Przed czwartkowym starciem z Nantes w Lidze Mistrzów Nedim Remili podzielił się swoimi przemyśleniami na temat europejskich ambicji Veszprému oraz emocji związanych z powrotem do Francji. Prawy rozgrywający przybył na Węgry trzy lata temu, a na początku tego sezonu przedłużył kontrakt do 2029 roku z opcją na kolejny rok.
"Projekt stale się rozwija, staramy się poprawiać, aby zdobyć wielki tytuł – Ligę Mistrzów" – wyjaśnia francuski zawodnik.
Szczególna presja w pogoni za marzeniem
Jednak dążenie do świętego Graala wiąże się ze szczególną presją w klubie, który od zawsze poluje na to trofeum. "Oczekiwania są coraz wyższe. To presja, której nie czuje się nigdzie indziej, bo jest naprawdę wyjątkowa. Klub, który tak długo utrzymywał się na najwyższym poziomie w Europie, ale niestety nigdy nie wygrał największych europejskich rozgrywek" – przyznaje Remili.
Mimo to Francuz akceptuje tę sytuację: "Jak często mówią najwięksi sportowcy – mieć presję to przywilej."
Poziom Ligi Mistrzów jest niedoceniany
Zdaniem reprezentanta Francji poziom Ligi Mistrzów bywa często bagatelizowany. "Zbyt mocno etykietujemy drużyny. Dziś nie ma boiska, na którym łatwo się gra, w każdej drużynie jest talent" – podkreśla.
Remili odmawia hierarchizowania rywali: "Wygrać jedną bramką z Berlinem jest tak samo trudne jak wygrać ze Sportingiem czy Bukaresztem. Trzeba oglądać mecze, a nie tylko wyniki, i okazywać więcej szacunku wszystkim zespołom."
Veszprém zajmuje trzecie miejsce w grupie, ze stratą pięciu punktów do drugiej pozycji i dwoma meczami do rozegrania. Węgrzy będą musieli przejść przez play-offy, by awansować do ćwierćfinału. Remili relatywizuje jednak znaczenie miejsca w czołowej dwójce: "Nie ma już absolutnej prawdy o byciu pierwszym czy drugim. W zeszłym roku skończyliśmy grupę na pierwszym miejscu i w ćwierćfinale trafiliśmy na Magdeburg – przyszłych mistrzów."
Cel: Final Four
Z Veszprémem Nedim Remili marzy o powrocie do Final Four, w którym uczestniczył raz – z Paris Saint-Germain w 2021 roku. Wygrał wszystko oprócz Ligi Mistrzów. "Final Four to naprawdę coś wyjątkowego, w ten weekend wszystkie oczy na całym świecie zwrócone są na ten turniej. To niesamowite wydarzenie. Chcemy tam wrócić, pojechać i wygrać."
Powrót do Francji zawsze jest wyjątkowy
Dla Nedima Remilego i jego francuskich kolegów z klubu (Hugo Descat i Yanis Lenne) powrót do Francji pozostaje czymś szczególnym. "Grać we Francji to nigdy nie jest zwykły mecz. Przez kilka lat narzekaliśmy, że tam nie gramy. Dla nas, którzy gramy za granicą, dobrze jest wrócić przed francuską publicznością" – mówi zawodnik.
Przyjęcie Francuzów z Veszprému jest zazwyczaj ciepłe. "Często jesteśmy bardzo dobrze witani, to naprawdę bardzo przyjemne. Kiedy zaczyna się mecz, jest inaczej, co jest całkowicie normalne. Ale na początku czujemy szczególne powitanie dla Francuzów."
Gorąca atmosfera w Nantes
W starciu z HBC Nantes Nedim Remili spodziewa się świetnej atmosfery. "To zawsze bardzo zacięte mecze, gdzie publiczność dopisuje – czy to w lidze, czy w pucharach europejskich. To drużyna, która potrafi się połączyć ze swoją publicznością, z takimi zawodnikami jak Thibaud Briet."
Pod względem sportowym francuski reprezentant przewiduje intensywne spotkanie z "dużym zaangażowaniem – to naprawdę zespół, który zwłaszcza u siebie wkłada ogromną energię, gdy ta atmosfera ich podkręca. Graliśmy w halach, gdzie było równie gorąco, i potrafiliśmy się trzymać. Mamy nadzieję, że w czwartek szczęście będzie po naszej stronie."
Źródło: handnews.fr

