Umiejętność gry pod presją – klucz do sukcesu
Reprezentacja Niemiec pod wodzą Alfreda Gislasona zdała egzamin w najtrudniejszych momentach turnieju. Po porażce z Serbią (27:30), która stawiała ich na krawędzi historycznej kompromitacji w postaci odpadnięcia już w fazie grupowej, drużyna pokazała charakter. Najpierw przyszło zwycięstwo nad Hiszpanią (34:32), potem pewne wygrane z Portugalią (32:30) i Norwegią (30:28).
Pierwsze starcie z Danią w fazie głównej (26:31) mogło dać Niemcom wcześniejszy awans do półfinału. Nie udało się, więc przed ostatnim meczem głównym rundy presja była ogromna. I wtedy przyszedł genialny występ przeciwko aktualnemu mistrzowi Europy Francji – pewne zwycięstwo 38:34. W półfinale padł wicemistrz świata Chorwacja (31:28), choć w finale Dania ponownie okazała się za mocna.
Jak podsumował Renars Uscins: "Presja dobrze nam robi". To cenna lekcja przed domowym mundialem w 2027 roku. Niemcy udowodnili, że potrafią wygrywać decydujące mecze w napiętej atmosferze.
Szerokość kadry – nowa jakość niemieckiej piłki ręcznej
Alfred Gislason jeszcze przed turniejem mówił o najlepszej kadrze, jaką kiedykolwiek prowadził w reprezentacji Niemiec. Mistrzostwa Europy potwierdziły te słowa. W defensywie debiutanci turnieju Tom Kiesler i Matthes Langhoff idealnie uzupełnili Johannesa Gollę i Juliana Köstera. Justus Fischer, choć nie był już nowicjuszem w kadrze, wreszcie w pełni odnalazł się w zespole.
W ataku Gislason dysponował znacznie szerszym wachlarzem możliwości niż wcześniej. Obok podstawowych zawodników – Köstera, Juriego Knorra i Uscinsa – realną alternatywę stanowili Marko Grgic, Miro Schluroff, Nils Lichtlein i Franz Semper. W różnych meczach błyszczeli różni gracze, co czyniło Niemców nieprzewidywalnymi dla rywali.
Gdzie jest jeszcze pole do poprawy?
Mimo świetnego turnieju są obszary wymagające dopracowania. Nils Lichtlein, choć wnosił świeże impulsy, dostawał za mało czasu gry. Może znacznie częściej odciążać Knorra i wnosić inne elementy do gry na środku rozegrania.
Miro Schluroff doskonale odnalazł się w swojej roli, wnosząc bezkompromisowość do niemieckiego ataku. W trzech ostatnich meczach praktycznie w ogóle nie grał, choć jego wszechstronność mogłaby dać więcej odpoczynku Uscinsowi – zwłaszcza gdy, jak w finale, etatowemu prawemu rozgrywającemu kompletnie nie idzie.
Marko Grgic, król strzelców Bundesligi, po słabszym początku turnieju złapał formę, ale wciąż nie pokazał w kadrze pełni swoich możliwości. Ma potencjał, by stać się liderem reprezentacji i pomóc w uczynieniu niemieckiego ataku bardziej niezawodnym.
Lepsze wykorzystanie skrzydłowych
Niemcy mają też spore rezerwy w grze ze skrzydłowymi. Lukas Mertens i Lukas Zerbe, podstawowi zawodnicy na tych pozycjach, dostawali podczas mistrzostw Europy zdecydowanie za mało piłek. Gdy już mieli okazję się pokazać, udowadniali, że warto włączać ich do gry znacznie częściej. Skorzystałaby na tym również linia rozgrywających.
Gra siedmiu na sześciu?
W finale przeciwko Danii Gislason zdecydował się na wprowadzenie siódmego zawodnika polowego. Może to zapowiedź przyszłej taktyki? Niezależnie od poglądów na ten temat, gra siedmiu na sześciu to sprawdzony środek w najlepszej światowej piłce ręcznej.
Młody trzon z ogromnym potencjałem
W osiemnastoosobowej kadrze na turniej znalazło się sześciu mistrzów świata U21 z 2023 roku. Do tego dochodzą inni młodzi zawodnicy jak Marko Grgic (rocznik 2003), Juri Knorr, Julian Köster czy Tom Kiesler. Heiner Brand, trener ostatnich niemieckich mistrzów świata, powiedział wprost dla RTL/ntv: "To najbardziej utalentowana drużyna od 50 lat".
Ze srebrnym medalem mistrzostw Europy w kieszeni i taką strukturą wiekową kadry, niemiecka piłka ręczna może z optymizmem patrzeć na domowe mistrzostwa świata w 2027 roku i kolejne lata. Dystans do potęgi Danii, która w tym turnieju pokazała pewne słabości, zmniejszył się – tak oceniano w niemieckim sztabie tuż po finale w Herning.
Źródło: handball-world.news
