Klub z ponad stuletnią tradycją
Redbergslids IK założono w 1916 roku, a już trzy lata po powołaniu pierwszej sekcji piłki ręcznej - w 1933 roku - klub sięgnął po pierwsze mistrzostwo Szwecji. W kolejnych dekadach "białe elegantki", jak nazywa się drużynę, regularnie dominowały w krajowych rozgrywkach. Do dziś klub zdobył 20 tytułów mistrzowskich, co czyni go najbardziej utytułowanym szwedzkim klubem w historii piłki ręcznej mężczyzn.
Złota era klubu przypadła na lata 1995-2004, kiedy RIK rozegrał dziesięć kolejnych finałów mistrzostw Szwecji, zdobywając siedem z nich. Jednak spośród wszystkich tych sezonów to właśnie kampania 2002/03 uznawana jest za absolutny szczyt możliwości tej drużyny.
Gwiazdy na parkiecie
Wystarczy spojrzeć na skład z tamtego sezonu, by zrozumieć, dlaczego historycy piłki ręcznej mówią o tym zespole z takim nabożeństwem. W barwach Redbergslidu grali wówczas między innymi: Martin Boquist, Magnus Wislander, Henrik Lundström, Martin Frändesjö, Magnus Jernemyr, Dan Beutler i Fredrik Lindahl. To był prawdziwy dream team.
Jasmin Zuta, dziś ceniony trener Redbergslidu, a w latach 1997-2002 zawodnik klubu, wspomina, że fundamenty pod ten sukces kładziono znacznie wcześniej. - Reine Pedersen przejął drużynę w sezonie 1985/86 i od samego początku było jasne, że jego obsesją jest Europa. Podnosił poprzeczkę każdego dnia, wymagał maksimum od siebie i od innych - mówi Zuta.
Dominacja w lidze
W sezonie 2002/03 RIK dosłownie rozjechał rywali w szwedzkiej lidze. Po rundzie jesiennej klub prowadził z ośmiopunktową przewagą nad drugim IFK Ystad. Wiosną przewaga jeszcze wzrosła - po zakończeniu fazy zasadniczej RIK miał już 14 punktów więcej od wiceliderującego IK Sävehof.
W fazie play-off historia wyglądała podobnie. Redbergslid wyeliminował kolejno: Guif w ćwierćfinale (3:0 w meczach), IFK Skövde w półfinale (3:0) i na koniec rozbił Drott w finale, wygrywając wszystkie trzy spotkania - odpowiednio o 7, 7 i 5 bramek. Największą indywidualną gwiazdą finałowej serii był Martin Boquist.
- Finał pamiętam bardzo dobrze, bo wygraliśmy dość spokojnie, jeśli mam być szczery - przyznaje Henrik Lundström, ówczesny zawodnik, a dziś dyrektor sportowy klubu.
Europejska przygoda - postrach dla rywali
Prawdziwym sprawdzianem tamtego zespołu była jednak rywalizacja w Pucharze Zdobywców Pucharów. RIK dotarł do finału, pokonując po drodze gigantów europejskiej piłki ręcznej.
W ćwierćfinale Redbergslid wyeliminował Chambéry, w którego składzie znajdował się między innymi Daniel Narcisse. Prawdziwym popisem była jednak półfinałowa konfrontacja z niemieckim TBV Lemgo - ówcześnie jedną z najlepszych drużyn świata, słynącą z błyskawicznego kontratakowania i szybkiej gry przejściowej.
- Wszyscy zastanawiali się przed meczem, jak dać radę Lemgo, skoro cały Bundesliga szedł z nimi jak burza. Odpowiedź była prosta: kontratakować jeszcze szybciej niż oni, biegać jeszcze więcej. I to zadziałało, bo Niemcy nie byli przyzwyczajeni do rywala, który narzuca im własne tempo - opowiada Zuta.
Lundström, jeden z najlepszych zawodników Redbergslidu w obu meczach z Lemgo, wspomina tamte chwile jako swoje najmocniejsze wspomnienie z całego sezonu. - Kiedy zagraliśmy przeciwko nim ich własną bronią, wyraźnie wpadli w osłupienie. To była wspaniała piłka ręczna - mówi z uśmiechem.
W ostatniej chwili przed meczem z powodu choroby wypadł Magnus Jernemyr. Zastąpił go Lars Bernhardsson, który na prawej rozgrywce stłumił indywidualnie groźnego Marca Baumgartnera, uznawanego za jednego z najlepszych strzelców na świecie. - To nadal jest klasyczna historia, którą wspomina się przy każdym spotkaniu z Lassem - zaznacza Lundström.
Finał z Ciudad Real i gorzko-słodki smak porażki
W finale RIK trafił na Ciudad Real, drużynę prowadzoną przez legendarnego Talanta Dujshebaeva. W składzie Hiszpanów znajdowali się ponadto Jonas Källman, Alberto Entrerríos i Hussein Zaky. To była absolutna śmietanka europejskiej piłki ręcznej tamtych lat.
- To był początek złotej ery Ciudad Real i Talant rządził wszystkim. Ja sam w meczu wyjazdowym rzuciłem jedenaście bramek, ale w rewanżu w Scandinavium chyba osiem razy pudłowałem z czystej pozycji. Trochę mnie wtedy wyłączyło - śmieje się Lundström.
Mimo porażki w finale sam awans do decydującego meczu europejskiego pucharu był ogromnym sukcesem. Jak podkreślają byli zawodnicy, klub zapłacił za tę ambitną kampanię wysoką cenę finansową, ale wspomnienia pozostały na zawsze.
Najlepszy szwedzki klub wszech czasów?
- Jak spojrzy się na skład, jaki mieliśmy, to nie mam wątpliwości. Jestem pewien, że nie przegralibyśmy z żadnym z najlepszych szwedzkich zespołów w historii - stwierdza Lundström.
Zuta dodaje: - RIK 2003 był efektem niesamowicie długiej i ciężkiej pracy. Ola Lie mawiał, że pamiętał czasy z lat 70., gdy jeździli po Europie i wszędzie obijali się o ściany. Ale gdy on i Reine zaczęli razem pracować, wszystko ruszyło z miejsca.
Recepta na sukces była złożona: wizjonerski sztab szkoleniowy, doskonała kultura klubowa, wyjątkowi liderzy szatni - przede wszystkim Boquist - oraz niezłomna ambicja, by pokonać Europę. Sezon 2002/03 pozostaje do dziś symbolem największej potęgi szwedzkiej piłki ręcznej klubowej.
Źródło: handbollskanalen.se





