Trener Paweł Tetelewski doskonale wiedział, że wyjazd do Gniezna to nie lada wyzwanie. Początek meczu pokazał jednak, że to jego podopieczne szybciej odnalazły się na parkiecie. Gospodynie miały problem już w pierwszych minutach – Malwina Hartman zmarnowała jeden z dwóch rzutów karnych, a po krótkim prowadzeniu 1:0 gnieźnianki musiały gonić wynik.
Błyskawiczny start lublinianek
Najpierw Aleksandra Rosiak, a potem Adrianna Górna dały prowadzenie 2:1 ekipie z Lublina. Choć Żaneta Lipok wyrównała z karnego, biało-zielone szybko odskoczyły dzięki trafieniom Marii Prieto O'Mullony i Sanji Radosavljević. Ta druga spektakularnie wykończyła kontrę, a gdy Joanna Andruszak wykorzystała podanie Rosiak na koło, było już 5:2.
Po piętnastu minutach różnica urosła do sześciu bramek. Peter Kostka apelował po angielsku do swoich zawodniczek o przyspieszenie gry, ale efekt był odwrotny – „Pszczoły" straciły piłkę po błędzie kroków. Radosavljević dołożyła kolejne trafienia, a po pierwszym kwadransie świetnie dysponowana Serbka miała już na koncie cztery gole przy wyniku 9:3.
Gospodynie odrabiają straty
W drugiej części pierwszej połowy tempo Lublina wyraźnie spadło. Gniezno zaczęło odrabiać straty, a w 20. minucie różnica zmalała do zaledwie dwóch bramek – 7:9. Wicemistrzynie musiały ponadto radzić sobie bez Dominiki Więckowskiej, która oglądała mecz z ławki kar.
Sześciominutową niemoc strzelecką przerwała dopiero Sylwia Matuszczyk. Obie bramkarki – Caroline Martins i Aleksandra Hypka – prezentowały się znakomicie, broniąc między innymi rzuty karne. Monika Łęgowska trafiła na 11:12, a Katarzyna Cygan z siedmiu metrów doprowadziła do remisu 13:13 na przerwę.
Radosavljević prowadzi do zwycięstwa
Początek drugiej odsłony należał do gospodarzy – Łęgowska ruszyła w kontrę, choć Paulina Wdowiak broniła z wielką klasą. Trafienia Oliwii Kuriaty i ponownie Cygan dały Gnieźniu pierwsze prowadzenie po zmianie stron. Odpowiedzią była seria celnych rzutów Radosavljević, która utrzymywała swoją fenomenalną skuteczność.
Daria Szynkaruk przechyliła szalę zwycięstwa na stronę gości, a w 37. minucie Radosavljević powiększyła przewagę do 18:16, wciąż trafiając bez pudła. Chwilę później było już 20:16 po jej ósmym golu i trafieniu O'Mullony. Lublinianki znalazły patent na obronę gospodyń, regularnie wykorzystując prawą stronę ataku, gdzie Szynkaruk spisywała się bez zarzutu.
Martins murowana w bramce
Na kwadrans przed końcem przewaga wzrosła do trzech bramek – 25:22. Radosavljević w końcu przekroczyła magiczną granicę dziesięciu trafień, choć potrzebowała do tego dziesięciu prób. Jej gol na 28:24 praktycznie przypieczętował losy spotkania.
W końcówce Lublin grał w podwójnym osłabieniu, ale to nie przeszkodziło w kontrolowaniu wyniku. Caroline Martins rozegrała jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy mecz w tym sezonie, broniąc trzeci rzut karny i kilka "setек" z gry. Brazylijsko-portugalska golkiperka była jednym z filarów siódmego z rzędu triumfu swojej drużyny.
ENEA MKS GNIEZNO – PGE MKS EL-VOLT LUBLIN 25:29 (13:13)
Gniezno: Hypka, Osowska – Hartman 4, Lipok 1, Cygan 7, Bartkowiak 3, Nurska 4, Łęgowska 5, Kuriata 1.
Kary: 10 minut. Trener: Peter Kostka.
Lublin: Martins, Wdowiak – Rosiak 3, Górna 1, O'Mullony 6, Radosavljević 10, Andruszak 2, Matuszczyk 1, Szynkaruk 6, Przywara, Tomczyk, D. Więckowska, M. Więckowska, Lima, Planeta, Gliwińska.
Kary: 12 minut. Trener: Paweł Tetelewski.
Źródło: superligakobiet.pl
