Co roku szwedzka młodzieżowa piłka ręczna gromadzi się na jeden z najważniejszych punktów sezonu: finały USM. Dla wielu zawodników to wspomnienie na całe życie. Dla niektórych kibiców stało się to tradycją, której nie sposób porzucić. Linda Stridh to właśnie taka osoba – można ją śmiało nazwać supersupporterką IK Sävehof w kontekście rozgrywek młodzieżowych.
Niemal wszystkie finały w kalendarzu
Linda uczestniczyła w niemal wszystkich finałach USM odkąd turniej rozrósł się do obecnego formatu. Sama przyznaje, że trudno jej podać dokładną liczbę.
– Nie mam dokładnego rachunku, ile finałów zobaczyłam. Wiem, że opuściłam któryś w Norrköping, kiedy Sävehof nie miał tylu drużyn w turnieju, oraz jakiś po pandemii, ale poza tym byłam praktycznie na wszystkich – mówi.
Dla Lindy liczy się nie tylko sama piłka ręczna, ale przede wszystkim to, co turniej oznacza dla młodych zawodników.
– To niesamowite, bo dla naszych dzieci i młodzieży to jest w danym momencie najważniejsza rzecz na świecie. Dla wielu może to być największe przeżycie w ich karierze piłki ręcznej, szczególnie jeśli nie kontynuują gry na poziomie seniorskim – podkreśla.
Przez całą Szwecję za młodymi talentami
Na przestrzeni lat finały USM gościły w różnych miastach – od Norrköping przez Jönköping i Malmö, aż po obecną Uppsalę. Linda podróżowała wszędzie, niezależnie od lokalizacji.
– Norrköping było dość daleko, do Jönköping mieliśmy szczęście mieszkać blisko. Wspaniale było mieć tyle hal w jednym miejscu. Podobnie w Malmö – łatwo było się przemieszczać między halami. Uppsala jest fantastyczna, choć dla nas trochę dalej – ocenia.
Bez względu na miasto, doświadczenie pozostaje takie samo: intensywne dni wypełnione meczami, wrażeniami i emocjami.
– W poniedziałek człowiek jest wykończony, ale to daje niesamowitą energię – przyznaje z uśmiechem.
Od odręcznych notatek do cyfrowego harmonogramu
Śledzenie finałowego turnieju wymaga sporej organizacji, szczególnie gdy na parkietach gra kilka drużyn jednocześnie. Linda przez lata wypracowała własną metodę.
– Nadal siedzę głównie przy wersji cyfrowej. Kiedyś robiłam odręczną kartkę z meczami ułożonymi chronologicznie, gdzie które drużyny grają i o której – wspomina.
Efekt? Mnóstwo meczów i jeszcze więcej wrażeń.
– Trochę się człowiek zacina. Jeden mecz grają czternastolatkowie, potem patrzysz na juniorów. Później widzisz tę samą grupę rok później i jak urosły. To piękne – mówi.
Wspólnota, która nigdy nie znika
To, co sprawia, że Linda rok po roku wraca na finały, to nie tylko same mecze, ale przede wszystkim ludzie.
– Pałam pasją do dzieci i młodzieży i miałam możliwość śledzenia ich przez klub. Być tam na miejscu, być częścią wspólnoty wokół i rodziny Sävehof... to dla mnie bardzo wiele znaczy – wyznaje.
Przez lata widziała, jak grają dzieci znajomych, a także zawodnicy, których sama trenowała.
– Nawet ci, których trenowałam w młodszych kategoriach, teraz grają. To wspaniałe móc śledzić ich i ich sportowe drogi.
Piłka ręczna w jej DNA
Za tym zaangażowaniem kryje się długa historia związana z piłką ręczną. Linda zaczęła grać w IK Sävehof w młodym wieku, kontynuowała w juniorach, a następnie w wieku zaledwie 17 lat przeszła na ścieżkę szkoleniową. Przez wiele lat była trenerką, działaczką i centralną postacią życia klubowego – i nadal jest aktywna w różnych rolach wokół tego sportu.
Czy tradycja będzie kontynuowana?
– Nie wiem dokładnie, ale póki mam relacje z działaczami w klubie i są ludzie, z którymi dobrze się czuję, to chcę jeździć. Wieczorne spotkania też są niesamowicie przyjemne. Na razie zostało jeszcze kilka lat – podsumowuje Linda Stridh.
I może właśnie w tym tkwi wielkość USM. Nie tylko w medalach czy meczach, ale we wszystkich tych ludziach, którzy rok po roku decydują się być częścią tego wyjątkowego wydarzenia.
Źródło: handbollskanalen.se
