Trzeci mecz, trzecia porażka. Tak w skrócie można podsumować występ naszej kadry na niemieckich parkietach. Po przegranej z Węgrami i Islandią przyszedł czas na starcie z Włochami, którzy – podobnie jak my – nie mieli już szans na awans do fazy pucharowej. Stawką był jednak honor, trzecie miejsce w grupie F oraz lepsza pozycja w końcowej klasyfikacji całego czempionatu.
Włosi po raz pierwszy w historii wygrali mecz na EURO
Nasz wtorkowy rywal może pochwalić się niemałym osiągnięciem – to pierwszy raz, kiedy Italii udało się zakwalifikować do mistrzostw Europy w uczciwej sportowej walce. Zespół, który dotąd gościł na handballowych salonach sporadycznie, tym razem przyjechał z ambicjami. W składzie reprezentacji zza Brenneru znalazło się kilku zawodników grających na co dzień w niemieckiej Bundeslidze i francuskiej LNH, co dawało im spore możliwości.
Jota Gonzalez zdecydował się na jedną zmianę w porównaniu do meczu z Islandią. Do wyjściowej siódemki powrócił Damian Przytuła, zajmując miejsce Ariela Pietrasika.
Wyrównany początek i jubileusz Daszka
Pierwszą bramkę spotkania zapisał na swoim koncie Piotr Jędraszczyk, ale Włosi natychmiast odpowiedzieli. Ich agresywna obrona 3:3 z czterema rozgrywającymi na parkiecie sprawiała nam spore problemy. Polacy starali się przeciwstawić solidną defensywą w ustawieniu 6-0 i cierpliwą grą w ataku pozycyjnym. Efekt? Wyrównane otwarcie meczu i remis 5:5 po dziesięciu minutach.
Około kwadransa gry nasza kadra pierwszy raz wypracowała sobie dwubramkowe prowadzenie. Skutecznie z karnego trafił Piotr Jarosiewicz (7:5), a chwilę później wynik podwyższył Michał Daszek. Dla doświadczonego rozgrywającego była to bramka jubileuszowa – 400. w narodowych barwach. Daszek został dwudziestym szczypiornistą w dziejach polskiej piłki ręcznej, któremu udało się przekroczyć tę magiczną granicę.
Włosi odrabiają straty, Przytuła z czerwoną kartką
Rywale szybko wrócili do gry. Simone Mengon wziął sprawy w swoje ręce i w 20. minucie doprowadził do wyniku 9:10. Niedługo potem Andrea Parisini wyrównał na 10:10. Włosi regularnie wysyłali naszych zawodników na ławkę kar – dwuminutowe kary obejrzeli między innymi obaj bracia Gębala.
Mengon nie zwalniał tempa, a Polacy kompletnie się zacięli w ofensywie. Od stanu 10:7 dla nas nie potrafiliśmy przez kilka minut zdobyć ani jednej bramki. Włosi wykorzystali ten moment i pięcioma trafieniami z rzędu wyszli na prowadzenie 12:10 w 25. minucie. Jeszcze gorzej się stało, gdy czerwoną kartkę za faul w ataku zobaczył Damian Przytuła.
Na szczęście Biało-Czerwoni zdołali się podnieść. Mikołaj Czapliński przerwał fatalną passę dwoma golami i doprowadził do remisu 12:12. Do przerwy Italii udało się jednak odzyskać przewagę i na tablicy widniał wynik 15:13. Bramkarze obu ekip nie popisali się – łącznie obronili zaledwie trzy rzuty w całej pierwszej połowie. Najskuteczniejsi po cztery trafienia mieli Czapliński i Simone Mengon.
Druga połowa to emocjonalna huśtawka
Po wznowieniu gry Jakub Skrzyniarz wreszcie złapał rytm między słupkami, co wykorzystał dobrze dysponowany Piotr Jędraszczyk, doprowadzając do remisu 16:16. Graliśmy jednak wciąż w roli goniących, choć różnica nie przekraczała jednej bramki. W 43. minucie sytuacja się pogorszyła – przy stanie 18:18 Włosi odskoczyli na 20:18. Spore kłopoty sprawił nam Mikael Helmersson.
Polacy zareagowali błyskawicznie i znowu było po równo – 20:20. Chwilę później znów mieliśmy stratę dwóch goli (22:20). W naszym zespole tradycyjnie waleczny był Michał Olejniczak, ale najczęściej do siatki trafiał Mikołaj Czapliński. Dziesięć minut przed końcem po raz kolejny oglądaliśmy remis – 23:23.
Dramatyczny finisz i gol Mengona
W ostatnich minutach spotkanie zamieniło się w prawdziwy thriller. Było 24:24, 25:25, 26:26, 27:27. Do ostatniej syreny pozostało 120 sekund napięcia.
Minutę przed końcowym gwizdkiem Mikołaj Czapliński wykorzystał rzut karny i wyprowadził nas na prowadzenie 28:27. Dla niego samego było to dwunaste trafienie w meczu, a setne w kadrze. Niestety, Włosi zdołali wyrównać, a następnie wykorzystali nasz błąd i wyszli na prowadzenie 29:28. Zwycięskiego gola zdobył Simone Mengon, który później otrzymał tytuł MVP spotkania.
Walka o mundial przed nami
Porażka z Italią oznacza czwarte miejsce w grupie F i ostateczną pozycję w strefie miejsc 19-24 w całych mistrzostwach. Dokładne miejsce poznamy po zakończeniu wszystkich meczów fazy grupowej, których finał zaplanowano na środowy wieczór.
Jedno jest pewne już teraz – czwarta pozycja w grupie sprawia, że walkę o mistrzostwa świata 2027 rozpoczniemy od drugiej rundy eliminacji. W dniach 18-23 marca bieżącego roku czeka nas dwumecz z Łotwą. Pierwsze spotkanie rozegramy przed własną publicznością.
Polska – Włochy 28:29 (13:15)
Polska: Wałach, Skrzyniarz – Przytuła, Daszek 3, Jędraszczyk 3, Olejniczak 5, Widomski, Moryto, Jarosiewicz 2, Marciniak, M. Gębala, Paterek, Dawydzik 3, Kaczor, Czapliński 12, T. Gębala.
Włochy: Ebner, Panitti, Pavani – Prantner 2, Dapiran 2, Bulzamini 1, Savini 3, M. Mengon 4, D’Antino 1, S. Mengon 7, Pugliese, Manojlovic, Helmersson 6, Pirani 1, Romei, Parisini 2, Sirot.
