Alarm ze strony trenera
Pettersson obserwuje szwedzką piłkę ręczną kobiet od blisko dwudziestu lat i nie ukrywa niepokoju o jej przyszłość. Jego zdaniem wyniki reprezentacji na ostatnich mistrzostwach nie budzą respektu u rywali, a dokonania młodzieżowych kadry z ostatnich lat każą poważnie zastanowić się nad stanem zaplecza całej dyscypliny.
Sävehof oddał pałeczkę lidera... nikomu
Na arenie międzynarodowej historycznie mocny IK Sävehof przestał być liczącą się siłą, a żaden inny szwedzki klub nie wypełnił tej luki. W kraju sytuacja wygląda niewiele lepiej. Pettersson przyznaje, że w ubiegłym roku z bliska obserwował juniorów Kärra HF, którzy zajęli szóste miejsce w kraju - nie dlatego, że zaprezentowali wyjątkowy poziom, ale dlatego, że konkurencja była niemal żadna.
Trener wskazuje na poważny problem strukturalny: najzdolniejsza młodzież skupiona jest w zaledwie kilku klubach. Takie centralizowanie talentów sprawia, że technika, taktyka i przygotowanie fizyczne zawodniczek kuleje - kluby bardziej interesuje zebranie pod jednym dachem jak największej liczby utalentowanych dziewcząt i osiągnięcie prestiżowej pozycji w młodzieżowych rozgrywkach USM niż rzeczywisty, długofalowy rozwój zawodniczek.
Gdzie podziała się ambicja?
Pettersson z nostalgią wspomina czasy, gdy Rustan Lundbäck, Björn Blomquist i Henrik Signell budowali Sävehof na przekór wszystkim, a Skövde HF pod wodzą Magnusa Friska stanowiło prawdziwe wyzwanie dla rywali. Podobnie reprezentacja rozkwitała pod kierunkiem pionierów takich jak Ulf Schefvert, Per Johansson czy Magnus „Bagarn" Johansson. Dziś - pyta retorycznie trener - kto tak naprawdę odpowiada za rozwój tej dyscypliny?
Na stronach internetowych federacji i klubów roi się od znanych nazwisk: Tomas Axnér, Jesper Östlund, Johanna Wiberg, Frenne Båverud, Jennie Linnell, Hanna Fogelström, Jerry Hallbäck, Kalle Andersson, Toni Johansson, Peter Gentzel, Håkan Lagerquist i wielu innych. „Pytanie, które sobie zadaję, brzmi: co ci wszyscy ludzie właściwie robią na co dzień?" - pisze wprost Pettersson, sugerując, że zbyt wielu działaczy zadowala się utrzymaniem status quo.
Zmiany blokowane, debata tłumiona
Trener z Kärra HF przyznaje, że każda próba wprowadzenia konstruktywnych zmian - choćby dyskusja o liczbie drużyn w dwóch najwyższych ligach kobiecych czy reforma przepisów dotyczących szkół średnich, rozgrywek USM i klubów partnerskich - jest skutecznie wygaszana przez środowisko. Reformy, które mogłyby pobudzić różnorodność i zdrową rywalizację, nie mają szans przebić się przez mur bierności.
„Największe kluby są zbyt dobrze sytuowane i zbyt wygodne, by ryzykować własną pozycję. Rozwój zamienił się w stagnację" - podsumowuje Pettersson, podkreślając, że największe kluby, federacja oraz osoby sprawujące władzę nie mogą uciec od odpowiedzialności za ten stan rzeczy.
Tobias Pettersson, trener Kärra HF
Źródło: handbollskanalen.se





