligue, czyli drugiej ligi. Tamtejsze kluby nadal czerpią aż 42% swoich przychodów z dotacji samorządowych - to mniej niż 15 lat temu (57%), ale wciąż wyraźnie więcej niż w elicie. Mimo że dotacje w liczbach bezwzględnych wzrosły z 7,8 do 11,8 miliona euro, kluby Proligue muszą jeszcze wiele zrobić, by zwiększyć przychody komercyjne i poprawić własną atrakcyjność biznesową. Dla wielu z nich to warunek awansu - nie tylko sportowego, ale i finansowego.
Koszykówka lepsza, Bundesliga w innym świecie
Choć handball zrobił duży krok naprzód, koszykówka pozostaje o głowę przed nim pod względem struktury ekonomicznej. Kluby takie jak Paris Basket zbudowały swoją markę na wzór wielkich sportowych przedsiębiorstw, łącząc wyniki sportowe z bogatą ofertą kibicowską, rozbudowanym merchandisingiem i przychodami z hospitality.
Najbardziej wymowne jest jednak porównanie z Niemcami. Bundesliga to bezsprzeczna światowa czołówka handballu klubowego. Tamtejsze ekipy dysponują znacznie większymi budżetami, grają w halach o wielokrotnie większej pojemności i czerpią z rozbudowanego modelu przychodów komercyjnych. Podczas gdy we Francji wciąż funkcjonuje model mieszany - łączący sponsoring, dotacje i przychody własne - niemieckie kluby od dawna działają niemal wyłącznie w oparciu o kapitał prywatny i logikę czysto biznesową.
Efekt jest widoczny na boiskach: najlepsi europejscy zawodnicy wybierają Niemcy, bo tam są największe kontrakty. Ligi takie jak Starligue tracą na wartości, bo coraz trudniej im utrzymać prawdziwe gwiazdy, a bez gwiazd - trudno przyciągnąć kibiców i reklamodawców. To błędne koło, z którego Francja wciąż szuka wyjścia.
Źródło: handnews.fr





