Historia i statystyki: Czy to czas na historyczny wyczyn?
Odrobić trzy bramki w Lidze Mistrzów to wyjątkowo trudne zadanie. Z wyliczeń kibiców wynika, że w ciągu ostatniej dekady zaledwie szesnastokrotnie słabszy zespół po pierwszym meczu odwracał losy dwumeczu, a tylko pięć razy sztuka ta udała się po przegranej minimum trzema trafieniami. W ostatnich trzech edycjach LM nie dokonał tego nikt. Jeśli jednak ktoś ma przełamać tę statystykę, to właśnie podopieczni Talanta Dujshebaeva. Sytuację Kielc mocno ratuje fakt, że Hala Legionów w bieżących rozgrywkach jest twierdzą niezwykle trudną do zdobycia. W tym sezonie przekonali się o tym potentaci tacy jak Aalborg Handbold, Sporting Lizbona czy odwieczny rywal ekipy z Segedyna – Telekom Veszprem. Żadna z tych drużyn nie potrafiła triumfować przy ul. Drogosza.
Klucz do zwycięstwa: „Biegać do przodu jak szaleni”
Pierwsze spotkanie na Węgrzech obfitowało w twardą, defensywną grę obu zespołów. Do przerwy padł bardzo niski remis 11:11, jednak ostatecznie to gospodarze po zmianie stron wypracowali sobie trzydniową zaliczkę, m.in. dzięki bramce Lazara Kukicia w samej końcówce. Aby odwrócić losy dwumeczu, wicemistrzowie Polski muszą zagrać ze znacznie większą swobodą w ofensywie. Asystent trenera, Krzysztof Lijewski, na przedmeczowej konferencji prasowej podkreślił, że obrona Kielc w Szegedzie funkcjonowała znakomicie, ale w środę potrzeba potężnej dynamiki w ataku: "Zostało nam 60 minut, żeby te trzy bramki odrobić. To jest dużo, ale też mało, jeżeli spojrzeć na to, jak szybka piłka ręczna w dzisiejszych czasach jest". Szkoleniowiec upatruje przewagi w szybkiej grze: "Musimy zaryzykować więcej w kontrataku, biegać do przodu jak szaleni, bo trzy kontrataki w pierwszym meczu, z tego jedną bramkę zdobyliśmy, to jest naprawdę średni wynik" .
Zgadza się z tym w pełni skrzydłowy Industrii, Arkadiusz Moryto, który zwraca uwagę na konieczność narzucenia własnych warunków gry od pierwszych minut. "Tylko 23 bramki rzucone, zdecydowanie za mało. Za mało biegaliśmy na pewno w tym meczu, więc myślę, że to był duży problem dla nas, że tych łatwych bramek nie zdobywaliśmy z kontry, tylko musieliśmy się męczyć w ataku pozycyjnym". Skrzydłowy zapowiada zdecydowaną poprawę: "Intensywność, jeszcze raz intensywność i bieganie do przodu, bo tego brakowało nam w tym meczu. Graliśmy za zachowawczo".
Mur w bramce Węgrów i oczekiwanie na decyzję ws. kapitana
Na Węgrzech bohaterem gospodarzy był prawie 41-letni bramkarz Roland Mikler, który obronił aż 16 rzutów. Doświadczony golkiper doskonale pamięta mecze o największą stawkę – w europejskich pucharach gra nieprzerwanie od 2003 roku, w tym w finale z 2016 r., a Pick to prawdopodobnie dla niego ostania szansa na awans do Final Four. Pytany o Miklera asystent trenera Krzysztof Lijewski uśmiechnął się wymownie: "Życzyłbym sobie tego, żeby zagrał troszeczkę gorzej, a na pewno puścił o cztery bramki więcej".
Najgorętszym pytaniem wśród żółto-biało-niebieskich kibiców pozostaje jednak dyspozycja Alexa Dujshebaeva. Hiszpan od dłuższego czasu pauzował przez uraz mięśnia dwugłowego. Wiadomo, że kapitan otrzymał od lekarzy zielone światło i od poniedziałku wznowił treningi z piłką. Sztab trenerski jednak tonuje emocje i podkreśla, że decyzja zapadnie tuż przed pierwszym gwizdkiem, a grająca kadra nie może wyłącznie oglądać się na wsparcie lidera. "Nie możemy oczekiwać, że on będzie naszym zbawcą, chociaż bardzo byśmy tego sobie życzyli (...). Myśleć: Alex wrócił, to już jest po sprawie. To trzeba Alexowi właśnie pomagać jeszcze bardziej".
Węgrzy gotowi na kielecki kocioł
Rywal z Segedyna podchodzi do starcia niezwykle spokojnie. OTP Bank Pick w weekend bez większych problemów pokonał Carbonex-Komló 37:28 w swoim 100. meczu domowym w PICK Aréna i utrzymał świetne nastroje. Węgrzy pojawili się w Polsce po wczorajszej, długiej podroży lotniczo-autokarowej przez Warszawę. Mogą oni liczyć na doping 47 swoich zagorzałych fanów w hali, a pozostali kibice zebrani zostaną m.in. w Rolling Stones Pub przy Szilléri w Segedynie na zorganizowanym wspólnym oglądaniu.
Tych kilkudziesięciu Węgrów zderzy się jednak ze ścianą w postaci ponad czterech tysięcy gardeł w kieleckiej hali. „To jest jak zawsze nasz ósmy zawodnik” – przyznaje Krzysztof Lijewski. W ten magiczny czynnik dopingu bardzo wierzy także Arkadiusz Moryto: "Jestem tego pewien, że będzie kocioł i to już będzie duży, duży atut z naszej strony".
Początek rewanżowego meczu w środę o godz. 18:45. Ostatnie bilety czekają jeszcze na platformie internetowej klubu z Kielc, a transmisję z tego starcia na żywo będzie można śledzić w stacji Eurosport 1 (w Polsce) oraz Sport1 TV (na Węgrzech).
fot. Dariusz Salwa
