Dla Orlenu Wisły Płock był to najlepszy wynik w fazie grupowej w historii klubu. Polski zespół zakończył rywalizację na trzecim miejscu, wyprzedzając Sporting, który zajął szóstą pozycję. Dlatego porażka nafciarzy 29:33 w pierwszym meczu w Lizbonie została odebrana jako pewna niespodzianka.
Trener Xavier Sabate po pierwszym spotkaniu nie krył rozczarowania, uznając je za jeden z najsłabszych występów drużyny w tej edycji rozgrywek. Szkoleniowiec zapowiadał, że rewanż będzie prawdziwą bitwą o wszystko.
Kiepski początek gospodarzy
Czwartkowe spotkanie rozpoczęło się dla płockiego zespołu niekorzystnie. Zamiast zdecydowanej ofensywy, Wisła powtarzała błędy z pierwszego meczu. Po kilku minutach świecił wynik 0:3, a po kilkunastu 6:10. Portugalczycy kontrolowali przebieg dwumeczu.
Siedem bramek z rzędu i odrobiona połowa strat
W pewnym momencie sytuacja diametralnie się zmieniła. Goście przestali trafiać do bramki, podczas gdy gospodarze rozpoczęli skuteczną ofensywę. Siergiej Kosorotow, Gergo Fazekas i Przemysław Krajewski prowadzili swoją drużynę do remisu 10:10, a następnie do wyjścia na prowadzenie.
Nafciarze zdobyli siedem kolejnych trafień. Sporting przerwał dziesięciominutową passę bez gola tuż przed przerwą, redukując straty do 11:13. Po pierwszej połowie płocczanie zdołali odrobić połowę straty z Lizbony.
Druga połowa i powrót Portugalczyków
Zaraz po wznowieniu gry gospodarze powiększyli przewagę, ale Sporting szybko przypomniał o swoich możliwościach. Po niespełna dziewięciu minutach Salvador Salvador wyprowadził gości na prowadzenie 16:15.
Wisła nie pozwoliła rywalom na większą przewagę i sama przejęła inicjatywę, utrzymując się przed Portugalczykami. Brakowało jednak serii trafień pozwalającej na bezpieczne, kilkubramkowe prowadzenie.
Osłabienie nie przeszkodziło gościom
Sporting potrafił wybijać polski zespół z rytmu nawet grając w osłabieniu po czerwonej kartce. Goście odpowiadali trafieniami Salvadora, Francisco Costy i Martima Costy.
Dwie minuty przed końcem, po niewykorzystanej okazji Wisły, hala zamarła w ciszy. Minimalne prowadzenie 27:26 w kontekście całego dwumeczu nie dawało nadziei na awans. Finalnie płocczanie wygrali 28:27, ale zwycięstwo to okazało się niewystarczające. To Sporting Lizbona awansował do ćwierćfinału Ligi Mistrzów.
Źródło: eurosport.tvn24.pl
/origin-imgresizer.eurosport.com/2026/04/09/image-b1065697-5ce3-42e5-ae5e-ed7b83f0d32e-85-2560-1440.jpeg)