Bolesna porażka z faworyzowanymi Węgrami
Piątkowe otwarcie turnieju zakończyło się dla polskich szczypiornistów dotkliwą przegraną z reprezentacją Węgier aż osiem bramek – 21:29. Choć przed meczem rywale byli typowani jako jeden z głównych kandydatów do tytułu, w polskim obozie przeważa rozczarowanie własną postawą. Kadra Joty Gonzaleza zbyt łatwo pozwoliła przeciwnikom na dominację. Dodatkowym ciosem była bezpośrednia czerwona kartka dla Wiktora Jankowskiego, który będzie pauzował przez dwa spotkania. W jego miejsce do składu dołączył Sebastian Kaczor.
Nieprzespana noc sztabu i zawodników
Porażka ciężko odbiła się na psychice zespołu. Rozgrywający Michał Daszek w wypowiedzi dla związku przyznał, że zarówno dla niego, jak i większości kolegów z drużyny, noc po meczu była bardzo trudna. Zwrócił uwagę, że Węgrzy nie zaprezentowali się w szczytowej formie, przez co wynik mógł być korzystniejszy. Zaznaczył jednak, że zespół nie wyznaczył sobie wysokich standardów gry i trzeba patrzeć w przyszłość, koncentrując się na nadchodzącym starciu z Islandczykami.
Również hiszpański trener Jota Gonzalez przeżywał rezultat i nie zmrużył oka przez całą noc. Szkoleniowiec, choć spodziewał się trudnego meczu z wybitnym przeciwnikiem, nie ukrywał zawodu. Wskazał na nadmiar błędów i niewystarczającą skuteczność w prostych sytuacjach. Pochwalił natomiast pracę defensywy, ale podkreślił konieczność znaczącej poprawy w ofensywie.
Starcie z Islandią zadecyduje o losach Polaków
Niedzielne spotkanie z Islandią ma charakter decydujący – oficjalny portal związku określił je mianem meczu "o być albo nie być". Z każdej grupy do kolejnej rundy przechodzą dwie najlepsze reprezentacje. Polacy stanęli przed wymogiem zwycięstwa po tym, jak ich rywal rozbił Włochów różnicą trzynastu bramek. Porażka w tym pojedynku, przy jednoczesnym spodziewanym zwycięstwie Węgrów, przekreśli szanse na awans, pozostawiając jedynie honorowe starcie z ekipą włoską.
Seria nieudanych starć z rywalem z wyspy
Islandczycy to niezwykle niewygodny przeciwnik dla polskiej kadry. Ostatnie zwycięstwo nad tą drużyną polscy szczypiorniści odnieśli w 2008 roku podczas eliminacji olimpijskich, jeszcze za kadencji Bogdana Wenty. Od tamtego czasu, mimo nielicznych spotkań, Biało-czerwonym nie udało się wygrać ani razu. Szczególnie bolesna była porażka w 2010 roku, gdy o brązowy medal mistrzostw Europy przesądziła trzybramkowa przewaga rywali z północy.
Gwiazdy w szeregach faworizowanej Islandii
Reprezentacja Islandii, choć nie powtarza już sukcesów sprzed lat, dysponuje zawodnikami najwyższej klasy. W składzie znaleźli się triumfatorzy Ligi Mistrzów Omar Magnusson i Gisli Kristjansson, a także Elvar Jonsson. Polskim kibicom znani są Haukur Thrastarsson i Viktor Hallgrimsson, którzy występowali w rodzimych rozgrywkach. To czyni Islandczyków faworytem niedzielnego pojedynku, jednak polski zespół deklaruje walkę do końca.
Polacy gotowi do poświęcenia
Michał Daszek podkreślił, że reprezentacja nie ma już nic do stracenia. Zapowiedział maksymalne zaangażowanie, by po zakończeniu spotkania każdy zawodnik mógł z czystym sumieniem spojrzeć w lustro i stwierdzić, że oddał wszystko na parkiecie. Kluczem ma być utrzymanie wysokiego poziomu gry defensywnej, minimalizacja własnych pomyłek oraz zwiększenie skuteczności w dogodnych sytuacjach, których w meczu z Węgrami zmarnowano zdecydowanie zbyt wiele.
Bramkarz Miłosz Wałach zwrócił uwagę na charakterystykę gry Islandczyków, którzy często bazują na pojedynkach jeden na jeden. Spodziewa się licznych rzutów z sześciu metrów oraz nieprzewidywalnych prób z dystansu, co wymaga stałej koncentracji przez pełne sześćdziesiąt minut. Jako atut polskiej defensywy wskazał silnych zawodników w środku bloku, co może zmuszać przeciwników do oddawania gorszej jakości rzutów.
Źródło: sport.interia.pl
