Rúnar Sigtryggsson objął stery w HSG Wetzlar dwa miesiące temu, zastępując w połowie grudnia Momira Ilica. 53-letni Islandczyk przejął zespół będący czerwoną latarnią Bundesligi i od tamtej pory poprowadził go w pięciu meczach. Bilans? Cztery porażki i jedno zwycięstwo – 33:27 w debiucie przed własną publicznością przeciwko ThSV Eisenach.
Przerwa na mistrzostwa Europy pozwoliła Sigtryggssonu na spokojną pracę z trzonem kadry, choć czterech zawodników w styczniu reprezentowało swoje kraje na turniejach w Afryce, Azji i Europie. Po wznowieniu rozgrywek przyszły jednak dwie porażki – z Füchse Berlin (z którymi Islandczyk zadebiutował jako trener HSG) oraz z TSV Hannover-Burgdorf.
Emocjonalny powrót do przeszłości
Piątkowy wieczór (godz. 19:00, transmisja Dyn) przyniesie starcie pełne emocji. Wetzlar zmierzy się z przedostatnim w tabeli SC DHfK Lipsk – klubem, który Sigtryggsson przejął w listopadzie 2022 roku z zaledwie czterema punktami, by następnie wyprowadzić go na bezpieczne miejsce w środku stawki. W Lipsku Islandczyk pracował do końca ubiegłego sezonu.
„To oczywiście wyjątkowy mecz. Dla obu stron stawka jest ogromna i obie wierzą w swoje szanse" – przyznaje szkoleniowiec. Lipsk zaskoczył wszystkich, wygrywając na początku roku z Hamburgiem, i podobnie jak Wetzlar ma na koncie siedem punktów, choć rozegrał jedno spotkanie mniej. W pierwszym meczu obu drużyn w tym sezonie HSG triumfowała 25:24 – jak dotąd jedyne wyjazdowe punkty zespołu z Wetzlar.
„Piątkowe spotkanie ma dla nas ogromne znaczenie, choć później czekają nas kolejne kluczowe pojedynki z bezpośrednimi rywalami – Minden, Bergischer HC czy Stuttgart" – dodaje Sigtryggsson. W kalendarzu ma też zaznaczoną datę 23 maja, kiedy zmierzy się z synem Andrim Marem Rúnarssonem, występującym w barwach HC Erlangen.
Praca nad głowami zawodników
Przez ostatnie dwa miesiące islandzki trener pracował nie tylko nad taktyką, ale przede wszystkim nad mentalnością zespołu i jego wiarą we własne siły. „Szczerze mówiąc, zaskoczyło mnie, jak pozytywnie wszyscy podchodzą do sytuacji mimo trudnego położenia. Atmosfera jest dobra, chęć do treningów naprawdę duża" – ocenia Sigtryggsson.
Dodaje jednak: „Kiedy wygrywasz tylko jeden mecz z ostatnich piętnastu, to oczywiście odbija się na psychice. A do tego nie masz szczęścia – jak w starciu z Hannoverem, gdy pięć, sześć razy trafiliśmy w słupek".
Gdy w grudniu przyjmował posadę, doskonale wiedział, na co się pisze. Dla niego to było wyzwanie z prawdziwego zdarzenia, połączone z nadzieją na wyciągnięcie drużyny ze strefy spadkowej. „Musimy trzymać się razem jako zespół – i ta spójność naprawdę jest widoczna" – podkreśla. Aktualnie Wetzlar traci trzy punkty do Bergischer HC, który zajmuje przedostatnie, niebarażowe miejsce.
Palicka wzmocnieniem na ostatnią prostą
Od zeszłego tygodnia HSG ma nowy atut w walce o utrzymanie – doświadczonego szwedzkiego bramkarza Andreasa Palickę, który przybył z norweskiego mistrza i uczestnika Ligi Mistrzów, Kolstad Handball.
„On zdecydowanie wypchnie nas do przodu. Nie tylko swoimi interwencjami, ale też doświadczeniem, charyzmą i komunikacją z obroną. Skorzysta na tym zwłaszcza nasz młody środek bloku. Poza tym genialnie rozgrywa piłki na kontrataki" – entuzjazmuje się Sigtryggsson.
Palicka to prawdziwa legenda niemieckiej piłki ręcznej – z THW Kiel zdobył sześć mistrzostw Niemiec i dwa tytuły Ligi Mistrzów, później grał w Rhein-Neckar Löwen i Paris Saint-Germain. W Wetzlar będzie bronił do końca sezonu, po czym przeniesie się do Füchse Berlin.
Nad czym jeszcze trzeba popracować?
Sigtryggsson widzi rezerwy zwłaszcza w defensywie: „Jesteśmy zbyt nierówni, musimy popracować nad stabilnością". W ataku problem leży głównie w wykończeniu akcji: „Wypracowujemy sobie mnóstwo okazji, ale ich nie wykorzystujemy. Jak przeciwko Hannoverowi, gdy bramkarz rywali obronił 17 naszych rzutów".
Kolejnym elementem układanki jest przewaga własnego parkietu. Co prawda HSG wywalczyła pięć ze swoich siedmiu punktów u siebie, ale Sigtryggsson oczekuje więcej: „Domowe zwycięstwo z Eisenach wyraźnie pokazało, jak ważni mogą być kibice. Hala była wtedy kluczowym czynnikiem. Ale jest jasne: drużyna musi najpierw dać fanom powód do dopingu, zanim dostanie coś w zamian. Więc obie strony muszą się wykazać".
Czas na serię w rodzimej hali
Początek domowej serii ma dać właśnie mecz z Lipskiem. Poza Minden, HSG zagra jeszcze u siebie ze wszystkimi bezpośrednimi konkurentami w walce o utrzymanie.
„Mam nadzieję, że Leipzig będzie tą iskrą, która nas zapali. Niekoniecznie jesteśmy faworytem, ale tak jak Lipsk zaskoczył Hamburg, my chcemy teraz zaskoczyć Lipsk. Nie możemy się bać, musimy pokazać charakteru i skupić się na tym, co najważniejsze" – podsumowuje islandzki szkoleniowiec.
Źródło: daikin-hbl.de

