Podwójny warunek do spełnienia
Przed rozpoczęciem piątkowych spotkań sytuacja polskiej kadry była jasna – aby zachować możliwość gry w półfinale EHF Euro Cup 2026, konieczne było zwycięstwo w wyjazdowym meczu ze Słowacją oraz korzystny wynik z Bukaresztu, gdzie Norwegia mierzyła się z Rumunią. W stolicy Rumunii mistrzynie świata szybko rozwiały wszelkie wątpliwości, wygrywając pierwszą połowę aż 24:9. Pozostało więc zadanie dla polskiego zespołu, który tym razem nie mógł liczyć na obecność trenera Arne Senstada.
Senstad w szpitalu, Wdowiak w bramce
Główny szkoleniowiec reprezentacji Polski przed wylotem trafił do norweskiego szpitala, dlatego zespół prowadził zastępczo Adrian Struzik, wspierany przez Heidi Loke, niegdyś wybitną obrotową. W spotkaniu rozgrywanym w miejscowości Šala od początku kapitalnie spisywała się w bramce Paulina Wdowiak, jednak mimo to biało-czerwone długo nie mogły wyraźniej zdystansować najsłabszej ekipy w stawce.
Nerwowy początek i stracona szansa
W dziesiątej minucie był jeszcze remis 4:4 po trafieniu Martiny Popovcovej. Następnie przez niemal jedenaście minut Słowaczki nie zdobyły żadnej bramki, ale Polska nie wykorzystała tej okazji do wyraźnego odsunięcia rywalek. Dwukrotnie bramkę zdobyła Magda Balsam, raz Paulina Noga, a przewaga wyniosła jedynie 7:4. Po przełamaniu passy przez Karin Bujnohova, Słowacja nawet wyszła na prowadzenie 10:9 w 27. minucie.
Gadzina po dziewięciu latach przerwy
Na szczęście był to ostatni moment niepewności w całym spotkaniu. Świetnie zaprezentowała się Joanna Gadzina, która do kadry wróciła po dziewięcioletniej przerwie – jej poprzednim występem w narodowych barwach był mecz o brązowy medal mistrzostw świata w 2015 roku. Obecnie 33-letnia zawodniczka zdobyła przed przerwą trzy bramki, skuteczna była również Balsam, dzięki czemu Polska zeszła do szatni z wynikiem 13:10.
Kontrola wydarzeń po przerwie
Druga połowa przyniosła wreszcie oczekiwaną przewagę pięciu-sześciu goli, pozwalającą mówić o pełnej kontroli wydarzeń na parkiecie. Na kwadrans przed końcem różnica wynosiła pięć bramek (22:17), a sześć minut później już siedem (26:19). Ostatecznie polskie piłkarki ręczne triumfowały 34:21, podczas gdy Norwegia w Bukareszcie zwyciężyła aż 45:25.
Walka o półfinał w niedzielę
Idealny scenariusz się spełnił. Po czterech kolejkach Polska miała zaledwie dwa punkty, Rumunia zaś sześć, ale teraz sytuacja całkowicie się zmieniła. Za niespełna osiem miesięcy reprezentacja Polski zagra w finałach mistrzostw Europy jako jeden z pięciu organizatorów imprezy, która cztery lata temu została odebrana Rosji. W ramach przygotowań stworzono rozgrywki EHF Euro Cup 2026 z dwiema grupami po cztery zespoły. Węgry, Dania i Norwegia to trzej faworyci, a o czwarte miejsce w półfinale walczą właśnie Polki i Rumunki. W niedzielę w Radomiu dojdzie do bezpośredniego starcia o drugą pozycję w grupie 1, a nasz zespół będzie potrzebował zwycięstwa.
Źródło: sport.interia.pl
