Zaledwie cztery dni po starciu z Barceloną w Lidze Mistrzów, Nantes wrócił do ligowych obowiązków. Przed własną publicznością zespół z nad Loary mierzył się z Chambéry, mając w pamięci punkty stracone w pierwszej kolejce sezonu, gdy na własnym parkiecie padł remis 34:34.
Szybkie otwarcie i kontrola meczu
Gospodarze od pierwszych minut narzucili swoje warunki. Już w 5. minucie Aymeric Minne wykorzystał nieuwagę bramkarza Valentina Kieffera i zaskoczył go po zwykłym wznowieniu, dając Nantes prowadzenie 4:1. Podopieczni trenera starali się utrzymać wysokie tempo, choć w pierwszych dziesięciu minutach stracili dwa łatwe piłki, co pozwoliło Émilienowi Peyronnetowi zbliżyć wynik do 8:6.
Wprowadzony do gry Ian Tarrafeta nie mógł znaleźć właściwego rytmu i tracił kolejne piłki, co dawało nadzieję gościom. Przełom nastąpił po dwuminutowym wykluczeniu Sveinna Johannssona, które wybiło Chambéry z rytmu. W tym czasie bramkarz Ivan Pešić multiplikował paradny pokaz (zaledwie 30% skuteczności rywali przy 6 obronach na 21 prób), a Nantes powiększył przewagę do 16:11 w 24. minucie.
Goście próbowali ratować się grą siedmioma zawodnikami w polu, ale para Romain Lagarde – Thibaud Briet dobrze radził sobie w obronie. Trener gospodarzy mógł pozwolić sobie na rotację, wprowadzając między innymi Ayouba Abdiego, Roka Ovničeka i Noama Léopolda. Do przerwy Nantes utrzymał komfortowe prowadzenie 20:15.
Minne prowadzi do triumfu
Druga połowa przebiegała pod pełną kontrolą gospodarzy. Aymeric Minne grał fantastycznie – po 30 minutach miał na koncie 9 trafień przy zaledwie jednym niecelnym rzucie, a Nantes prowadził już 28:20. Po stronie gości jedynym zawodnikiem, który próbował stawić czoła był Simen Pettersen, ale trafił na dobrze zorganizowaną obronę.
Świetnie funkcjonowała współpraca Minne'a (ostatecznie 12 bramek) z Nicolasem Tournatem (8 goli). Chambéry w desperacji próbowało wykorzystywać szybkie kontry, ale było to zbyt mało. W 50. minucie tablica wskazywała 33:24, a kwadrans przed końcem spotkanie było definitywnie rozstrzygnięte (39:29).
Druga połowa to był popis siły zespołu z Nantes. Goście nie zdołali powtórzyć swojego wyczynu z pierwszej kolejki i przegrali różnicą aż 10 bramek – 32:42.
Przed kluczową batalią
Nantes w przyszłym tygodniu zmierzy się jeszcze u siebie z Dijon, a następnie czeka ich wyjazd do Paryża na potencjalnie przedterminowy finał walki o tytuł. Paryżanie tego samego dnia nie zostawili suchej nitki na Chartres, wygrywając 40:20 po wyrównanej pierwszej połowie (18:13).
Źródło: handnews.fr
