Spotkanie 21. kolejki ORLEN Superligi przyniosło nietypowy scenariusz. Piotrkowianin atakował częściej, kreował sytuacje, dominował w liczbie prób... i przegrał różnicą czterech bramek. To statystyka, która boli podwójnie.
Świetny start, potem dramat w wykończeniu
Ekipa Stanisława Makowiejewa rozpoczęła mecz w imponującym stylu. W ósmej minucie Jan Stolarski ustalił wynik na 6:2 i wszystko wskazywało na spokojne popołudnie gospodarzy. Nic bardziej mylnego. Piotrkowianin nagle zatracił precyzję w ataku pozycyjnym, a zespół prowadzony przez Roberta Lisa błyskawicznie to wykorzystał.
Seria pięciu trafień z rzędu odwróciła losy pojedynku - w 13. minucie to Stal prowadziła 7:6. Do przerwy trwała zacięta wymiana ciosów, a remis 15:15 po trafieniu Marcina Szopy tuż przed syreną wydawał się sprawiedliwym rozstrzygnięciem pierwszej połowy.
Kozina murowany, gospodarze bezradni
Po zmianie stron mielczanie konsekwentnie budowali przewagę dwóch-trzech bramek i pilnowali jej aż do końcowego gwizdka. Kluczem do sukcesu okazał się chorwacki golkiper Željko Kozina, który spisał się rewelacyjnie, notując także dwa trafienia z własnej połowy.
Liczby mówią same za siebie: gospodarze aż osiem razy chybili całkowicie, a bramkarze rywali obronili kolejne siedemnaście rzutów. Przy takiej nieskuteczności nawet przewaga w liczbie ataków nie mogła pomóc.
Głosy po meczu
Stanisław Makowiejew, trener Piotrkowianina, bronił swoich podopiecznych: "Wynik może sugerować słabą grę z naszej strony, ale to nieprawda. Naprawdę dobrze funkcjonowaliśmy, wypracowywaliśmy sobie okazje, tylko zabrakło wykończenia. Musimy spokojnie to przeanalizować. Przed nami jeszcze cztery spotkania w sezonie zasadniczym i w każdym postaramy się powalczyć o punkty."
Robert Lis, szkoleniowiec Handball Stali, podkreślał wagę trzech punktów: "W takich starciach liczy się przede wszystkim zwycięstwo, estetyka gry schodzi na dalszy plan. Bardzo zależało nam na tej wygranej w kontekście walki o pozycję przed fazą play-off. Cieszymy się, że przełamaliśmy złą passę - zasłużyliśmy na to. Realizujemy nasze cele spokojnie, budujemy formę krok po kroku."
Statystyki nie kłamią
Po stronie gospodarzy najskuteczniejszy był Jan Stolarski z sześcioma trafieniami, po cztery dołożyli Marcin Szopa (z karnego) i Jakub Filipowicz, pięć bramek zapisał na koncie Grzesik. Piotrkowianin wykorzystał jednak tylko jedną z trzech "siódemek".
W ekipie z Mielca sześć trafień zaliczył Tokarz, po pięć Krasouski (cztery z karnych) i Valyntsau. Stal bezbłędnie wykonała wszystkie rzuty karne - pięć na pięć. Do dwóch bramek dołożył także MVP meczu Kozina.
Spotkanie nie obeszło się bez nerwów - czerwoną kartkę (bezpośrednią) zobaczył Mastalerz z Piotrkowianina. Gospodarze zebrali łącznie osiem minut kar, goście sześć.
Źródło: orlen-superliga.pl

