Zaliczka wywalczona w Segedyniu
W pierwszym pojedynku rozgrywanym na Węgrzech wicemistrz Polski kontrolował sytuację przez większość spotkania. Na dwanaście minut przed końcowym gwizdkiem kielczanie mieli nawet jednobramkowe prowadzenie nad gospodarzami. Końcówka należała jednak do Pick - drużyna z Segedynu przełamała obronę rywali, a fenomenalnie interweniował ich 41-letni bramkarz Roland Mikler. Węgrzy wywalczyli trzy gole przewagi przed rewanżem w Polsce.
Fatalny początek w Hali Legionów
Do meczu w Kielcach udało się wystawić Alexa Dujszebajewa, lidera zespołu odpowiedzialnego za zadania specjalne. Jego obecność miała być kluczowa w starciu z drużyną, która ostatnio sprawiała Industrii spore problemy. Zadanie było jasne - zwycięstwo odpowiednio wysoką różnicą bramek.
Rzeczywistość okazała się brutalna. Zanim minęły trzy minuty, goście prowadzili już 4:0. Industria wyglądała na sparaliżowaną, gracze popełniali błędy, a Węgrzy błyskawicznie kontratakowali. Szybko osiągnęli przewagę czterech bramek, a w dwumeczu mieli już wynik 30:23.
Próba odrabiania strat
Pierwszym sygnałem do odwrócenia losów spotkania był obroniony przez Klemena Ferlina rzut karny Maria Šoštaricia. Na takich detailach gospodarze musieli opierać nadzieję na pozostanie w grze o ćwierćfinał, gdzie zwycięzca tej pary miał zmierzyć się z Magdeburgiem.
Po kwadransie gry Szymon Sićko zdobył bramkę, która pozwoliła Industrii zbliżyć się na jedno trafienie. Chwilę później kielczanie ponownie tracili cztery gole - tak było jeszcze w 27. minucie przy wyniku 13:17. W końcowych fragmentach pierwszej połowy gospodarze doszli do stanu 17:18. Węgrzy mieli jeszcze ostatnie sekundy i wywalczyli bezpośredni rzut wolny po upływie czasu. Richard Bodo znalazł lukę w murze Industrii, pokonał Ferlina i uciszył kibiców w hali.
Wzloty i upadki drugiej połowy
Początek drugiej odsłony również nie przyniósł poprawy - Kukić podwyższył na 20:17, a Sićko nie zdołał pokonać Miklera. Sytuacja wyglądała coraz gorzej dla zespołu Tałąnta Dujszabejwa. Przełom przyniósł młodszy z braci - Daniel Dujszebajew trafił dwukrotnie i tchnął życie w drużynę.
W 36. minucie Sićko rzucił na 21:20 - po raz pierwszy w tym meczu Industria objęła prowadzenie. Gospodarze byli wyraźnie na fali, choć w piłce ręcznej wszystko potrafi się błyskawicznie odmienić.
Kluczową rolę zaczął odgrywać Klemen Ferlin w bramce. Słoweniec obronił rzut Imanola Garciandii, a chwilę później Jarosiewicz wykorzystał rzut karny na 22:20. W całym dwumeczu brakowało już tylko jednego trafienia do remisu.
Walka o każdą bramkę
Szymon Sićko grał fenomenalnie, ale goście odpowiadali swoimi trafieniami. Przez cały czas to jednak Węgrzy utrzymywali minimalną przewagę jednej lub dwóch bramek w dwumeczu.
W 46. minucie Arciom Karaliok zdobył swoją pierwszą bramkę w całej rywalizacji. Trafienie na 26:23 oznaczało, że po 106 minutach walki panował idealny remis.
Goście odpowiedzieli dwoma golami, ale kolejne fragmenty znów należały do kielczan. W 51. minucie Industria prowadziła 29:25 - w tym momencie była w najlepszej ósemce Europy.
Dramatyczna końcówka
Gospodarze zwiększyli przewagę do czterech bramek i mieli akcję. Zepsuł ją Alex Dujszebajew, niepotrzebnie rzucając tyłem do bramki. Mógł poczekać na faul i uspokoić sytuację - zamiast tego mogło być 32:27 na cztery minuty przed końcem.
Atmosfera na parkiecie zagęszczała się. Na 2,5 minuty przed końcem sędziowie wyrzucili z boiska Jelinicia i Karalioka. Pierwszy założył koszulkę na głowę Białorusowi i oberwał za to cios łokciem.
Kielczanie zmarnowali swoją akcję, a Węgrzy trafili za sprawą Janusa Smarasona. Następnie błąd popełnił Michał Olejniczak. Pick przegrywał tylko 29:31, ale miał piłkę i był 80 sekund od awansu do ćwierćfinału. Potrzebował trafienia, by właściwie zapewnić sobie awans.
Rzucił Bodo, a Industria potrzebowała już cudu. Daniel D...
Źródło: sport.interia.pl
