Ostrowska hala stała się twierdzą nie do zdobycia dla głogowian. Podopieczni Kima Rasmussena od pierwszego gwizdka narzucili swoje warunki, budując przewagę przede wszystkim na znakomitej grze w obronie. Po ośmiu minutach na tablicy widniał już efektowny wynik 5:1, a goście wydawali się kompletnie zagubieni.
Ligarzewski murowany, Chrobry bezradny
Kacper Ligarzewski spisywał się między słupkami fenomenalnie, a przed nim ostrowska defensywa pracowała jak dobrze naoliwiona maszyna. Przyjezdni nie potrafili znaleźć sposobu na rozbicie ustawienia gospodarzy – w pierwszym kwadransie zdobyli zaledwie cztery trafienia. Dopiero w końcówce pierwszej połowy mecz zaczął nabierać rumieńców, głównie za sprawą Pawła Paterka, który w końcu zaczął zagrażać bramce Ostrovii.
Do przerwy różnica wynosiła cztery bramki, a ostatnie słowo należało do Dmitrija Smolikowa, który posłał piłkę do siatki tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą część gry.
Drzemka po przerwie mogła kosztować zwycięstwo
Początek drugiej połowy to koszmar dla kibiców w Ostrowie Wielkopolskim. Gospodarze wyszli na parkiet jak zahipnotyzowani, czym natychmiast wykorzystał Chrobry. W 38. minucie Tomasz Kosznik wyrównał stan meczu na 16:16, a moment później Wojciech Styrcz dał głogowianom pierwsze prowadzenie w tym spotkaniu.
Kim Rasmussen nie krył frustracji. "To niedopuszczalne. Kolejny raz mentalnie nie wychodzimy na boisko po przerwie" – grzmiał duński szkoleniowiec, który musiał szybko wykorzystać oba czasy, by ratować sytuację. Wykluczenia i chaos w szeregach jego drużyny groziły totalną katastrofą.
Gavashelishvili i publiczność uratowały sytuację
W najtrudniejszych momentach na plan pierwszy wysunął się Miriani Gavashelishvili, który swoimi trafieniami nie pozwolił gospodarzom runąć całkowicie. Do akcji wkroczyli także rozpędzeni kibice, których doping zelektryzował zespół. Ostrovia wróciła do skutecznej defensywy, co przełożyło się na serię szybkich kontr finalizowanych przez Przemysława Urbaniaka.
W bramce świetnie spisywał się Jakub Zimny, który przejął pałeczkę po Ligarzewskim. Gospodarze ponownie odskoczyli na cztery bramki i tym razem kontrolowali przebieg wydarzeń aż do końcowego gwizdka. Ostatecznie wygrali 30:26, umacniając swoją pozycję w walce o trzecie miejsce w sezonie zasadniczym.
Wyróżnienie dla najlepszego zawodnika meczu powędrowało do Kacpra Ligarzewskiego, którego pierwsza połowa była prawdziwym pokazem bramkarskiego kunsztu.
Źródło: orlen-superliga.pl

