Absurdalne decyzje arbitra głównym tematem meczu
Remis to jedno, ale sposób, w jaki do niego doszło, wzbudził ogromne emocje. Ponownie system wideo był głównym bohaterem - tym razem w negatywnym tego słowa znaczeniu. Para sędziowska Heine/Standke ściągnęła na siebie gniew ponad 10 tysięcy widzów serią kontrowersyjnych decyzji: odgwizdane bramki (jak domniemane wyrównanie á Skipagötu na 23:23), rzuty wolne uznane za wykonane mimo widocznych wątpliwości, oraz niekonsekwentne ocenianie podobnych sytuacji.
Jednak prawdziwą kulminacją był moment z 58. minuty. Rune Dahmke strzelił ważną bramkę na 28:29, a przy jej powstaniu Peter Walz sfaulował Erica Johanssona. Sędziowie zdecydowali się na analizę wideo. Po trzech minutach oglądania powtórek wrócili na parkiet, przeszeptali coś z delegatem Kay Holmem i wysłali Walza na ławkę kar. Jednocześnie... skorygowali wynik na 27:29 z piłką dla gości!
Uzasadnienie? Przed strzałem Dahmkego, jego podający á Skipagötu miał popełnić błąd kroków. W efekcie Kiel otrzymał podwójną karę: anulowano bramkę na 28:29, piłkę oddano Eisenach, a goście dostali gola na 27:30. Decyzja, która być może dla purystów zasad była słuszna, ale która pozostawiła w totalnym oszołomieniu 10 285 widzów, komentatorów telewizyjnych i samych zawodników.
"Niewiarygodne" - westchnął Andreas Wolff. Rune Dahmke narzekał na ostatnie mecze i wyniki: "Biegamy, walczymy, dajemy z siebie wszystko, a na koniec przez takie rzeczy nie możemy iść do przodu. To jakbyśmy grzęźli w ruchomych piaskach".
Á Skipagötu bohaterem pomimo kontrowersji
Co do samej gry: najskuteczniejszym strzelcem gospodarzy był Elias Ellefsen á Skipagötu z ośmioma trafieniami. Zawodnik z Wysp Owczych wszedł na parkiet w 14. minucie i w drugiej połowie wziął grę Kiel na swoje barki. Przekonał zaangażowaniem i miał decydujący udział w zdobyciu punktu. Bramkarz Andreas Wolff, szczególnie w końcówce, był kluczowy dla częściowego sukcesu Kiel.
Warto dodać statystykę, która od trzech lat jest stałym elementem rzeczywistości THW Kiel - lista kontuzjowanych zawsze ma co najmniej jedną pozycję. Oprócz długoterminowo pauzującego Emila Madsena (rehabilitacja po operacji kolana), obecnie brakuje też Verona Nacinovica ze złamanym w meczu z Melsungen nosem. Do tego Petter Överby i trener Filip Jicha podeszli do spotkania z Eisenach będąc chorymi.
Fatalny start gospodarzy
A co z gośćmi? Już w meczu pierwszej rundy, zakończonym 27:27 w Turyngii, zebry miały problemy z bramkarzem ThSV - Matiją Spikiciem. Chorwat kontynuował swoją dobrą formę również w Merkur Ostseehalle, szczególnie w pierwszych 20 minutach był nie do przejścia dla ataków Kiel.
Gospodarze jednak sami sobie nie pomagali - błędy techniczne, zły dobór rzutów i obrona, która grała "na przytulanie". "Połowiczne zaangażowanie" - tak Jicha określił później to, co jego zespół pokazał w pierwszych 20 minutach. Fatalny start pozwolił gościom świetnie wejść w mecz. Szybkie prowadzenie 3:0 dla Eisenach było konsekwencją, choć Lukas Laube po pięciu minutach dał kibicom powód do radości.
Atak THW jednak dalej nie funkcjonował. Paradoksalnie, w osłabieniu Kiel grało lepiej - Nikola Bilyk trafił na 6:7, Johansson wyrównał na 7:7. Czy to był początek dominacji gospodarzy? Wręcz przeciwnie - przez następne dziesięć minut u zebr absolutnie nic nie działało.
Eisenach ucieka na pięć bramek
Bilyk nie znajdował się w środkowej pozycji, jego partnerzy produkowali złe podania i brakowało im ciśnienia z drugiej linii. Eisenach odskoczyło na 9:7. Filip Jicha wprowadził wciąż niedoleczonego á Skipagötu, a chwilę później młodego Rasmusa Ankermanna. Początkowo bez efektu. Bramkarz Spikic nadal był nie do pokonania, Ankermann trafił tylko w poprzeczkę, Bence Imre nie wykorzystał rzutu karnego. Po 20 minutach goście prowadzili już 12:7.
Lukas Zerbe przerwał niewytłumaczalną dziesięciominutową suszę bramkową szybkim atakiem (8:12), a niedługo potem trafił z karnego na 9:12. Ten dystans utrzymał się do przerwy - 13:16 dla gości. Bramki i podania á Skipagötu oraz Laukego Zerbe ograniczyły straty do trzech goli.
Walka zebr o remis
Zaraz po wznowieniu gry Spikic popisał się genialną paradą przeciwko á Skipagötu. Leu podwyższył prowadzenie na 17:13. Eisenach prezentowało nie tylko bardzo fizyczną obronę, ale też mądrą grę w ataku, która nawet przy grożącej biernej grze prowadziła do bramek. Ten styl ThSV działał na nerwy, ale Kiel zaczął wracać do gry. Obrona 3-2-1 zaczęła przynosić efekty.
Zawodnicy wokół Duvnjaka, á Skipagötu, Ankermanna czy Zerbe walczyli niestrudzenie, ale trafiali na przeciwnika, który również nie odpuszczał ani centymetra. Gdy Rune Dahmke trafił dwa razy z rzędu, w 40. minucie było już tylko 17:18 i cała "biała ściana" kibiców stała za plecami gospodarzy.
Niewiarygodna końcówka
Wyrównania jednak nie było. ThSV znów uciekło, również dlatego, że Eisenach wykonało rzut wolny á Skipagötu (który chciał podać piłkę Pekelerowi), choć najwyraźniej nie był on wykonany w miejscu przewinienia, i strzeliło do pustej bramki na 22:19. Wkrótce potem zebry znów się zbliżyły, a Jicha postawił wszystko na jedną kartę.
Nastąpiła absurdalnie emocjonująca końcówka, w której zebry z desperacką odwagą i wbrew wszystkim przeciwnościom wywalczyły remis - trzy bramki w 118 sekund bez utraconego gola. Został wynik, który prawdopodobnie pozostawił niedosyt w obu drużynach.
Głosy po meczu
Filip Jicha, trener THW Kiel: "Chcę tylko przekazać to, co powiedziałem w szatni: nie było w porządku, jak zaczęliśmy ten mecz. To, że weszliśmy w niego z połowicznym nastawieniem. Że Eisenach wszedł w grę, że w pewnym momencie uwierzył, że może tu coś zdobyć i to podkręciło ich wydajność - to była nasza odpowiedzialność. I to nie jest zgodne z tym, co wcześniej zostało powiedziane. Dziś był mecz, w którym należało słowom dać czyny. Zależy mi, żeby nie skupiać się na tym, jak na koniec zdobyliśmy punkt i jak do tego doszliśmy. Zależy mi, żeby mówić tylko o tych pierwszych 20 minutach, w których przegrywaliśmy pięcioma bramkami. To nie może się zdarzyć i jest rozczarowujące, że mimo tej wspaniałej atmosfery w Wielką Sobotę nie zrobiliśmy tego lepiej. To skłania mnie do przemyśleń".
Sebastian Hinze, trener ThSV Eisenach: "Jestem mega szczęśliwy, że zabieramy stąd punkt. W pierwszej połowie dobrze broniliśmy, w ataku stworzyliśmy dobre sytuacje przeciwko obronie 6-0. Z tyłu Spikic i nasza obrona byli rewelacyjni. W drugiej połowie mieliśmy gigantyczne problemy w ataku przeciwko 3-2-1, ale dobrze, że Spikic nadal był na posterunku i dobrze zorganizowaliśmy cofanie się. Potem przy grożącej biernej grze ostatnią piłką trafialiśmy do bramki, ale mimo to mieliśmy sporo stresu. Komplementy dla mojego zespołu za ten punkt".
Źródło: daikin-hbl.de
