W przeciwieństwie do meczu pierwszej rundy, tym razem nie było mowy o wyrównanym pojedynku. Toulouse od pierwszych minut objęło kontrolę nad spotkaniem i pewnie zmierzało po kolejne punkty.
Fenix błyskawicznie narzuca tempo
Goście z Sélestat, pozbawieni Tony'ego Mendy'ego i popełniający zbyt wiele błędów, szybko zostali zdystansowani. Już w szóstej minucie Toulouse prowadziło 5:2. Trener gospodarzy Laurent Busselier próbował odwrócić niekorzystny wynik, wprowadzając taktykę gry siedmiu na sześciu, jednak nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów – przeciwnie, jego zespół tracił kolejne piłki.
Fenix bezlitośnie wykorzystywało każdą słabość rywala. Wyróżniał się zwłaszcza Édouard Kempf, który w pierwszej połowie był absolutnie bezbłędny, zdobywając siedem bramek z siedmiu prób. Do przerwy różnica była już dwucyfrowa – 22:14 dla gospodarzy.
Druga połowa bez historii
Po zmianie stron nic się nie zmieniło. Toulouse dalej dominowało, a w 50. minucie przewaga wzrosła do imponujących dwunastu bramek (36:24). Trener Danijel Andjelkovic, mając wynik pod kontrolą, pozwolił sobie na rotację składu i dał szansę gry niemal wszystkim zawodnikom z ławki rezerwowych.
Sélestat, całkowicie bezradne w defensywie przez większość meczu, obudziło się dopiero w końcówce i zdołało nieco zmniejszyć rozmiary porażki. Ostatecznie Toulouse triumfowało 38:32 i wskoczyło na piątą lokatę w tabeli Starligue. Pozycja ta może jednak jeszcze ulec zmianie po wieczornym hicie między Chambéry i Montpellier.
Źródło: handnews.fr

