Drużyna zbudowana od podstaw
Historia sukcesu Tyresö HF zaczęła się długo przed pierwszym złotem. Klub piął się przez kolejne szczeble szwedzkiego systemu ligowego - od czwartej dywizji aż po najwyższą klasę rozgrywkową, Allsvenskan. Co ważne, dokonano tego przede wszystkim własnymi siłami, opierając się na zawodniczkach wychowanych w klubie.
Pia Carlsson - dziś Carlsson Thörnqvist - swoją pierwszą seniorską partię rozegrała w barwach Tyresö już w 1978 roku, mając zaledwie 14 lat. Karierę zakończyła w tym samym klubie w 1996 roku. Była świadkiem i uczestniczką całej tej drogi na szczyt.
- Dwie rzeczy były wyjątkowe w tym Tyresö: najpierw sama historia awansów - co roku wyżej, aż do Allsvenskan. A do tego wszystkiego osiągałyśmy to głównie własnymi wychowankami - wspomina Carlsson Thörnqvist.
Trzon drużyny stanowiły zawodniczki urodzone w 1964 roku, które wcześniej triumfowały w szwedzkiej lidze juniorek. Wśród nich znajdowały się m.in. Anna Cyrus, Christina „Kicki" Pettersson, Camilla Häverby, Kerstin Neuman i właśnie Pia Carlsson. Pierwszym trenerem, który nadał tej grupie właściwy kierunek, był Göran Holmqvist. Później pałeczkę przejął Tomas Ryde, który poprowadził zespół po mistrzowskie tytuły.
Blisko złota, ale bez złota
Sezon 1985-86 był zapowiedzią wielkich rzeczy. Tyresö dominowało w fazie zasadniczej, wygrywając aż 17 z 18 meczów. Jednak w finale mistrzostw kraju lepsza okazała się Irsta HF Västerås, która wygrała dwa mecze z rzędu.
- Byłyśmy faworytkami, ale w decydującym momencie zabrakło nam rutyny w porównaniu z Irsta - przyznaje Carlsson Thörnqvist.
„Garowa wyprawa" do Norwegii
Latem 1986 roku drużyna pojechała na obóz przygotowawczy do Sandefjord w Norwegii. Ta wyprawa przeszła do historii klubu pod nazwą „kastrullresan" - czyli właśnie „garowej wyprawy". Zawodniczki podróżowały autobusem i same gotowały sobie jedzenie, zabierając ze sobą garnki i patelnie.
- Trenowałyśmy dwa, trzy razy dziennie i wszystkim zajmowałyśmy się same. To nie była żadna luksusowa wycieczka. Do dziś wspominamy tamten wyjazd - mówi z uśmiechem Carlsson Thörnqvist. - Wtedy nie było nam do śmiechu, byłyśmy kompletnie wykończone, ale musiałyśmy gotować, żeby mieć co jeść.
Mimo całego wysiłku obóz zakończył się sukcesem - Tyresö wygrało turniej treningowy po dogrywkach i rzutach karnych. Drużyna wróciła do Szwecji jeszcze bardziej zmotywowana i z jedną myślą - złoto mistrzostw kraju.
Rok naznaczony tragedią
Sezon 1986-87 rozgrywał się w cieniu wydarzeń, które wstrząsnęły całą Szwecją. 28 lutego 1986 roku zamordowany został premier Olof Palme. Dla Pii Carlsson miało to wymiar osobisty - jej ojciec, Ingvar Carlsson, objął stanowisko nowego premiera kraju.
- Z powodu trwającego śledztwa pojawiły się pewne ograniczenia, do których nie byłyśmy przyzwyczajone. Nikt w klubie nie mógł udzielać informacji o składzie na mecz ani o tym, jak się do niego dostaniemy. Musiałam też za każdym razem informować o wyjazdach za granicę. To była dodatkowa warstwa rzeczywistości, z którą musieliśmy sobie radzić - opowiada zawodniczka.
- Jako drużyna byłyśmy jednak w swojej bańce i to nie wpływało znacząco na nasze wyniki. Stało się po prostu jeszcze jednym składnikiem tamtego sezonu.
Przygoda europejska: do półfinału Pucharu Zdobywczyń Pucharów
Równolegle z ligą Tyresö rozgrywało mecze w Pucharze Zdobywczyń Pucharów. Po wyeliminowaniu szwajcarskiego rywala drużyna trafiła na zachodnioniemiecki SV Engelskirchen z Kolonii - klub, z którym nikt nie dawał Szwedkom szans.
- Kiedy na parkiet wyszły pierwsze nasze zawodniczki - Camilla Häverby i Kicki Pettersson - Niemki podobno kręciły głowami z niedowierzaniem. Pewnie myślały, że nas rozjadą - śmieje się Carlsson Thörnqvist. - A my wyszłyśmy i całkowicie zdominowałyśmy mecz, wygrywając 26:19. Przegrałyśmy rewanż na wyjeździe, ale i tak awansowałyśmy do półfinału.
W półfinale Tyresö trafiło na radziecki Krasnodar - i tam przygoda się skończyła.
- Nie miałyśmy żadnych szans, to był po prostu inny poziom. Ale sama podróż była niezapomniana. Krasnodar grał w przerobionej hali przemysłowej, a Lars-Erik Säll, który zastępował Tomasa jako trener, bo ten akurat zostawał ojcem, powiedział filozoficznie: „w takim miejscu też gra się światowy handball" - wspomina Pia.
Powrót do Szwecji też nie był prosty - Rosjanie twierdzili, że nie ma lotów do Moskwy i namawiali drużynę do podróży autobusem. Na szczęście delegację wspierał doświadczony dziennikarz SVT Sport, Bo Gentzel, który szybko znalazł nocne połączenie lotnicze.
Złoto - wreszcie!
W Allsvenskan Tyresö nie miało sobie równych. Drużyna zwyciężyła w fazie ligowej i doprowadziła do szczęśliwego finału, zdobywając wymarzone pierwsze mistrzostwo Szwecji.
- Mieliśmy naprawdę świetne zawodniczki: Ingrid Pinet, Kicki Pettersson, Mia Hermansson, Britt Forsell... Poziom treningów był niesamowity - prawie nie różniły się od zajęć z reprezentacją narodową - podkreśla Carlsson Thörnqvist.
Klucz do sukcesu? Przede wszystkim wyjątkowe przygotowanie fizyczne.
- Wiele drużyn wytrzymywało z nami pierwszą połowę, ale prawie żadna całego meczu. Byłyśmy fizycznie nie do pokonania jak na tamte czasy - mówi była zawodniczka.
Trzy złota z rzędu - mimo wielkich zmian
Po pierwszym tytule Tyresö straciło najlepszą strzelczynię - Mię Hermansson, która przeniosła się do norweskiego Byåsen. Nie przeszkodziło to drużynie w obronie tytułu w kolejnym sezonie.
- Oczywiście to była ogromna strata. Ale miałyśmy tak szeroką kadrę, że dałyśmy radę - nawet gdy z pierwszego złotego składu zostało tylko pięć zawodniczek - podsumowuje Pia Carlsson Thörnqvist.
Na koniec rozmowy Pia przywołuje jeszcze jeden charakterystyczny obrazek z tamtych lat: przed ważnym meczem z drużyną Sztokholmskiej Policji trener kazał zawodniczkom odbyć ciężki bieg wytrzymałościowy. Mia Hermansson była wściekła. Tyresö i tak wygrało.
Źródło: handbollskanalen.se





