PSG potrzebowało całego meczu, by okiełznać ambitne Chambéry
Zaledwie sześć dni po zdobyciu Trophée des Champions kosztem Montpellier paryżanie ruszyli do boju o ligowe punkty. Wyjazdowe starcie z Chambéry nie należało do łatwych - kibice wypełnili halę Phare po brzegi, a gospodarze od pierwszych minut dawali do zrozumienia, że nie zamierzają grać statystów.
Przez długi czas mecz toczył się pod dyktando Sabaudczyków. W 20. minucie prowadzili już 11:9, a wielką rolę odgrywał między słupkami Roberto Rodríguez Lario, który skończył mecz z aż 16 obronionymi rzutami. Paryżanie znaleźli jednak odpowiedź jeszcze przed przerwą - serią 6:1 wyszli na prowadzenie 16:13 i z takim wynikiem zeszli do szatni.
Po zmianie stron Chambéry wciąż stawiało zacięty opór. W 40. minucie były zawodnik PSG Gautier Loredon (5 bramek, skuteczność 83%) doprowadził do stanu 19:20, a w 52. minucie padło nawet wyrównanie na 27:27. Ostatecznie jednak klasa i doświadczenie ekipy z Paryża wzięły górę - końcowe 32:29 dla PSG to dobry prognostyk na resztę sezonu.
Limoges górą, ale Saint-Raphaël długo nie dawało za wygraną
To było prawdziwe starcie ligowych potęg - czwarty kontra piąty zespół poprzedniego sezonu. Limoges grało przed własną publicznością i od połowy pierwszej odsłony zdecydowanie przejęło kontrolę nad spotkaniem. Świetny w ataku był Maxime Ogando (6 bramek, 86% skuteczności), a przy kiepskiej grze rywali w ataku gospodarze doszli do przerwy z wygodną zaliczką 19:12.
Po powrocie z szatni podopieczni Alberta Entrerriósa podwyższyli prowadzenie do 27:18 i wydawało się, że sprawa jest zamknięta. Tymczasem Saint-Raphaël weszło w imponujący comeback - kluczową rolę odegrał Antonin Mohamed, który bezbłędnie wykonał wszystkie sześć rzutów karnych i w 58. minucie zrobiło się 31:33. Nerwy w końcówce były solidne, lecz Tom Pelayo, debiutujący w nowych barwach, strzelił swoje pierwsze bramki dla Limoges i przypieczętował zwycięstwo 36:31.
Montpellier bez litości dla Chartres
Po boleśnie przegranym finale Trophée des Champions piłkarze ręczni Montpellier wyszli na boisko z wyraźną potrzebą rewanżu na kimkolwiek. Chartres niestety trafiło na nich w najgorszym możliwym momencie - wynik 41:22 mówi sam za siebie. Bohaterem meczu był bramkarz Charles Bolzinger, który obronił aż 15 rzutów (43% skuteczności). Pierwsze ligowe zwycięstwo zaliczone bezboleśnie.
Nîmes nie odpuszcza i kradnie punkty Cessonu
Prawdziwy thriller rozegrał się w Cesson. Dla Guillaume'a Sauriny był to debiut na ławce trenerskiej Nîmes i nowy szkoleniowiec z pewnością przeszedł solidny chrzest bojowy. W 55. minucie Cesson prowadziło 31:28 i zdawało się, że ma trzy punkty w kieszeni.
Jednak Nîmes nie złożyło broni. Napędzani przez Hugo Kamtchopa Barila, byłego zawodnika gospodarzy, który spisał się fenomenalnie (10 rzutów, 10 bramek - idealna skuteczność!), goście odwrócili losy meczu w ostatnich minutach i wygrali 34:32. Lepszego scenariusza na inaugurację sezonu nie można było sobie wymarzyć.
Źródło: handnews.fr





