Reklama
Aktualności

Dramatyczny mecz w Kielcach - Industria walczyła o Ligę Mistrzów

Autor: Maciej Musiołek19 wyświetleń
Dramatyczny mecz w Kielcach - Industria walczyła o Ligę Mistrzów

Industria Kielce musiała odrobić trzybramkową stratę z pierwszego spotkania z węgierskim Pick Segedyn w walce o awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Spotkanie w Hali Legionów rozpoczęło się katastrofalnie dla gospodarzy, którzy po trzech minutach przegrywali już 0:4. Mimo desperackiej walki i prowadzenia w końcówce, kielczanie ostatecznie nie zdołali awansować do najlepszej ósemki rozgrywek.

Reklama

Reklama

Zaliczka wywalczona w Segedyniu

W pierwszym pojedynku rozgrywanym na Węgrzech wicemistrz Polski kontrolował sytuację przez większość spotkania. Na dwanaście minut przed końcowym gwizdkiem kielczanie mieli nawet jednobramkowe prowadzenie nad gospodarzami. Końcówka należała jednak do Pick - drużyna z Segedynu przełamała obronę rywali, a fenomenalnie interweniował ich 41-letni bramkarz Roland Mikler. Węgrzy wywalczyli trzy gole przewagi przed rewanżem w Polsce.

Fatalny początek w Hali Legionów

Do meczu w Kielcach udało się wystawić Alexa Dujszebajewa, lidera zespołu odpowiedzialnego za zadania specjalne. Jego obecność miała być kluczowa w starciu z drużyną, która ostatnio sprawiała Industrii spore problemy. Zadanie było jasne - zwycięstwo odpowiednio wysoką różnicą bramek.

Rzeczywistość okazała się brutalna. Zanim minęły trzy minuty, goście prowadzili już 4:0. Industria wyglądała na sparaliżowaną, gracze popełniali błędy, a Węgrzy błyskawicznie kontratakowali. Szybko osiągnęli przewagę czterech bramek, a w dwumeczu mieli już wynik 30:23.

Próba odrabiania strat

Pierwszym sygnałem do odwrócenia losów spotkania był obroniony przez Klemena Ferlina rzut karny Maria Šoštaricia. Na takich detailach gospodarze musieli opierać nadzieję na pozostanie w grze o ćwierćfinał, gdzie zwycięzca tej pary miał zmierzyć się z Magdeburgiem.

Po kwadransie gry Szymon Sićko zdobył bramkę, która pozwoliła Industrii zbliżyć się na jedno trafienie. Chwilę później kielczanie ponownie tracili cztery gole - tak było jeszcze w 27. minucie przy wyniku 13:17. W końcowych fragmentach pierwszej połowy gospodarze doszli do stanu 17:18. Węgrzy mieli jeszcze ostatnie sekundy i wywalczyli bezpośredni rzut wolny po upływie czasu. Richard Bodo znalazł lukę w murze Industrii, pokonał Ferlina i uciszył kibiców w hali.

Wzloty i upadki drugiej połowy

Początek drugiej odsłony również nie przyniósł poprawy - Kukić podwyższył na 20:17, a Sićko nie zdołał pokonać Miklera. Sytuacja wyglądała coraz gorzej dla zespołu Tałąnta Dujszabejwa. Przełom przyniósł młodszy z braci - Daniel Dujszebajew trafił dwukrotnie i tchnął życie w drużynę.

W 36. minucie Sićko rzucił na 21:20 - po raz pierwszy w tym meczu Industria objęła prowadzenie. Gospodarze byli wyraźnie na fali, choć w piłce ręcznej wszystko potrafi się błyskawicznie odmienić.

Kluczową rolę zaczął odgrywać Klemen Ferlin w bramce. Słoweniec obronił rzut Imanola Garciandii, a chwilę później Jarosiewicz wykorzystał rzut karny na 22:20. W całym dwumeczu brakowało już tylko jednego trafienia do remisu.

Walka o każdą bramkę

Szymon Sićko grał fenomenalnie, ale goście odpowiadali swoimi trafieniami. Przez cały czas to jednak Węgrzy utrzymywali minimalną przewagę jednej lub dwóch bramek w dwumeczu.

W 46. minucie Arciom Karaliok zdobył swoją pierwszą bramkę w całej rywalizacji. Trafienie na 26:23 oznaczało, że po 106 minutach walki panował idealny remis.

Goście odpowiedzieli dwoma golami, ale kolejne fragmenty znów należały do kielczan. W 51. minucie Industria prowadziła 29:25 - w tym momencie była w najlepszej ósemce Europy.

Dramatyczna końcówka

Gospodarze zwiększyli przewagę do czterech bramek i mieli akcję. Zepsuł ją Alex Dujszebajew, niepotrzebnie rzucając tyłem do bramki. Mógł poczekać na faul i uspokoić sytuację - zamiast tego mogło być 32:27 na cztery minuty przed końcem.

Atmosfera na parkiecie zagęszczała się. Na 2,5 minuty przed końcem sędziowie wyrzucili z boiska Jelinicia i Karalioka. Pierwszy założył koszulkę na głowę Białorusowi i oberwał za to cios łokciem.

Kielczanie zmarnowali swoją akcję, a Węgrzy trafili za sprawą Janusa Smarasona. Następnie błąd popełnił Michał Olejniczak. Pick przegrywał tylko 29:31, ale miał piłkę i był 80 sekund od awansu do ćwierćfinału. Potrzebował trafienia, by właściwie zapewnić sobie awans.

Rzucił Bodo, a Industria potrzebowała już cudu. Daniel D...

Źródło: sport.interia.pl

Masz opinię? Podziel się nią!

Zaloguj się jednym kliknięciem i dołącz do rozmowy

Dyskusje
Zdjęcia
Reakcje
Dołącz do HydePark →

📢 Udostępnij artykuł

Dotknij aby udostępnić

Śledź nas na Facebook!

Bądź na bieżąco z najnowszymi wiadomościami ze świata piłki ręcznej. Dołącz do naszej społeczności!

Dotknij przycisk, aby przejść do naszego profilu na Facebook

Reklama

Polecane
Ładowanie...