Fani od pierwszej minuty stworzyli elektryzującą atmosferę w hali. Po raz pierwszy w tym sezonie wszystkie bilety na mecz HSG w Wetzlarze zostały wyprzedane, a kibice na trybunach stojących przygotowali specjalną oprawę. Ramy imprezy były idealne – ale początek zupełnie nie układał się po myśli gospodarzy.
Fatalny start, potem zmiana taktyki
Bergischer HC, który tydzień wcześniej zajął drugie miejsce w turnieju finałowym Pucharu Niemiec, od pierwszych minut kontynuował dobrą formę. Agresywną obroną i zmiennym atakiem goście szybko objęli prowadzenie 5:1 (7. minuta). Trener Wetzlaru Rúnar Sigtryggsson zareagował natychmiast, kompletnie przebudowując linię rozgrywającą. Philipp Ahouansou przeszedł na lewą obwódkę, Justin Müller stanął w centrum, a Niklas Theiß objął prawą stronę – i gra gospodarzy nabrała rumieńców.
Przy lepszej skuteczności remis mógłby paść wcześniej, ale trzeba było czekać do 23. minuty. Wtedy Josip Simic – który ostatecznie trafił dziewięć razy w dziewięciu próbach – dwoma szybkimi golami doprowadził do wyrównania 11:11. Do przerwy utrzymywał się remis (15:15).
Genialny rajd po przerwie
Rozstrzygnięcie nadeszło po zmianie stron. Trener BHC Markus Pütz mówił później o "blackoucie" swojego zespołu: po stanie 16:16 (31. minuta) Wetzlar przeszła na wyższe obroty i serią 8:0 odskoczyła na 24:16 w 45. minucie.
Justin Müller mądrze dyrygował grą, doskonale wystawiając kolegów, Niklas Theiß przyspieszał akcje, a Ahouansou kończył je z wysoką skutecznością. W obronie drużyna zagrała zwartą grę, co ułatwiło pracę bramkarzowi Andreasowi Palicce. Szwed kilkakrotnie interweniował w kluczowych momentach. Dodatkowo Anadin Suljakovic w drugiej połowie obronił trzy rzuty karne, co miało ogromne znaczenie.
Dramatyczna końcówka
Publiczność świętowała każdą akcję i pomagała zespołowi także w trudnych momentach – a te jeszcze nadeszły. Gol Ahouansou na 30:25 w 55. minucie nie przyniósł ostatecznego rozstrzygnięcia. BHC walczył i przy wyniku 28:31 odzyskał piłkę. Co gorsza, Ahouansou otrzymał dwuminutową karę. Wicemistrz Pucharu Niemiec poczuł szansę 80 sekund przed końcem, ale próba Kima Voss-Felsa trafiła w słupek i wpadła w ręce Tristana Kirschnera. Kiedy wreszcie Simic podwyższył na 32:28, sprawa była przesądzona – reszta to już był zielono-biały festiwal radości.
„Dokładnie tak, jak dziś wystąpiliśmy, musimy kontynuować. To będzie klucz do tego, by na koniec sezonu być na miejscu gwarantującym utrzymanie" – powiedział dyrektor sportowy Wetzlaru Michael Allendorf po swoim pierwszym zwycięstwie w roli gospodarza w tej funkcji.
Źródło: daikin-hbl.de
