Hala w Kaliszu po raz kolejny stała się areną wielkiego szlagierowego starcia. W sobotnie popołudnie doszło do powtórki ubiegłorocznego finału Pucharu Polski, w którym Nafciarze zamierzali odegrać się za porażkę 24:27 sprzed roku.
Oba zespoły przystępowały do rywalizacji po rozczarowującym pożegnaniu z Ligą Mistrzów. Kielczanie ulegli w 1/8 finału węgierskiemu Szegedowi, natomiast podopieczni Xaviera Sabate nie sprostali Sportingowi Lizbona. Dla Industrii, posiadającej w gablocie rekordowe 18 pucharów krajowych, była to szansa na obronę trofeum. Płocczanie natomiast marzyli o nawiązaniu do świetnej passy z lat 2022-2024, kiedy triumfowali trzy razy z rzędu.
Błyskawiczny nokaut w pierwszej połowie
Początek meczu należał do Wisły. Po nieudanych akcjach po obu stronach – z przechwytami Dylana Nahiego dla Kielc i świetną interwencją Torbjorna Bergeruda – to Gergő Fazekas otworzył wynik spotkania. Marcel Sroczyk szybko dołożył kolejne trafienie i mistrzowie Polski zaczęli dyktować warunki.
Industria przez długi czas nie mogła złamać płockiej defensywy. Pierwszy gol padł dopiero w piątej minucie – Piotr Jarosiewicz wykorzystał rzut karny. Theo Monar wyrównał na 2:2, ale to był tylko chwilowy przebłysk. Wisła uszczelniła obronę i bezlitośnie korzystała z każdego błędu rywali. W dziesiątej minucie świetlny wynik pokazywał już 6:2.
Kielczanie próbowali odrabiać straty – w pewnym momencie zbliżyli się na dystans trzech bramek (7:10) – jednak zespół z Mazowsza kontrolował przebieg wydarzeń. Kluczową rolę odgrywali Fazekas i Siergiej Kosorotow, którzy konsekwentnie powiększali przewagę. Po drugiej stronie parkietu zawodziła skuteczność – podopieczni Talanta Dujshebaeva marnowali dogodne sytuacje.
Desperackich prób ratowania sytuacji podjął się Alex Dujshebaev. Kapitan Industrii zdobywał gole i wymuszał rzuty karne, dzięki czemu w 28. minucie różnica stopniała do dwóch trafień (12:14). Wisła nie dała się jednak zaskoczyć – końcówka pierwszej odsłony znów należała do niej. Płocczanie wykorzystali kolejne błędy obrońców tytułu i po kapitalnej bramce Kosorotowa tuż przed syreną schodząc do szatni prowadzili 16:12.
Richardson przypieczętował awans
Druga połowa zaczęła się według podobnego scenariusza. Nafciarze pewnie budowali przewagę, choć Industria momentami potrafiła zbliżyć się na zaledwie dwa gole (16:18). Kluczowym momentem było przebudzenie Melvyna Richardsona – Francuz kolejnymi trafieniami wyprowadził swoją drużynę na bezpieczną pozycję. Kwadrans przed końcem tablica wyników pokazywała 25:20.
Na dziesięć minut przed końcową syreną różnica urosła do maksymalnych sześciu bramek (28:22) i awans Wisły do finału był już praktycznie pewny. Kielczanie walczyli do końca – Adam Morawski zanotował kilka udanych interwencji, a szkoleniowiec gości spróbował zagrać w ataku siedmioma zawodnikami polowymi – ale matematyka była nieubłagana. Ostatecznie podopieczni Sabate wygrali 30:25, a po meczu nagrody dla najlepszych zawodników trafienia otrzymali Alex Dujshebaev i Gergő Fazekas.
Czekając na finałowego rywala
Teraz mistrzowie Polski w spokoju mogą przygotowywać się do niedzielnego finału, który rozpocznie się o godzinie 15:00. Ich przeciwnik wyjdzie z sobotniej potyczki między gospodarzami turnieju – NETLAND MKS-em Kalisz – a PGE Wybrzeżem Gdańsk. To spotkanie ruszy o 18:00, a obie konfrontacje będzie można oglądać na żywo w Polsacie Sport 2.
ORLEN Wisła Płock – Industria Kielce 30:25 (16:12)
ORLEN Wisła Płock: Bergerud, Borucki, Alilović – Daszek, Janc, Szyszko, Sroczyk, Serdio, Susnja, Samoila, Richardson, Fazekas, Mihic, Ilic, Szita, Kosorotow.
Industria Kielce: Morawski, Ferlin – Jędraszczyk, Olejniczak, Sićko, A. Dujshebaev, Kounkoud, Maqueda, Moryto, D. Dujshebeav, Karalek, Vlah, Rogulski, Monar, Jarosiewicz, Nahi.
Źródło: orlen-superliga.pl
