Kontrakt Alfreda Gislasona obowiązuje do mistrzostw świata 2027, które Niemcy będą współgospodarzem. Czy Islandczyk pozostanie na stanowisku także po tym turnieju? Według prezesa Niemieckiego Związku Piłki Ręcznej Andreasa Michelmanna będzie to zależeć od wyników na zbliżających się mistrzostwach Europy.
"Jest oczywiste, że musielibyśmy zastanowić się nad przyszłością, gdyby drużyna - czego jednak nie zakładam - w ogóle nie zaprezentowała się na EM" - powiedział Michelmann w rozmowie z Niemiecką Agencją Prasową. Sam Gislason zareagował spokojnie, deklarując, że zaakceptuje każdą decyzję związku.
Hens: Nieodpowiedni moment na takie rozmowy
Pascal Hens nie kryje zdziwienia, że tego typu dyskusja wybuchła właśnie teraz, tuż przed startem turnieju. "W takich publicznych debatach o selekcjonerze trzeba po prostu się wstrzymać - zwłaszcza przed tak ważną imprezą. Dajcie chłopakom najpierw zagrać" - podkreśla 45-letni ekspert w rozmowie z handball-world.
Były reprezentant Niemiec kwestionuje również same kryteria oceny pracy selekcjonera. "Nie powinno się oceniać trenera kadry narodowej wyłącznie przez pryzmat wyników na wielkich turniejach. Trzeba patrzeć na wykonywaną przez niego pracę, to, jak drużyna ją przyjmuje i czy jesteśmy zadowoleni ze stylu gry, jaki prezentuje zespół" - argumentuje Hens.
Wyniki to nie wszystko
"Zawsze te dyskusje z wyprzedzeniem. Nie jestem ani za tym, żeby już teraz przedłużać kontrakt, ani za tym, by rozważać zmianę szkoleniowca. Trzeba obserwować rozwój drużyny, trzeba też rozmawiać z zawodnikami, jakie mają relacje z trenerem" - wyjaśnia mistrz świata z 2007 roku.
"Dopiero wtedy, niezależnie od konkretnych wyników, ale w oparciu o styl gry, można podjąć decyzję o przyszłości. Ale przed tak ważnym turniejem nie ma potrzeby rozpoczynać takiej dyskusji" - podsumowuje Hens.
Źródło: handball-world.news
