Płocczanie w ramach walki o ćwierćfinał zmierzyli się z szóstą drużyną grupy A – Sportingiem Lizbona. Zespoły spotkały się już w poprzednim sezonie podczas fazy grupowej – w Portugalii wygrali gospodarze 34:29, natomiast w Polsce padł remis 29:29. Hala w stolicy Portugalii to trudny teren dla gości, czego doświadczyły w tym sezonie takie zespoły jak Industria Kielce, Veszprem czy Aalborg – wszystkie trzy ekipy wracały stamtąd pokonane.
Ciekawym elementem czwartkowego pojedynku był bezpośredni pojedynek dwóch rozgrywających. Malvin Richardson z Wisły to czwarty najskuteczniejszy zawodnik obecnej edycji Ligi Mistrzów z 94 golami, a Francisco Costa ze Sportingu plasuje się tuż za nim na piątej pozycji z dorobkiem 93 trafień. Costa został niedawno uhonorowany tytułem najlepszego młodego piłkarza ręcznego roku 2025.
Dominacja gospodarzy w pierwszej połowie
Obaj wymienieni zawodnicy otworzyli strzelanie dla swoich zespołów, jednak to Portugalczyk błyszczał w początkowej fazie. Bezbłędny w pierwszych minutach Costa pomógł swojej drużynie objąć prowadzenie 7:4. Lizbończycy z łatwością przełamywali defensywę Płocka, uważaną za jedną z najmocniejszych w europejskich pucharach. Po kwadransie Sporting miał już dziesięć bramek na swoim koncie.
Mistrzowie Polski nie potrafili skorzystać z dobrej dyspozycji bramkarza Torbjorna Bergeruda, który w pierwszych piętnastu minutach zaliczył sześć obron. W dziewiętnastej minucie po trafieniu Orriego Porkelssona różnica wzrosła do pięciu goli (12:7). Spektakularne trafienia Carlosa Alvareza i Costy dały gospodarzom siedmiobramkową przewagę (14:7), która wkrótce urosła do ośmiu bramek. Między słupkami Sportingu coraz pewniej prezentował się Mohamed Aly.
Dopiero rzut karny wykorzystany przez Richardsona przerwał sześciominutowy przestój Wisły w ofensywie. Jednak proste pomyłki po stronie gości wciąż się nawarstwiały. Do przerwy lizbończycy prowadzili 19:12. Statystyki zespołu z Płocka wyglądały dramatycznie: zaledwie 34 procent skuteczności w ataku, trzynaście niewykorzystanych okazji i pięć błędów technicznych.
Goście bez poprawy po wznowieniu
Trener Xavi Sabate potrzebował wstrząsnąć swoim zespołem w przerwie, lecz początek drugiej połowy nie przyniósł poprawy. Płocczanie marnowali pewne sytuacje – między innymi Abel Serdio i Lovro Mihić. Gubili piłki nawet w grze z przewagą liczebną. Tymczasem gospodarzom wychodziło absolutnie wszystko. W trzydziestej szóstej minucie różnica osiągnęła już dziesięć bramek (23:13).
Koncert Sportingu trwał nadal. Do praktycznie bezbłędnego Kiko Costy dołączył jego brat Martim. Również Porkelsson pewnie zamykał swoje akcje. W ostatnim dwudziestoleciu spotkania Wisłę próbował podnieść świetnymi interwencjami Bergerud.
Spektakularna pogoń w końcówce
Norweg zakończył serię gospodarzy. W czterdziestej ósmej minucie najpierw fenomenalnym rzutem popisał się Miha Zarabec, a moment później kontrę skutecznie wykończył Michał Daszek. Płocczanie zmniejszyli stratę do pięciu goli (22:27). Ricardo Costa, szkoleniowiec Lwów, wziął przerwę, jednak jego nastrój pogorszył się, gdy po trafieniu Serdio różnica stopniała do czterech bramek.
W trudnej chwili dla Portugalczyków do akcji ponownie wkroczyli bracia Costa, ale na ich gole odpowiadał nieomylny Przemysław Krajewski – tak jak Daszek trafił pięć razy z pięciu prób. Trzy minuty przed końcowym gwizdkiem indywidualną akcję skutecznie rozegrał Gergo Fazekas i Wisła traciła już tylko trzy bramki. Spotkanie mogło zakończyć się właśnie takim rezultatem, jednak w ostatnich sekundach Aly obronił rzut karny Richardsona, co ustaliło wynik na 33:29.
Źródło: eurosport.tvn24.pl
/origin-imgresizer.eurosport.com/2026/04/02/image-e69015fe-010a-41bd-9339-461b0b4f8739-85-2560-1440.jpeg)