Wyniki sportowe przestają mieć znaczenie, gdy klub traci kogoś bliskiego. Zejście Martigues HB do drugiej ligi i wysoka porażka z Saint-Raphaël (33:48) w ostatniej kolejce rozgrywek N1M to sprawy drugorzędne wobec śmierci Francka Bulleux, jednej z najbardziej rozpoznawalnych twarzy prowansalskiej piłki ręcznej.
Ojciec, trener, człowiek oddany piłce ręcznej
Wielu kibiców znało jego nazwisko za sprawą córki - Chloé Bulleux, reprezentantki Francji i srebrnej medalistki igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro w 2016 roku. On sam jednak od dekad budował własną, imponującą historię w tym sporcie.
Z Martigues był związany od 2017 roku i angażował się w życie klubu bez reszty. Jeszcze niedawno pomagał wolontariuszom przy organizacji Lion's Cup - turnieju dla młodych zawodników. W tym sezonie zasiadał na ławce trenerskiej u boku Scotta Parenta, prowadząc pierwszą drużynę.
Imponująca droga przez piłkę ręczną
Jego kariera trenerska i działaczowska to prawdziwy maraton. Bulleux zaczynał jako zawodnik ACBB w latach 80., po czym przeniósł się na południe Francji. To właśnie on wyprowadził Istres do elity pod koniec lat 90. Następnie trafił do Nicei, gdzie jako dyrektor generalny ponownie awansował z klubem na wyższy poziom rozgrywek.
Później przyszły przygody w Senegalu, Bourg-de-Péage oraz rola dyrektora technicznego w Miramas - mieście, które szczególnie darzył uczuciem. W Martigues wieńczył swoją drogę zawodową, ale aktywności nie zwalniał ani na chwilę.
To właśnie jego praca przyczyniła się do awansu Martigues do federalnej N1, osiągniętego dzięki drużynie z takimi zawodnikami jak Derot czy Tricaud. Później objął stanowisko koordynatora ds. piłki ręcznej w klubie.
Pożegnanie budowniczego
Prowansalskie środowisko piłki ręcznej żegna dziś jednego ze swoich architektów - człowieka, który temu sportowi oddał życie. Franck Bulleux miał 66 lat.
Myślami jesteśmy przy jego żonie, dzieciach i wnukach.
Źródło: handnews.fr





