Był remis 22:22, zostało niecałe dziesięć minut gry. Wszystko było możliwe. Jednak końcowa mobilizacja IK Sävehof oraz kontuzja Emmy Aarnio zadecydowały o losach spotkania. Skuru IK przegrało 28:31, ale pokazało, że potrafi zmierzyć się z czołówką szwedzkiej ligi.
– Strasznie przykro, długo byłyśmy w grze, walczyłyśmy i harołyśmy – powiedziała Ellen Voutilainen w transmisji Handbollsligan.
Walka o każdą piłkę
Sävehof objęło prowadzenie w tabeli dzięki zwycięstwu, ale gospodynie nie ułatwiły im zadania. Skuru najpierw przejęło inicjatywę, a potem skutecznie powstrzymywało gości przed budowaniem większej przewagi.
Stina Wiksfors, która w pierwszej połowie zdobyła pięć bramek, była jednym z powodów, dla których Sävehof miało dwubramkowe prowadzenie na przerwę – 14:12. W drugiej części gry, gdy Skuru odwróciło losy i wyszło na prowadzenie, w szeregach gości musiały włączyć się Kim Molenaar i Elin Klara Thorkelsdottir.
Kontuzja i problemy w defensywie
Od stanu 22:22 to goście zaczęli przejmować kontrolę. Nina Dano wzięła odpowiedzialność za grę Sävehof, podczas gdy Skuru dotknęły kłopoty. Emma Aarnio musiała zeszkorygować z boiska, co mocno osłabiło linię rozegrania gospodarzy.
Skuru straciło też stabilność w obronie – 17 bramek straconych po przerwie okazało się zbyt dużym obciążeniem, którego zespół nie był w stanie odrobić.
Ważny sygnał przed walką o play-off
Sävehof objęło fotel lidera z punktem przewagi i meczem zaległym nad Önnereds HK. Skuru natomiast nie poprawiło swojej pozycji poza strefą play-off, ale mimo braku punktów wysłało ważny komunikat.
– Rozegrałyśmy cztery mecze z czołowymi zespołami tabeli i przegrałyśmy trzema, jedną i zremisowałyśmy. Coś się u nas dzieje, musimy tylko dalej w to wierzyć – podkreśliła Voutilainen.
Skuru IK – IK Sävehof 28:31 (12:14)
Źródło: handbollskanalen.se

