Drugi rok z rzędu klub z Macedonii Północnej walczy w finale EHF European Cup Men. GRK Ohrid wyrósł na poważną siłę nie tylko w krajowej lidze, ale udowodnił to również na arenie europejskiej.
Droga do finału
Szkoleniowiec Ohrid, Boris Rojevic, nie ma wątpliwości, że jego drużyna zasłużenie znalazła się w finale. „Byliśmy lepsi od wszystkich rywali. Pierwsze rundy przeciwko HC Baki, MRK Sloga Doboj i HC Dukla Praha przeszliśmy komfortowo" - przyznał trener. Najtrudniejszy etap przyszedł w półfinale, gdzie Ohrid pokonał RK Celje po bardzo zaciętej rywalizacji.
Obrona mocną stroną zespołu
Rojevic wskazuje defensywę jako fundament gry Ohrid. „Nasza obrona jest najlepsza w regionie. Kristian Pilipović to najlepszy bramkarz w lidze" - podkreślił szkoleniowiec. W defensywie wyróżniają się również Oriol Rey Morales, Ante Ivankovic, Nikolaos Liapis oraz David Savrevski. Praca nad obroną była priorytetem już od pierwszych tygodni sezonu.
Tatabanya faworytem, ale Ohrid nie odpuszcza
Rojevic otwarcie przyznaje, że węgierski rywal jest faworytem finału. „Tatabanya ma więcej doświadczenia w europejskich rozgrywkach i zawodników wysokiej klasy. Jednak rewanż gramy u siebie, w Ohridzie - i zrobimy wszystko, by sięgnąć po tytuł" - zapewnił trener.
Trener wskazał też wyraźną dysproporcję kadrową. Ohrid dysponuje obecnie zaledwie czterema rozgrywającymi, podczas gdy Tatabanya może wystawić ośmiu. Kontuzje i nieobecności dotknęły zwłaszcza pozycję lewego rozgrywającego - do dyspozycji jest tylko Ante Ivankovic. „To ogromna przewaga dla Tatabanya" - przyznał Rojevic.
Macedonia Północna znów w europejskim finale
Awans Ohrid do finału to kolejny dowód na wysoki poziom piłki ręcznej w Macedonii Północnej. Jak zaznacza Rojevic, tamtejsza liga należy do najtrudniejszych w regionie - regularne starcia z HC Eurofarm Pelister i HC Alkaloid hartują zespół i pomagają mu się rozwijać.
Źródło: eurohandball.com





