Kadra prowadzona przez Arne Senstada znalazła się w sytuacji bez prawa do błędu. Po czterech meczach grupowych Polki mają na koncie zaledwie dwa punkty i bilans bramkowy minus dwadzieścia. To efekt jednego zwycięstwa – właśnie nad Słowacją w Mielcu (28:20) – oraz trzech porażek: z Rumunią na wyjeździe (29:34) i dwóch z aktualnymi mistrzyniami świata Norweżkami (24:31 oraz 16:32).
Skomplikowana matematyka awansu
Do wrześniowego Final4 awansują po dwie najlepsze drużyny z każdej grupy. Dla Polski oznacza to, że środowe spotkanie to prawdziwy mecz o być albo nie być. Samo zwycięstwo nad Słowacją nie wystarczy – Biało-Czerwone muszą jednocześnie liczyć na triumf Norwegii w starciu z Rumunią. Oba pojedynki rozpoczną się równolegle o 18:00.
Jeśli oba te warunki zostaną spełnione, ostateczne rozstrzygnięcie przyniesie niedzielny mecz z Rumunią w Radomiu, zaplanowany na 12 kwietnia, również na godzinę 18:00. To właśnie wtedy może zapaść werdykt w sprawie udziału Polski w turnieju finałowym.
Senstad poza kadrą, Kobylińska blisko rekordu
Przygotowania do kluczowego starcia rozpoczęły się w niedzielę 5 kwietnia w Szczyrku. We wtorek szesnastoosobowa kadra wyruszy do słowackiej Sali. Niestety, ze względów zdrowotnych w pierwszej części zgrupowania nie uczestniczy selekcjoner Arne Senstad.
Środowy pojedynek może zapisać się w historii z jeszcze jednego powodu. Kapitan reprezentacji Monika Kobylińska jest o dwa trafienia od magicznej granicy 500 goli w barwach narodowych. Z kolei dla skrzydłowej Joanny Gadziny może to być wyjątkowy powrót – ostatni raz w kadrze zagrała ponad dekadę temu.
Słowacja to wygodny rywal – przynajmniej statystycznie
Historia bezpośrednich starć zdecydowanie przemawia na korzyść Polek. Z 37 dotychczasowych spotkań aż 29 zakończyło się triumfem Biało-Czerwonych, dwukrotnie był remis, a jedynie sześć razy górą były Słowaczki.
Ostatnie spotkanie w Mielcu w połowie października ubiegłego roku pokazało polską dominację. Zwycięstwo 28:20 było efektem przede wszystkim znakomitej gry obronnej, która pozwoliła szybko wypracować bezpieczną przewagę. W ataku błyszczała Magda Balsam z dziesięcioma trafieniami, a w bramce nie do przejścia była Adrianna Płaczek, która obroniła 41 procent rzutów.
Kim są rywalki?
Słowaczki to zespół ciągle budujący swoją międzynarodową pozycję. Nigdy nie zagrały w igrzyskach olimpijskich, a ich najlepszy wynik na mistrzostwach świata to 26. miejsce z 2021 roku. Na europejskich czempionatach nie radzą sobie lepiej – w 2024 roku zajęły 24. lokatę.
Kadrę opierają głównie na młodych zawodniczkach z rodzimej ligi. Największym zagrożeniem w obecnych rozgrywkach jest prawa rozgrywająca Barbora Lancz z MTK Budapest, autorka 21 bramek w turnieju i pięciu trafień w meczu w Mielcu. Najbardziej doświadczoną postacią w składzie pozostaje Karin Bujnochová z HK Slovan Duslo Šaľa, która w przeszłości reprezentowała barwy KGHM Zagłębia Lubin.
Pierwsze rozstrzygnięcia w walce o Final4 poznamy już w środowy wieczór. Polki muszą wygrać – innego scenariusza po prostu nie ma.
Źródło: superligakobiet.pl
