Pierwsze starcie sezonu w Starligue miało dla obu zespołów szczególną wagę - Caen jako beniaminek próbowało zaznaczyć swoją obecność na zapleczu Ligi Mistrzów, a Dunkierka walczyła o punkty niezbędne do utrzymania. Atmosfera w hali była elektryzująca, a Wikingowie od razu wzięli sprawy w swoje ręce.
Pierwsze pół godziny należało do Caen
Już od pierwszych minut widać było, kto jest gospodarzem parkietu. Caen błyskawicznie wyszło na prowadzenie 4:1 po 5 minutach, a dużą zasługę miał w tym Adam Gnago, który skończył mecz ze skutecznością 8 na 9 rzutów. Dunkierka otrząsnęła się i odpowiedziała serią bramek - głównie za sprawą Tarasa Minotskyiego (7 na 12) - doprowadzając do stanu 5:4 w 9. minucie. Jednak Wikingowie szybko odskoczyli, a trener Dunkierki Johann Delattre zmuszony był wziąć pierwszą przerwę przy wyniku 7:5 w 13. minucie.
Czas na chwilę oddechu paradoksalnie bardziej pomógł gospodarzom. Yassine Ben Salem popisał się efektownym rzutem i doprowadził do 11:6 w 18. minucie, posyłając przy okazji na dwie minuty do szatni Ludwiga Appollaire'a. Cały czas w doskonałej dyspozycji był Mocevic, który w całym meczu obronił aż 17 rzutów. Caen schodziło do szatni przy bardzo komfortowym prowadzeniu 16:9.
Dramatyczna końcówka, ale Caen utrzymało nerwy
Przerwa wyraźnie rozbudziła Dunkierkę. Goście zaczęli drugą połowę z impetem, skracając straty do 12:16, co zmusiło trenera Caen Sébastiena Quintalleta do wzięcia czasu. I znów kluczową postacią okazał się Mocevic - bośniacki bramkarz obronił cztery rzuty w ciągu dwóch minut, ponownie uspokajając sytuację i podbijając wynik do 19:14 w 40. minucie.
Wykluczenie Gautiera Crepela pozwoliło Caen zbudować największą przewagę w meczu - 22:15 w 43. minucie. Dunkierka miała coraz trudniej, a do jej problemów dołożyła się kontuzja kostki Tarasa Minotskyiego, jednego z liderów drużyny.
Adam Gnago kontynuował swój popis, doprowadzając do 25:19 w 52. minucie. Dunkierka jeszcze raz próbowała walczyć - bramkarz Léo Villain obronił siedem rzutów w drugiej połowie, a kontuzjowany Minotskyi gryzł zęby i strzelał dalej, redukując straty do zaledwie trzech bramek (22:25 w 57. minucie). Było jednak za późno na odrobienie strat. Ostatnie słowo należało do Mathieu Cornette'a, który przypieczętował historyczne zwycięstwo Caen 26:24.
Historyczna chwila dla beniaminka
To pierwsza wygrana Caen w historii klubu na poziomie Starligue. Wikingowie pokazali w pierwszej połowie piłkę ręczną wysokich lotów, a w drugiej - kiedy gra się nieco posypała - zaufali Mocevicowi, który po raz kolejny okazał się niezawodny. Dunkierka z kolei zapłaciła cenę za słabą pierwszą odsłonę i kontuzję kluczowego zawodnika - teraz będzie musiała szybko się pozbierać, bo walka o utrzymanie dopiero się zaczęła.
Źródło: handnews.fr





