Zmierzyć się ze Szwecją w meczu otwarcia to nie lada wyzwanie, ale Steins wręcz wyczekuje tej konfrontacji. Wie, co go czeka – silny rywal, rozentuzjazmowana publiczność i zero miejsca na wahanie.
– To świetny mecz na otwarcie. Oczywiście będzie trudny, ale granie na pełnej arenie w fantastycznej atmosferze to coś wyjątkowego. Szwecja jest bardzo silna, więc musimy zagrać na swoim najwyższym poziomie, żeby wygrać – mówi rozgrywający.
Lekcja z Niemiec
Rywal jest dobrze znany. Poprzednie starcia pokazały zarówno potencjał Holendrów, jak i to, jak małe szczegóły mogą decydować o wyniku na tym poziomie. Ostatnie spotkanie obu drużyn miało miejsce podczas ME 2024 w Niemczech – Szwedzi wygrali wówczas 29:28.
– Ten mecz w Niemczech był dla nas naprawdę trudny, bo gdybyśmy go wygrali, mielibyśmy świetną sytuację przed rundą główną. Pierwsze 45 minut było fantastycznych, ale potem straciliśmy kontuzjowanego obrotowego i zaczęły się problemy. Z drugiej strony pokazaliśmy, do czego jesteśmy zdolni, gdy wszyscy są w szczytowej formie – wspomina Steins.
Energia czy presja?
Malmö Arena będzie wypełniona po brzegi, głośna i naładowana emocjami. Dla Steinsa kluczowe będzie to, jak Holendrzy poradzą sobie w tym środowisku – czy atmosfera doda im skrzydeł, czy wywrze zbyt dużą presję.
– Mam nadzieję, że nikt się nie zamknie z powodu atmosfery. Najlepiej byłoby, gdyby wszyscy czerpali z niej energię i podnieśli swoją grę. To najważniejsze – podkreśla.
Steins ma już doświadczenie w takich sytuacjach. Szczególnie wyróżnia wspomnienia z ME na Węgrzech w 2022 roku – znów mecz otwarcia, znów pełna arena i znów rola outsidera.
– Węgry 2022 były podobne. Mecz otwarcia, pełna arena – i wygraliśmy. Takich przeżyć się nie zapomina. Znów wchodzimy do tego meczu jako underdog, ale wiemy, jakie mamy możliwości i że potrafimy walczyć przez pełne 60 minut.
Nowa perspektywa
Poza parkietem Steins doświadcza innego rodzaju intensywności. Niedawno został ojcem po raz drugi, co nadało jego życiu podczas mistrzostw nowy wymiar.
– Przede wszystkim to wspaniałe uczucie. Mamy dwie małe córeczki – dwulatkę i sześciomiesięczne niemowlę – opowiada.
Rozłąka z domem stała się trudniejsza, szczególnie teraz, gdy starsza córka rozumie, co oznacza nieobecność taty.
– To pierwszy raz, kiedy naprawdę mówi, że za mną tęskni. Wcześniej była za mała. Teraz czuję to znacznie bardziej.
Jest jednak światełko w tunelu. Rodzina wkrótce dołączy do niego w Szwecji, co przyniesie ulgę w środku turnieju.
– Żona przyjedzie przed meczem ze Szwecją, a dzieci przed spotkaniem z Chorwacją. Wtedy znów będziemy razem i wszystko stanie się łatwiejsze – cieszy się Steins.
Jeśli Holendrzy wyjdą z grupy, zostały jeszcze dwa tygodnie przed powrotem do domu. Do tego czasu Steins będzie balansował między elitarną formą sportową a życiem rodzinnym, napędzany miłością, odpowiednim spojrzeniem na życie i szansą na stworzenie czegoś wyjątkowego na parkiecie.
– Mam nadzieję, że jak się zobaczymy, sytuacja trochę się uspokoi. Potem znów pełne skupienie, bo po to tu jesteśmy – podsumowuje holenderski rozgrywający.
Źródło: handbollskanalen.se
