Elohim Prandi od najmłodszych lat zachwycał widowiskowymi akcjami – zarówno w reprezentacji Francji, USAM Nîmes, jak i obecnie w Paris Saint-Germain. Większość z nich to piorunujące strzały z dystansu, po których bramkarze pozostają bez szans. „Nie zaprzeczam, że potrafię mocno strzelać. Ale jestem czymś znacznie więcej i frustruje mnie, gdy ludzie widzą we mnie tylko maszynę do strzałów" – mówi 27-latek.
Geny i fundament
Prandi ma piłkę ręczną we krwi – oboje rodzice byli reprezentantami kraju. „Tata był świetnym strzelcem i choć nie jestem tak wielki jak on, to z pewnością to pomogło ukształtować zawodnika, którym jestem dziś" – przyznaje. Od matki, Mezueli Servier, odziedziczył atletyzm, szybkość i znakomity wyskok.
Jednak surowy diament wymagał oszlifowania. „Pierwszą rzeczą, którą robiłem na boisku, była obrona" – wspomina. „Zawsze to kochałem – możliwość zniszczenia akcji ofensywnej jednym zagraniem. To jak walka jeden na jeden, gra w grze. Nawet jeśli wygrałeś pierwsze pięć rund, nie oznacza to, że wygrasz szóstą".
Przełom w PSG
Kiedy Prandi trafił do Paryża, ówczesny trener Raul Gonzalez kazał mu bronić na skrzydle. „Może myślał, że nie jestem wystarczająco dobry, nie wiem. Ale cieszę się, że mogę teraz udowodnić, że potrafię bronić na swojej pozycji".
W ofensywie również Gonzalez miał kluczowy wpływ na rozwój Francuza. „Oglądałem mnóstwo nagrań, żeby lepiej czytać obronę i być konsekwentnym przez cały mecz" – wyjaśnia Prandi.
W ostatnich sezonach jego gra przeszła wyraźną ewolucję. „Kiedyś byłem zawodnikiem-impaktem, takim X-faktorem, który wchodził na 15 minut, strzelał kilka bramek i dorzucał asysty" – wspomina czasy w Nîmes (2017–2020). „Teraz jestem zawodnikiem uniwersalnym. Tak, mogę zdobyć 10 goli w jednym meczu, ale w następnym mogę strzelić trzy i dać 10 asyst".
Drugi najlepszy strzelec Ligi Mistrzów
Prandi jest obecnie drugim najskuteczniejszym strzelcem w Machineseeker EHF Champions League 2025/26. „Jestem z tego dumny, ale to nie jest osiągnięcie samo w sobie" – podkreśla. „Czuję, że jestem teraz bardziej wszechstronny niż kiedykolwiek wcześniej. Jestem dokładniejszy i lepiej czytam sytuacje. Nie jestem idealny, ale łatwo znajduję teraz właściwą równowagę".
Decydujące momenty
Prandi uwielbia przejmować odpowiedzialność w ostatnich minutach wyrównanego meczu. „Tego właśnie chcę, nie uciekam. Nie boję się spudłować ani wziąć spraw w swoje ręce" – zapewnia.
W kluczowych momentach stara się „wrócić do podstaw swojej gry i nie przesadzać". „Musisz zachować spokój, dostosować się do systemu defensywnego i próbować najlepszych rozwiązań. Im więcej grasz w takich sytuacjach, tym lepszy się w tym stajesz".
„Wciąż uważam za szokujące, że niektórzy widzą we mnie tylko byka, który potrafi tylko ciskać betonowymi blokami znikąd" – podsumowuje. „Naprawdę uważam, że moja fizyczność to tylko część mnie i że mam na boisku znacznie więcej do zaoferowania".
Źródło: eurohandball.com
