Wysoka wygrana lidera z Paryża
Spotkanie dwóch najlepszych defensyw w lidze rozpoczęło się od dużej intensywności, ale obie drużyny miały spore problemy w ataku. Po 17 minutach na tablicy widniał skromny wynik 7:4 dla PSG. Tuluzańczycy mieli ogromne kłopoty ze skutecznością, ale dzięki solidnej obronie utrzymywali kontakt z rywalem. Paryżanie bezlitośnie wykorzystywali każdą szansę, zwłaszcza gdy goście tracili piłki w grze w przewadze.
Pod koniec pierwszej połowy rotacje wprowadzone przez trenera Stefana Madsena przyniosły wyraźną różnicę. PSG zaczął odjeżdżać rywalom, schodząc do szatni przy wyniku 15:9.
Po przerwie koszmar Tuluzy się pogłębił. Trzy pierwsze ataki zakończyły się trzema stratami, a Paris bezlitośnie to wykorzystywało. Doskonale dysponowany Mikkel Lovkvist, który już w pierwszej połowie spisywał się świetnie, w sumie zaliczył 17 obron, dając kolegom z drużyny możliwość demolowania bezradnego rywala.
Ciekawostką meczu jest fakt, że wszystkich 14 zawodników polowych Tuluzy wpisało się na listę strzelców. Jednak przy zaledwie 43% skuteczności w ataku goście nie mieli żadnych szans z liderem rozgrywek. Końcowy wynik 39:21 nie pozostawia złudzeń co do przewagi PSG.
Nantes kontroluje spotkanie mimo problemów
W zachodniej Francji drużyna Nantes nie od razu objęła kontrolę nad meczem. Gospodarze nerwowo rozpoczęli spotkanie, a kontuzja Aymerica Minne w pierwszych minutach jeszcze bardziej skomplikowała sytuację. Rewelacyjnie dysponowany Kubańczyk Alejandro Romero pozwalał gościom utrzymywać remis przez pierwszą kwartę gry (6:6 w 16. minucie).
W tym momencie zespół z Dunkirk wszedł w fatalną passę. Zawodnicy prowadzeni przez Yohana Delattre'a nie nadążali w obronie za szybkimi akcjami gospodarzy i byli wielokrotnie karani. Kulminacyjnym momentem była czerwona kartka dla Bence'a Szucsa. Nantes wykorzystało zamieszanie u rywali i zafundowało im serię 9:1, budując komfortową przewagę przed przerwą (15:7 w 30. minucie).
Po zmianie stron w bramce gości stanął Mehdi Harbaoui, który świetnie zastąpił Romero, notując 10 obron. Dzięki niemu Dunkirk nie pozwalało się odjeżdżać na zbyt dużą odległość (22:18 w 45. minucie). Po stronie gospodarzy niemal cały mecz rozegrał Thibaut Briet, ze względu na brak rotacji na pozycji rozgrywającego.
Nantes kontrolowało przebieg spotkania do końcowego gwizdka, wygrywając ostatecznie 26:22. Goście mimo porażki mogą być zadowoleni z walecznej postawy, którą zaprezentowali pomimo licznych wykluczeń czasowych i aż trzech czerwonych kartek.
Źródło: handnews.fr

